fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Barbara Hollender poleca nowości na DVD

Jestem najlepsza. Ja, Tonya
materiały prasowe
Bohaterką „Fantastycznej kobiety” Sebastiana Lelio jest transwestytka z Chile, bohaterką „Jestem najlepsza. Ja, Tonya” Craiga Gillespie - łyżwiarka figurowa. Ale obaj reżyserzy udowadniają, jak wiele poprzez losy kobiety można opowiedzieć o własnym społeczeństwie.

Fantastyczna kobieta, reż. Sebastian Lelio

Gutek Film

Zaczyna się zwyczajnie. Starszy, ale wciąż atrakcyjny mężczyzna przygląda się z zachwytem młodej dziewczynie. Potem jedzą kolację w restauracji i razem wracają do domu. Marina niedawno wprowadziła się do jego mieszkania. Jest bardzo zakochana. Orlando też czuje się szczęśliwy. Ale w nocy wydarza się tragedia. Wylew? Zawał? Mężczyzna traci świadomość, słabnie w oczach. Marina zawozi go do szpitala. Potem jest już tylko rozpacz.

„Fantastyczna kobieta” staje się opowieścią o przeżywaniu straty ukochanej osoby. Niełatwym. Bo przecież zaraz odzywa się rodzina mężczyzny. Chce odzyskać jego samochód, klucze od mieszkania. Ale to nie wszystko. Marina jest transseksualistką. To rodzi komentarze, chwilami wręcz odrazę rodziny jej partnera. A ona chce dla siebie niewiele. Psa, którego ukochany jej podarował. Tego, by móc się z bliskim człowiekiem pożegnać, być na jego pogrzebie. I zachować własną godność, prawo do bycia sobą.

Chilijczyk pokoboetę, która jest „inna”, nie pasuje do reguł konserwatywnego społeczeństwa. Marina próbuje odgrodzić się psychicznie od nienawiści, czasem nawet poprzez agresję. Poczuć się dobrze we własnym ciele. Lelio gra na czułych strunach, ale nigdy nie przekracza granicy sentymentalizmu. „Fantastyczna kobieta” ma w sobie bardzo dużo bólu. Ale i prawdy. Także dzięki znakomitej odtwórczyni głównej roli - transseksualnej aktorce Danieli Vedze.

A w tle „Fantastycznej kobiety” jest Chile, ze swoimi niepokojami, nierozliczoną przeszłością, uprzedzeniami, stereotypami narzuconymi przez dominującą tam religię katolicką. Bardzo ciekawy film.

 

Jestem najlepsza. Ja, Tonya, reż. Craig Gillespie

Monolith Films

Ta historia wydarzyła się naprawdę. W 19994 roku była na pierwszych stronach gazet, nie tylko sportowych. Łyżwiarka figurowa Nancy Kerrigan, brązowa medalistka w olimpiady w Albertville w 1992 roku. Przed kolejną olimpiadą, która wyjątkowo odbyła się nie cztery, lecz dwa lata później w Lillehammer, Kerrigan została zaatakowana przez mężczyznę, który metalowym prętem uszkodził jej kolano. Napastnik, jak podejrzewali dziennikarze, został wynajęty przez byłego męża jej konkurentki Tonyi Harding. Łyżwiarka wyleczyła się z kontuzji, na Igrzyskach zdobyła srebro, ale nigdy nie pokonała traumy psychicznej i szybko wycofała się z czynnego uprawiania sportu.

Właśnie do tych wydarzeń wrócił reżyssr Craig Gillepie w „Jestem najlepsza. Ja, Tonya”. Ale odwrócił perspektywę. Bohaterką jego filmu nie jest elegancka i piękna Kerrigan, lecz Tonya – dziewczyna z robotniczego środowiska, z chorobliwie ambitną matką, trudną miłością do chłopaka, za którego wyszła zamąż jako osiemnastolatka, masą kompleksów wynikających z przynależności do niższej klasy społecznej.

„Jestem najlepsza...” ogląda się znakomicie. Akcja toczy się błyskawicznie. Aktorzy – na czele z Margot Robbie w roli tytułowej – tworzą pełnokrwiste kreacje. Dokumentalne przebitki, świetna scenografia i wierne tamtemu czasowi kostiumy dodają całej opowieści prawdy, a na dodatek Gillespie nie zapomina o humorze. Za całą historią kryją się pytania o współczesną moralność, ale też o równy start w społeczeństwie, które uważa się za demokratyczne i egalitarne. Doskonała propozycja na koniec lata.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA