fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Krzysztof Kowalski: Liturgia ćwikły

Adobe stock
Ilość banałów wypisywanych i wypowiadanych co roku w mediach z okazji Wielkanocy może zniechęcić do tego święta. Czy jest jakaś odtrutka na tę uświęconą tradycją nudę?

Kulinarne wspomnienia w nostalgicznym stylu, gloryfikujące przedwojenne ziemiaństwo, trwają już tak długo, że z lekka irytują, a podretuszowany – najlepiej w sepii – obraz jowialnego dziedzica majątku Niewyrypy Dolne raczącego się wraz z dobrotliwym plebanem kawą ze śmietanką popołudniem drugiego dnia świąt po Zmartwychwstaniu Pańskim jest tak oklepany, że aż mdły. Dominacja bogoojczyźnianej wizji Wielkanocy, skoncentrowanej na przeżyciach gastronomicznych, ujawniająca się w okolicznościowych toastach, przytłacza:

„O panowie! Niech los w dani
Przynosi nam dużo zysku:
Bądźmy zdrowi i rumiani
Jak to prosię na półmisku".

Oprócz prosięcia na półmisku w świętach Wielkiejnocy bystry obserwator może dostrzec element pozażywieniowy, aspekt kulturotwórczy, identyfikacyjny i wspólnotowy. Tym, którzy nie „zatrybili", Eleonora Trojan wyjaśnia, o co chodzi: „Tradycje przyrządzania posiłków od zawsze odróżniały od siebie społeczeństwa. Każde miało własne, często przypieczętowane setkami lat obyczaje i receptury. Kiedy myślimy o polskości, nie mamy na myśli wyłącznie trudnej historii i języka, ale również kuchnię. Jej istotnym elementem jest także sposób konserwowania żywności. Malinowy dżem, truskawkowy kompot i ogórek w słoiku wprawdzie nie mają ciężaru gatunkowego poematów Mickiewicza, ale są istotnym elementem naszej narodowej świadomości" („Dawny wyrób. Przetwory”).

Polaków ku ich świadomości narodowej z podwójną mocą skierował Mikołaj Rej, pierwszy raz z  pomocą gęsi („iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają"), drugi – za pomocą ćwikły: „Nuż też ćwikiełki w piec namiotawszy, a dobrze przypiekszy, nadobnie ochędożyć, w talerzyki nakrajać, także w faseczkę ułożyć, chrzanikiem, co nadrobniej ukrążawszy, przetrząsać, bo będzie długotrwała. Także koprem włoskim troszkę przetłukszy, przetrząsać, a octem pokrapiać, a solą też trochę przesalać, tedy to jest tak osobny przysmak ani twoje limonje, bo i rosołek barzo smaczny, i sama pani ćwikła, bo już będzie i barzo smaczna, i barzo nadobnie pachnęła" („Żywot człowieka poczciwego", 1568 r.).

Minęło 45 lat i w 1613 r. Szymon Syreński opisał ćwikłę jako „jarzynę ubogich": „Bywa do przysmaku stołowego przyprawowana, korzenie odwarzają albo pieką w piecu po pieczywie albo w żarzystym popiele, potym skórę zwierzchnią z niej zejmują, w talarki krają i w faseczki warstwami chrzanem w kostki drobno pokrajanym przesypują, ini pieprzem a octem. W Litwie wespół kwaszą ją z rzepą, z czosnkiem, z cebulą a kapustą i z bielami [rodzaj grzybów], warstwami prześcielając, i zowią to kwaszeniną" („Zielnik herbarzem z języka łacińskiego zowią").

Oddycham z ulgą, dowiadując się, że krojenie buraczków w talarki, przesypywanie ich chrzanem i skrapianie octem umacnia moją narodową identyfikację. Napawa mnie nadzieją świadomość, że przyrządzanie domowych przetworów służyło, służy i służyć będzie cementowaniu narodowych wspólnot mniejszych – domowych i rodzinnych. Kto wie, może dojdzie do tego, że kobiety (wraz z solidaryzującymi się z nimi mężczyznami) w przerwach między manifestacjami na rzecz prawa do decydowania o własnym ciele będą się brały do wspólnego łuskania grochu, fasoli w apartamentowcach, śpiewając „Łoj! Dana! Dana!", szatkując kapustę i udeptując ją w beczkach, drąc pierze z gęsi w Wielkim Poście.

Skoro coraz większą popularność zyskują historyczne grupy rekonstrukcyjne, których uczestnicy przebierają się w mundury z epoki napoleońskiej czy udają przedwojennych ułanów, tylko patrzeć, jak powstanie grupa rekonstrukcyjna trąca obrzędowo chrzan i buraki w strojach łowickich. Tym bardziej że obrzędowe robienie ćwikły, w gronie rodziny czy przyjaciół, jako przygotowanie do wielkanocnego spożywania szynek, pasztetów, białych kiełbas, sztufad i przegryzania ich własnej roboty marynatami – rydzami, korniszonami i przede wszystkim ćwikłą – miałoby potężny wydźwięk narodowy, a zarazem polityczny, światopoglądowy, ze względu na okoliczności towarzyszące robieniu ćwikły, które z natury rzeczy zawsze są dramatyczne, co mistrzowsko uchwycił Jan Brzechwa... Atakuje burak:

„Toż gałgaństwo jest niezwykłe
Żeby robić ze mnie ćwikłę
I ucierać razem z chrzanem".

Reakcja chrzanu jest dokładnie taka, jakiej należy oczekiwać od opozycji:

„Nie rozumiem, z jakiej racji
Jakiś burak za pięć groszy
Przy mnie tutaj się panoszy".

A tak na marginesie: ćwikła nie ma niczego wspólnego z ćwikiem, ćwikła wywodzi się z prasłowiańskiego stvikla.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA