fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Paweł Kowal: Penderecki na Nowogrodzkiej

YouTube
Najważniejszym zjawiskiem życia społecznego ostatnich lat jest „Ucho Prezesa".

Popkultura polityki. Ogląda je typowy Seba ze swoją Karyną, oglądają ich dzieci: Dżesika i Brajan. Oglądają starsi, nauczyciele, studenci i warszawscy inteligenci. Przemówienie o „ośmiu ostatnich latach", podobnie jak wiele innych tekstów, wylatuje jako skrzydlate słowa, tak jak kiedyś „wina Tuska". Kolejne odcinki, jeśli licznik YouTube'a nie kłamie, obejrzało: pierwszy – 8,3 mln widzów, trzeci – 7,4 mln, najnowszy – licząc ze zwiastunem – już 3,3 mln. Do tego trzeba dodać inne kanały dystrybucji. Jedni politycy marzą, by się w „Uchu" znaleźć, inni reagują na krytykę zaskakującymi posunięciami, których wcześniej nie planowali – Warszawa huczy od plotek. „Ucho" jest jak mecz – jednoczy Polaków; ludzie oglądają i myślą, co z tego wynika. Nawet tęgie polityczne głowy snują poważne polityczne rozważania, czy „Ucho" powstało po to, by pomagać PiS poprzez utrwalanie archetypu dobrego cara i złych bojarów i pokazywać, że Mariusz jest tak ludzki w swych reakcjach jak każdy z nas. Czy może też powstało po to, by uderzać we władzę jak w bęben.

„Ucho" pokazuje, jak bardzo spragniony politycznej satyry jest naród w czasach zmian – coś to mówi o naszej zbiorowej kondycji. Ciekawe, że dla „Ucha" nie znalazło się miejsce ani w TVP, która tradycyjnie była siedliskiem kabaretu, ani w komercyjnych stacjach. Sukces serialu pokazuje, że w czasach nowych mediów brak miejsca w starych może tylko pomóc niektórym projektom. „Ucho" przy takiej oglądalności i cytowalności przez zwykłych użytkowników tramwajów, metra i pekaesów musi mieć wpływ na kształtowanie poglądów Polaków o systemie politycznym i poszczególnych bohaterach kojarzonych z konkretnymi politykami. Tylko że dzisiaj nikt jeszcze nie wie jaki.

Pewne jest, że Krzysztof Penderecki nie zawitał na Nowogrodzką, ale nawet tego zwykli ludzie mogą nie wiedzieć. Patrzą, ryczą ze śmiechu, a potem się zamyślają. Czy tak mogło być? Piwnica pod Baranami też nie zawsze była śmieszna do rozpuku, czasem, gdy zbliżała się zanadto do rzeczywistości, zostawało się z pytaniem, co jest fikcją, a w czym tkwi ziarno prawdy. Tu jest słabość „Ucha" – nie ma tam piosenki, która by się dała zastanowić na spokojnie. „Ta nasza młodość z kości i krwi. Ta nasza młodość, co z czasu kpi...".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA