fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Berlinale: Mocna "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej

Małgorzata Szumowska
AFP
Berlinale kocha Małgorzatę Szumowską. W 2013 roku reżyserka pokazywała tu w głównym konkursie swój film „W imię”. Trzy lata temu wywiozła z Berlina Srebrnego Niedźwiedzia za reżyserię „Body/Ciała”. Teraz w głównym konkursie znalazł się jej nowy obraz „Twarz”. I po piątkowym pokazie, w przeddzień zakończenia festiwalu, dołączył do grona faworytów w wyścigu do nagród.

Szumowska zrobiła film mocny. Punktem wyjścia do napisania scenariusza, który powstał jak zawsze we współpracy z Michałem Englertem, były dwa autentyczne wydarzenia: pierwsza transplantacja twarzy dokonana w Centrum Onkologii w Gliwicach i postawienie w Świebodzinie w 2010 roku pomnika Chrystusa Króla Wszechświata o wysokości 36 metrów. Wyższego, niż statua w Rio de Janeiro.

„Twarz” to historia chłopaka, który tytułową twarz traci w wypadku na budowie pomnika. Lekarze mu ją przeszczepiają. Jacek wraca na wieś z tym nowym obliczem: z grymasem ust, półprzymkniętym i niedowidzącym jednym okiem, bełkocząc niezrozumiale, bo nic jeszcze nie funkcjonuje poprawnie i pacjent wymaga długiej rehabilitacji. To nie jest powrót prosty. Matka uważa, że wrócił nie jej syn, tylko jakiś obcy człowiek, wiejskie dzieci biegają za nim wykrzykując „Ryj!” Narzeczona znalazła sobie innego adoratora, a niedoszła teściowa pyta jakie dzieci mogłoby spłodzić takie monstrum jak Jacek.

Szumowska zrobiła film o prowincjonalnej Polsce. Pewnie zresztą nie tylko Polsce. Mój znajomy dziennikarz z Moskwy mówi: „To jest Rosja jeden do jednego”. Szumowska pokazała świat, który zachwyca pięknymi krajobrazami, a jednocześnie jest pełen nietolerancji, strachu i niechęci w stosunku do inności. Sportretowała zakłamany, siermiężny katolicyzm. Księdza, który może i będzie wygłaszał kazania na temat miłości bliźniego, a nawet zbierał pieniądze na tacę na rehabilitację i leki immunosupresyjne dla Jacka, ale jednocześnie nie ma za grosz empatii. Na prośbę matki sprowadzi do chłopaka egzorcystę. Żeby wypędzić z jego ciała „tego drugiego”, który umierając oddał mu swoją twarz.

Film Szumowskiej jest zatopiony w rzeczywistości – w drastycznych obrazach codzienności, w przaśności, w języku, w którym słowo „ch...” nadaje się na każdą okazję, w wiszącej w powietrzu agresji i chciwości, która w sklepie doprowadza do zabijania się o przeceniony towar, a nad grobem ojca każe dzieciom pobić się o schedę. Reżyserka pokazuje dysfunkcyjne, zamknięte we własnym sosie, niepewne swojej tożsamości społeczeństwo, gdzie stara komunistyczna mentalność miesza się z nową kapitalistyczną zachłannością. Ale robi to z dystansem, z pewną drwiną. Widzowie w czasie seansu śmieją się niemal non-stop zanim nie zastygną w przerażeniu.

Małgorzata Szumowska z aktorami z "Twarzy" - Mateuszem Kościukiewiczem, Agnieszką Podsiadlik (druga od prawej) i Małgorzatą Gorol
AFP

- Nikogo nie oskarżam. Pokazuję. Moim obowiązkiem jest opisywać dzisiejszą Polskę, ze wszystkimi jej odcieniami - mówiła reżyserka na konferencji prasowej.

Nadzieja? Jest. W pięknej scenie, gdy dziadek, jako jedyny mówi wnukowi: „Nie zmieniłeś się. Jesteś taki sam”, w relacji Jacka z siostrą. A wreszcie w tym, że człowiek z inną twarzą zrozumie, że musi się z tego świata wyrwać.

„Twarz” jest perfekcyjnie zrealizowana. Nastrój filmu tworzą genialne zdjęcia Michała Englerta. Świetny Mateusz Kościukiewicz potrafi zagrać każde uczucie nieruchomą twarzą, bo wszystkie uczucia kryje na dnie oczu. Kroku dotrzymują mu inni aktorzy z debiutantką Małgorzatą Gorol i Agnieszką Podsiadlik na czele. Znakomitą pracę wykonał Waldemar Pokromski w czasie zdjęć codziennie przez cztery godziny zamieniając twarz Kościukiewicza w nieruchomą maskę. Także dzięki nim film Szumowskiej nie jest publicystyczną rozprawą, lecz refleksją nad współczesnym światem.

W dniu pokazu w hotelowych restauracjach leżały egzemplarze „New York Timesa” z wielkim tytułem „Polska oddala się od Europy” na pierwszej stronie. Podczas konferencji prasowej zachodni dziennikarze pytali reżyserkę, która przyznała, że środowiska konserwatywne nie będą jej filmem zachwycone,  o sytuację polskiego kina.

- W naszym przemyśle filmowym zachodzą duże zmiany.  Trudno przewidzieć, co dalej się zdarzy. Mam nadzieję, że będzie można pracować. Ale jak będzie naprawdę, zobaczymy - stwierdziła reżyserka i zdradziła, że zamierza dalej przyglądać się Polsce:
- Tworzy się u nas nowa klasa średnia i o niej chciałabym zrobić następny film.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA