fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Barbara Hollender poleca nowości na DVD

Kadr z filmu "Manifesto"
materiały prasowe
Na ciekawe wieczory po upalnych dniach polecam dwa filmy z wielkimi kreacjami aktorskimi. „Czas mroku” Joe Wrighta to popis maestrii Gary’ego Oldmana w roli Churchilla, zaś „Manifesto” artysty wizualnego Juliana Rosenfeldta jest rodzajem artystycznego eksperymentu, w którym błyszczy talent Cate Blanchett.

Czas mroku, reż. Joe Wright

Wyd. Filmostrada

Maj 1940 roku. Potwornie burzliwe posiedzenie brytyjskiego Parlamentu. W Izbie Gmin trwa rozliczanie rządu Neville’a Chamberlaina. Za chwilę na scenie politycznej pojawi się Winston Churchill, który stanie na czele nowego gabinetu. Po raz pierwszy zobaczymy go przy śniadaniu: typowo angielskim, z jajkami, bekonem i kiełbaskami. Polityk dyktuje listy, odbiera telefony, strofuje swoją nową sekretarkę. Ale też z cygarem i szklaneczką whisky. Od tego momentu film Joe Wrighta stanie się filmem jednego aktora.

Wright portretuje brytyjskiego premiera w najtrudniejszym momencie wojny. Niemcy spychają wojska alianckie do morza. Na plażyy w Dunkierce uwięzionych jest …. Churchill musi zadecydować: negocjować z Hitlerem czy podjąć walkę. „Nie dyskutuje się z tygrysem mając głowę w jego paszczy!” - krzyczy i bierze na siebie pełną odpowiedzialność za losy narodu.

„W tym wojennym filmie to słowa nie armaty są najpoważniejszą bronią” - napisała o „Czasie mroku” recenzentka Guardiana Wendy Ide. Niektórzy krytycy zarzucają mu przegadanie. Ale Oldman sprawia, że od ekranu nie można oderwać wzroku. Wybitny aktor pokazuje całą złożoność charakteru Winstona Churchilla. „Bądź sobą” — mówi do niego żona. „Którym sobą?” - pyta Churchill. Wielkim strategiem? Rozkapryszonym dzieckiem? Politykiem, który musiał stawić czoła nie tylko Hitlerowi, ale również swoim brytyjskim oponentom – lordowi Halifaxowi i Chamberlainowi? Facetem, który walczył również z własnymi wątpliwościami i demonami?

Za rolę Churchilla Gary Oldman dostał Oscara, Złoty Glob, brytyjską BAFTĘ. Zasłużenie. Wdrapał się na absolutne wyżyny aktorstwa.

Manifesto, reż. Julian Rosenfeldt

Wyd. Gutek Film

Ten tytuł to efekt współpracy artysty wizualnego Juliana Rosenfeldta i jednej z najciekawszych dziś aktorek Cate Blanchett. A dokładnie popis jej aktorstwa, a może wręcz hołd złożony jej wrażliwości i profesjonalizmowi.

„Manifesto” nie jest typowym filmem. Projekt zaczynał się jako instalacja artystyczna. Na trzynastu ekranach Cate Blanchett wygłaszała manifesty XX wieku. Przeniesienie tego przedsięwzięcia na ekran nastąpiło głównie z przyczyn finansowych, producenci liczyli, że film dotrze do widzów i przyniesie zyski ze sprzedaży biletów. Cate Blanchett początkowo obawiała się, że opowiedzenie tych historii linearnie zniszczy projekt, ale w końcu zgodziła się. I tak na ekranie wciela się w rozmaite postacie – od gospodyni domowej przez naukowca czy artystkę aż do... bezdomnego mężczyzny. W każdym z tych wcieleń wygłasza założenia innej doktryny filozoficznej zderzając idee z potocznym życiem.

Bardzo to ciekawe, oczywiście jeśli nie potraktujemy „Manisto” jak typowej propozycji filmowej, lecz jako eksperyment artystyczny.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA