fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Orłowski: Globalne starcie gigantów

123RF
Kto wie, może właśnie w tych dniach ważą się losy nie tylko światowej gospodarki, ale w ogóle losy świata? Amerykańscy i chińscy negocjatorzy toczą rozmowy ostatniej szansy.

Ich niepowodzenie może oznaczać początek nieograniczonej wojny handlowej między dwiema największymi potęgami gospodarczymi globu. Prezydent Trump podniósł cła na wiele chińskich towarów, a obecnie grozi, że jeśli Pekin nie skapituluje na całej linii, karnie opodatkuje niemal cały import z tego kraju.

Pekin nie ma zamiaru skapitulować i prawdopodobnie szykuje swoje własne środki odwetowe. Jeśli dojdzie do prawdziwej eskalacji konfliktu, będziemy mieli coś w rodzaju ekonomicznej wojny nuklearnej. Potencjalnie dewastującej dla całej globalnej gospodarki, także dla Polski.

Czy dojdzie do wojny, czy też obie strony wybiorą kompromis? Tego nikt nie wie. USA, importujące z Chin towary za 500 mld dol. rocznie, mogą ugodzić rywala w sposób znacznie bardziej dotkliwy (amerykański eksport do Chin jest czterokrotnie mniejszy). Dla Chin ograniczenie eksportu oznaczałoby recesję, zagrażającą stabilności finansowej i politycznej kraju. Dla Amerykanów koszty też byłyby jednak znaczne – przede wszystkim w postaci wzrostu cen na krajowym rynku. Ale na dłuższą metę Chiny, będące już obecnie największą gospodarką świata, na pewno znajdą sposoby na to, by się boleśnie odgryźć.

Pytanie tylko, czy na wojnie ekonomicznej się skończy. Chiny przegoniły USA jako największa gospodarka świata w roku 2014 (choć oczywiście przeciętny Chińczyk jest nadal kilka razy uboższy od Amerykanina), dziś zażarcie ściągają je również w skali wydatków na badania naukowe (choć i tu Dolina Krzemowa nadal dominuje). Za rosnącą potęgą ekonomiczną idą rosnące, globalne ambicje polityczne – nic dziwnego w kraju, który przez co najmniej 3000 lat miał prawo się uważać za największą potęgę świata, przeżywając tylko epizod upokarzającej słabości w ciągu XIX i XX w. Czy na pewno wojna ekonomiczna nie przełoży się na otwarty konflikt polityczno-militarny?

Historia pokazuje, że w momencie, gdy pozycja dotychczasowego hegemona jest zagrożona przez nowego pretendenta, często dochodzi do próby jej obrony za pomocą siły. Problem ten nazywany jest pułapką Tukidydesa, historyka, który opisał niszczącą wojnę między słabnącym helleńskim hegemonem – Spartą a rosnącym w ekonomiczną siłę rywalem – Atenami.

Przykładem fatalnego efektu rywalizacji gospodarczej mogą być też wojny napoleońskie, kiedy Francja nie zdołała obronić swojej pozycji w Europie przed coraz bogatszą Anglią, czy obie wojny światowe, gdy z kolei Wielka Brytania broniła swej pozycji przed przeganiającymi ją Niemcami.

Na szczęście pułapki Tukidydesa można też uniknąć. USA przegoniły gospodarczo Wielką Brytanię około roku 1870, ale rozsądek obu stron doprowadził do tego, że zamiast rozpocząć wojnę, oba kraje stały się globalnymi partnerami. To jednak wymaga umiaru i niezwykłego poczucia odpowiedzialności.

Czy Amerykanie i Chińczycy zdołają dojść do porozumienia i uniknąć groźnej dla całego świata eskalacji konfliktu? Zobaczymy.

My, na szczęście, nie musimy się w Polsce tym wszystkim przejmować, bo daleko ważniejsze jest ustalenie, czy premier powinien był wpisać do oświadczenia majątkowego przepisaną po cichu na żonę działkę i czy gonić zdobywców Oscara i Nobla za pedofilię.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA