fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Surdykowski: Jesień demokracji

Fotorzepa
Potrafię zrozumieć, dlaczego Polacy półtora roku temu sami sobie zrobili krzywdę: jedni połakomili się na 500+, inni mieli już dość ciepłej wody w swoim kranie i ośmiorniczek na cudzym talerzu. Można od biedy zrozumieć, czemu Brytyjczycy opowiedzieli się za Brexitem, bo pielęgnowali pod sercem „spledid isolation" i dopiero teraz zaczynają przecierać oczy, widząc, co narobili, bo czasy już nie te, kiedy nad imperium nie zachodziło słońce.

Podobnie jak my przerażeni biegiem rzeczy, coraz bardziej skłonni jesteśmy oddać głos na formację tak nudną i bezprogramową jak dzisiejsza Platforma. Ale dlaczego Stany Zjednoczone, ten światowy lider demokracji, w ostatnich wyborach prezydenckich zaoferowały obywatelom wybór między dwojgiem najgorszych kandydatów, jacy zgłosili się do współzawodnictwa? A teraz Francja: o pani Le Pen pisać nie warto, wszyscy wiedzą, jaka jest. Ale Emmanuel Macron to znamienny symbol dzisiejszej „postpolityki": wytwór bankowej korporacji przypominający drugą (a może tak naprawdę pierwszą?) figurę polskiego rządu, autora zbioru pobożnych życzeń zwanych planem Morawieckiego. Tak jak nasza gwiazda polityki: młody, przystojny, wygadany, zręcznie żonglujący danymi z bankowych komputerów, ale niezdolny do sformułowania programu, który sprostałby wyzwaniom stojącym przed krajem; za to każdemu powie coś miłego i na wyrost. Obiecywanie w płomiennych przemówieniach gruszek na wierzbie można byłoby wybaczyć konkurentce, ale bankowcowi nie uchodzi, bo w tej pracy „winien" musi zgadzać się z „ma". Ale tak może było w epoce liczydeł, w czasach komputerów jest inaczej.

Co się stało z demokracją? Kiedy zszedł ze świata rozumny obywatel zatroskany o swoją Rzecz Pospolitą i nieufnie analizujący programy kandydatów? Czy obywatel stał się też „post" albo raczej zmienił się w kibica bądź zaledwie kibola? Jeszcze na początku XIX wieku John Adams, drugi prezydent USA, przestrzegał: „Pamiętaj, że demokracja nigdy nie trwa długo. W krótkim czasie zużywa się, wyczerpuje i zabija sama siebie. Nie było nigdy demokracji, która nie popełniłaby samobójstwa". ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA