Na końcu i tak zapłaci obywatel

Adobe Stock
Przy okazji szczytu klimatycznego w Katowicach rozpętała się burza z powodu rosnących cen energii. Politycy zaczęli się przerzucać za nie odpowiedzialnością. Za komuny za podwyżkami cen stali „spekulanci". Dziś częściej słyszymy o „pośrednikach" albo o jeszcze bardziej tajemniczych „dystrybutorach".

Zaproponuję pojednanie narodowe – nieważne, kto jest winien. Ważne, co z tym zrobić. To nie komunizm i cen energii nie ustalają bezpośrednio politycy – tak jak ustalają nazwiska prezesów spółek energetycznych kontrolowanych przez państwo (jak za komunizmu). Spółki te ponoszą głównie koszty produkcji energii. Bo przecież wypłaty pensji dla krewnych i znajomych polityków, których prezesi musieli zatrudnić za to, że zostali prezesami, to niewielki procencik tych kosztów.

Czytaj także: Oświetlenie ledowe – sposób na niższe rachunki za prąd

Jednym z powodów wysokich cen jest walka z globalnym ociepleniem za pomocą „wolnorynkowego" handlu prawami do emisji. Z wolnym rynkiem ten handel nie ma nic wspólnego. To tak, jakby ludzie musieli kupić schab, a nie byłoby im wolno jeść drobiu. Ceny schabu poszybowałyby w górę. A dystrybutor schabu nie sprzeda pięciu kotletów 200-gramowych za mniej, niż wynosi cena 1 kg schabu. Podwyżkę ceny będzie musiał przerzucić na...

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL