fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Barbara Hollender poleca nowości na DVD

YouTube/Gutek Film
Nie trzeba mieć 150 mln dolarów budżetu, żeby utrzymać uwagę widza. Wystarczą świetny scenariusz i talent. Dzisiaj dwa takie filmy: „Winni” Gustava Mollera i „Loveling” Gustava Prizziego. W obu kameralne historie stają się pretekstem do wiwisekcji społeczeństwa.

Winni”, raż. Gustav Moller

Wyd. Gutek Film

W fabularnym debiucie Duńczyka Gustava Mollera lekko znudzony funkcjonariusz Asger Holm odbiera telefony alarmowe w policyjnej dyspozytorni. Gdzieś drobna stłuczka, gdzieś rowerzystka przewróciła się i boli ją kolano albo żarty robi sobie pijaczyna. Ale nagle w słuchawce odzywa się kobiecy głos. Przestraszony, zapłakany. Kobieta udaje, że rozmawia z córką. Daje do zrozumienia, że została porwana przez byłego męża, w jej mieszkaniu zostały małe dzieci, a jej samej grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Dalej są już tylko policjant i telefon. Asger, ze słuchawkami na uszach, usiłuje odszukać białą furgonetkę, w której jedzie uprowadzona matka, do jej sześcioletniej córki wysyła patrol. Na miejscu okazuje się, że mały braciszek dziewczynki został brutalnie zamordowany.

Na ekranie toczy się dramat, każda kolejna minuta może oznaczać życie lub śmierć ofiary. Ale Moller nie poprzestaje na tym zapisie policyjnej akcji. Ma dla widza niespodziewany zwrot. Z każdą minutą coraz ciekawszą postacią okazuje się też sam Asger, który kryje własną tajemnicę.„Winni” niosą reflesje na temat kondycji społeczeństwa, psychiki ludzi, którzy na co dzień stykają się z patologią i zbrodnią, a wreszcie łatwości, z jaką zwykle ferujemy wyroki.

Świetny, trzymający w napięciu, inteligentny film. 30-letni Gustav Moller rzucił widzom wyzwanie i udało mu się wciągnąć ich do gry. Nazwisko tego debiutanta warto zapamiętać.

Loveling”, reż. Gustav Prizzi

Wyd. Best Film

Irene jest prostą kobietą. Ma męża, któremu nie wychodzi żaden biznes, czworo dzieci i trochę własnych ambicji. Kończy właśnie szkołę, z dumą zapraszając sąsiadów i znajomych na wręczenie dyplomów. Ale przede wszystkim jest filarem, na którym opiera się rodzina. Pizzi obserwuje codzienność – tę, która niezależnie od krajobrazu wokół, wszędzie ma podobne barwy. Irene martwi się, czy szesnastoletni syn Fernando nie upije się na zabawie. Nie wie czy wspierać nowy pomysł męża na biznes, skoro wymaga to sprzedaży domu, z którym łączą się młodzieńcze wspomnienia. Pomaga siostrze, która pod ciemnymi okularami ukrywa ślady pobicia – domowej przemocy. Jej świat chwieje się, gdy Fernando dostaje propozycję zawodowej gry w piłkę ręczną w niemieckim klubie sportowym. Chłopak chce podjąć wyzwanie, a Irene wie, że pewnie już nigdy do domu, do Brazylii nie wróci. Podświadomie chciałaby go zatrzymać, Federico jest jednak zdeterminowany, by do Europy wyjechać.

Historia zwyczajnej rodziny staje się dla Pizziego pretekstem do sportretowania przeżartego korupcją kraju, w którym wciąż panuje kryzys, a mieszkańcy niezamożnych przedmieść nie mają szansy podążyć za swoimi marzeniami. „Loveling” oscyluje między telenowelą a skromnym kinem arthouse’owym, gdzie los jednej rodziny staje się metaforą społecznej kondycji. To w gruncie rzeczy południowoamerykańskie kino środka. Co do niego przekonuje najbardziej? Prawda ukryta w każdym kadrze i w każdym dialogu. Sprawiająca, że film, choć zanurzony w brazylijskich realiach, jest całkowicie uniwersalny.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA