fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Surdykowski: III wojna gdańska

Jerzy Surdykowski
Fotorzepa/ Piotr Guzik
Gdańsk był prototypem Unii Europejskiej: wielojęzyczny i wielowyznaniowy. Nie było to współżycie bez tarć i tumultów, ale nie najgorsze jak na targaną wojnami religijnymi ówczesną Europę.

Pierwsza wojna miała miejsce w XVI wieku, kiedy król Zygmunt Stary zbrojnie wkroczył do Gdańska, aby uśmierzyć bunt plebsu i przywrócić panowanie niemieckojęzycznego patrycjatu. Potem wojował król Batory i trzeba było poważnej bitwy, by poskromić zbuntowane miasto. Trzecia właśnie się toczy o Westerplatte; tak jak inne starcia XXI wieku jest hybrydowa i asymetryczna, krew się nie leje, ale wynik niewiadomy.

Gdańsk zawsze był inny. Wcale nie dlatego, że niemiecki, czego nie pojmują zakute łby polityczne dopisujące „frau" pani prezydent Dulkiewicz albo smarujące swastykę na popiersiu gdańszczanina Güntera Grassa. Nawiasem mówiąc, po niemiecku rozmawiało w dawnych wiekach mieszczaństwo nie tylko Gdańska i Torunia, ale także Krakowa, a kroniki byłej stolicy odnotowują spór o mszę po polsku w kościele Mariackim. W czasach Pierwszej Rzeczypospolitej Gdańsk liczbą ludności przewyższał Kraków i Warszawę razem wzięte, był jednym z największych miast Europy. Budowali go przede wszystkim Flamandowie, tacy jak van Obberghen i van den Blocke, a z nimi kaszubski uczeń tego pierwszego Jan Strakowski. Dlatego gdańska architektura staromiejska bardziej przypomina Antwerpię niż Norymbergę. Ale najciekawsze, że Gdańsk był prototypem Unii Europejskiej: wielojęzyczny i wielowyznaniowy, był przytułkiem różnowierców, osiedlali się tu menonici, anabaptyści, prezbiterianie, żydzi, nawet prześladowani w ojczyźnie angielscy katolicy. Niemcy, Polacy, Flamandowie, Szkoci i wszelkie możliwe nacje. Nie było to współżycie bez tarć i tumultów, ale nie najgorsze jak na targaną wojnami religijnymi ówczesną Europę.

Gdańsk był zawsze inny. Faktyczny status wolnego miasta królewskiego miał już w Rzeczypospolitej. Ale formalnie wolne miasto ustanowił Napoleon w 1807 roku, o czym nie chcą wiedzieć wyznawcy ciemnej, zaściankowej antyniemieckości, tak jak nie chcieli komunistyczni aparatczycy sięgający po antyniemieckość w latach 70., gdy kiełkował specyficzny gdański patriotyzm. Bo Gdańsk był zawsze krnąbrny: najpierw zapłacił za to krwawym grudniem 1970 r., ale potem narodziła się Solidarność.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA