Felietony

Kowal: Krzywoprzysięstwo

Fotolia.com
Przekroczyliśmy granicę. Piąta, ekspresowa nowelizacja ustaw sądowych i znowu coś poszło nie tak.

Zaplątało się odwołanie do przepisu w innej ustawie, który nie istnieje, głosował poseł, który już posłem nie jest. A teraz wyobraźmy sobie analogiczny błąd w naszej pracy: prawnika, kolejarza, architekta, aptekarza.

To, co dzieje się wokół nowelizacji ustaw o Sądzie Najwyższym, przeszło już wszelkie granice. Gdzie one były? Gdy poseł Stanisław Piotrowicz ograniczał wystąpienia posłów do 30 sekund? Gdy marszałek Senatu nazywał protestujących pod parlamentem „świrami"? Gdy posłanka Pawłowicz wyzywała już nie wiadomo kogo od „lewackiego chamstwa"? Czy potem, już w ciszy gabinetu, przedstawiciele władzy gratulują sobie sukcesu i skuteczności? Czy też opowiadają sobie, że za Platformy to było „to i owo"? Czym się ta radość różni od chichotu Sarmatów rozrabiających na sejmach?

Teraz klika zdań do katolików. Może ktoś, choćby z tych posłów, co to uważają, że Polska będzie zbawcą narodów, pójdzie do pustawej sejmowej kaplicy na mały rachunek sumienia? Może ktoś z polityków czuje resztę odpowiedzialności i spowiada się z demonstracyjnego partactwa w parlamentarnej robocie, i usprawiedliwiania go „dyscypliną w partii"? Przecież przysięgali i dodawali: „Tak mi dopomóż Bóg", że „rzetelnie i sumiennie" wykonają obowiązki. Dawniej to przynajmniej po takich błędach ktoś się ukorzył, przyznał, że coś wyszło nie tak, jak miało.

Może komuś nie podobała się III RP, nie każdemu musiała, ale w końcu dała nam Opatrzność trochę lat wolności i pozwoliła odciąć się od systemu sowieckiego. Może komuś nie podoba się konstytucja z 1997 r., ale w końcu posłowie, senatorowie i ministrowie ślubują na tę konstytucję, a tam jest jasno napisane, że kadencja I prezesa SN trwa przez sześć lat. Czy takie demonstracyjne lekceważenie przysięgi nie nazywa się po polsku „krzywoprzysięstwem"? A obnoszenie się z tym nie jest przypadkiem zgorszeniem dla innych?

Miała być zmiana na lepsze i odnowa, a mamy powtórkę z sanacji lat 30. Miała być nowa jakość, a mamy dziecinne zasłanianie się błędami innych i ciągłe „to nie ja". Niczego żeśmy się nie nauczyli. Praca w parlamencie to nie tylko zabawa w „kto kogo" i zasłanianie się hasłem: „Polityka taka jest". To także sprawa etyki. Polskę już nieraz do nieszczęścia doprowadzała nie zmowa sąsiadów, ale lekceważenie zasad przez elitę.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA