fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Festiwal Biegowy

Piotr Łobodziński: Schody zaczynają się na dziesiątym piętrze

Piotr Łobodziński
materiały prasowe
W Krynicy promuje się różne rodzaje aktywności fizycznej. Bieganie po schodach to mało znana konkurencja, w której Polska ma mistrza świata. Jest nim Piotr Łobodziński.

Bieganie po schodach to idealne rozwiązanie dla tych, którzy mają mało czasu, nie lubią zmiennej pogody i chcą oszczędzać stawy. Tu nie ma wymówek, klatkę schodową może znaleźć każdy: w swoim bloku, u sąsiada albo nawet w biurowcu, gdzie pracuje.

Ktoś ma godzinę na trening? Wystarczy włożyć koszulkę, spodenki, buty i wyjść za drzwi. W nowoczesnych biurowcach bardzo często organizuje się nawet zawody. Kiedy powstanie nowy budynek i trzeba go wypromować, to bieg po schodach jest idealnym rozwiązaniem. Tak właśnie swoją karierę zaczął najlepszy w tej chwili biegacz po schodach.

– W 2011 roku namówił mnie kolega, który wiedział, że będzie bieg na szczyt biurowca Rondo 1. Zapisałem się, zrobiłem dwa, trzy treningi w bloku dziesięciopiętrowym. Nie biegłem jeszcze w elicie, musiałem po drodze wyprzedzić kilku amatorów, ale byłem młody, sprawny, więc skończyłem chyba na czwartym miejscu. Straciłem do zwycięzcy cztery sekundy. Zacząłem się coraz bardziej interesować takimi biegami. Miesiąc później pojechałem do Berlina, startowałem w Czechach, na Słowacji i już w grudniu pojechałem do Bogoty na finał Pucharu Świata – mówi „Rzeczpospolitej" Piotr Łobodziński.

Tamten wyjazd polski mistrz wspomina jednak źle. Bogota jest położona na wysokości około 2640 m n.p.m. morza i bez obozu wysokogórskiego ciężko było rywalizować z miejscowymi zawodnikami, a Łobodziński nigdy nie był na obozie wysokogórskim.

Polak i Australijka Suzanne Walsh zdominowali w ostatnich latach tę konkurencję i jako jedyni na świecie mogą się z biegania po schodach utrzymywać (chociaż Łobodziński pracuje również jako trener personalny).

Nagrody są różne: w mistrzostwach świata było to 3000 euro, za zwycięstwo w Dausze organizatorzy wypłacali 5000 dolarów oraz pokrywali wszystkie koszty pobytu. Walka o zwycięstwo bywa ostra, najwygodniej biegnie się wtedy, kiedy zawodnicy są wypuszczani na schody pojedynczo i walczą tylko z czasem oraz własnym zmęczeniem.

Tak rozgrywanych jest około 90 procent biegów. Bywa jednak i tak, jak w Empire State Building w Nowym Jorku, że startuje się w grupie i trzeba szeroko rozstawić łokcie, by wpaść na klatkę schodową na pozycji lidera. Na mecie często pada się na ziemię i przez kilka minut dochodzi do siebie.

Najważniejsze jest odpowiednie rozłożenie sił. – Nie wolno zacząć za szybko. Każdy, kto nie biegał po schodach, myśli, że to nic takiego, bo jest w stanie wbiec na samą górę wieżowca, w którym mieszka. Prawdziwe schody zaczynają się jednak po dziesięciu piętrach, a czasem do pokonania jest 50 kondygnacji. Trzeba biec na zaciągniętym hamulcu ręcznym, a wielu zawodników popełnia błąd i rusza za szybko – mówi Piotr Łobodziński.

Czy w takim razie bieganie po schodach to sport dla każdego? Najlepszy polski zawodnik jest zdania, że jak najbardziej, każdy może spróbować, zwłaszcza że nie trzeba się bać kontuzji. – Kolana nie zabolą. Rehabilitanci zalecają nawet, zamiast biegania, właśnie chodzenie po schodach. Bardzo szybko rośnie tętno, a jest to zdrowe dla stawów. Dodatkowo wzmacnia się siła biegowa. W zimie to świetna alternatywa dla wychodzenia na dwór. Wystarczy wybrać się na klatkę schodową i po półgodzinie wchodzenia jesteśmy mokrzy. Na dół lepiej zjeżdżać, bo to akurat obciąża kolana. Oczywiście, czasem bywa nudno, ale najważniejsze, że jest to łatwo dostępna aktywność – zachwala swą konkurencję Piotr Łobodziński.

Samo bieganie po schodach może być znakomitą formą treningu, ale jeśli ktoś myśli o startowaniu w zawodach, to powinien rozszerzyć sposób przygotowań. Jak trenuje polski mistrz?

– Biegniemy cały czas do góry, więc decydujące są mięśnie czworogłowe uda. Istotne są też jednak mięśnie brzucha, grzbietu oraz triceps, którego używamy przy podciąganiu się na barierkach. Trenuję jak długodystansowcy, więc biegam w tygodniu około 100–120 kilometrów, a zimą jeszcze więcej. Do tego dwa, trzy razy w tygodniu wykonuję ćwiczenia ogólnorozwojowe w siłowni i dwa, trzy razy biegam po schodach. Są takie dni, kiedy np. rano przebiegam 10–12 kilometrów, a wieczorem jadę do hotelu Intercontinental i wbiegam cztery razy na 44. piętro – mówi polski mistrz świata. Trenuje też w warszawskich blokach – tych odpowiednio wysokich.

Biegających po schodach w Polsce nie jest dużo, zaledwie kilkanaście osób. Na świecie poważnie tym sportem zajmuje się kilkadziesiąt osób. Tworzą się międzynarodowe struktury, ale sam Łobodziński jest zdania, że bieganie po schodach pozostanie niszą. Do jego ulubionych biegów należą te na wieżę Eiffla – rywalizuje się na zewnątrz, wieje wiatr, może być mokro. Jednego roku wiało tak mocno, że były obawy o skrócenie dystansu, tylko do drugiego tarasu. Bieg rozgrywany jest w marcu i zawodnicy z cieplejszych krajów ciężko to znoszą, ale dla Łobodzińskiego taka pogoda, po zimie w Polsce, nie stanowi problemu.

Zdarza mu się oceniać klatkę schodową: czy ma poręcze po zewnętrznej stronie, czy skręca w lewo, czy w prawo, czy jest szeroka. Mieszka na parterze, więc w domu nie musi wchodzić wysoko i zapewnia, że gdy wybiera się z żoną do znajomych, którzy mieszkają na piątym piętrze, to jedzie windą.

—Łukasz Majchrzyk

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA