Felietony

Kowal: Fatamorgana

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Papież europejskich populistów Viktor Orbán spotyka się z jednym z najinteligentniejszych europejskich populistów Salvinim. Kadzi włoskiemu ministrowi w Mediolanie jeszcze bardziej niż Jarosławowi Kaczyńskiemu w Krynicy.

Premier Orbán jakby ciągle nie znalazł sobie tego „prawdziwego" partnera do przebudowy Unii. Celem populistów w Europie jest władza, a żeby ją osiągnąć, trzeba wmówić ludziom w kolejnych państwach, że warto zmienić porządek w Europie, czyli porzucić dzisiejszą Unię na rzecz jakiejś innej wizji Europy. To jest tak, jakby znużonym i znudzonym Europejczykom wytworzyć na horyzoncie sztuczną fatamorganę lepszej Europy. Taki był mechanizm brexitu. Jego istota polegała na połączeniu populizmu Borisa Johnsona i innych sfrustrowanych polityków konserwatywnych, talentu Nigela Farage'a do wciskania ludziom ciemnoty i tchórzostwa wielu innych, którzy – wyczuwając trend – bali się powiedzieć, że imperialnej wielkości Brytanii nie przywróci się przez żmudne negocjacje w sprawie wyjścia z UE. Przy coraz mniej krytycznych mediach, które nie były nawet w stanie weryfikować podawanych informacji, udało się na chwilę wytworzyć w Brytyjczykach przekonanie, że nowy lepszy świat jest na wyciągnięcie ręki.

Od takiej czy innej reakcji polskiego rządu na rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie będzie ani bliżej, ani dalej od polexitu. Ten proces toczy się na innym polu, na wierze polityków, liderów opinii, a w końcu wyborców, że fatamorgana to faktyczna oaza szczęścia. Weźmy hasło Europa ojczyzn. Przyjmuję, że Europa ojczyzn to nawiązujący do idei Charles'a de Gaulle'a skrót myślowy zakładający, że może istnieć wszystko to, co lubimy w Unii: konkurencja, przepływy kapitału, takie same ceny za połączenie telefoniczne, bezpłatne studia na całym kontynencie, a nawet tanie ogólnoeuropejskie sieci autobusowe itd. Wszystko, ale bez integracji politycznej. Nie chodzi już nawet o to, że Europa ojczyzn zawsze była utopią. Patrząc na chłodno, sprawa jest prosta i szczególnie realiści powinni ją rozumieć: nie ma żadnych gospodarczych swobód, nie ma wolnego handlu bez gwarancji politycznych. Silniejszego zawsze będzie ręka świerzbić, by ograniczyć wolności na swoją korzyść. Europa ojczyzn byłaby w duuuuużo większym stopniu systemem kilku wielkich państw i podłączonych pod nie paru małych niż dzisiejsza UE. Polsce jako państwu średniej wielkości, ale z ambicjami, opłaca się wzmacniać struktury polityczne Unii, jak Komisja Europejska, a także takie instytucje, jak Trybunał w Luksemburgu, i walczyć o ich niezależność, a nie odwrotnie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL