Felietony

Duda w Białym Domu: Pieniądze i polityka

AFP
Komentowanie wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie, w stylu, w jakim część mających się za prawicowych komentatorów relacjonowała wizyty Bronisława Komorowskiego w stolicy USA, nie ma większego sensu.

Pomysł na Fort Trump być może był dobrze wymyślony na negocjacje w cztery oczy, niepotrzebnie padł podczas konferencji prasowej. Zresztą konferencja prasowa była największym problemem tej wizyty. Zostało powiedziane na niej za dużo i nie tak, jak trzeba było. A najwięcej powiedział prezydent Trump.

Jeśli zatem rozmowa o bazach toczyła się naprawdę w kupieckim stylu, to pozostają tylko trzy możliwości: albo projekt ten zostanie przeprowadzony przez NATO, albo sytuacja naszego bezpieczeństwa jest dużo gorsza, niż myśleliśmy do wczoraj, i NATO nie ma już znaczenia, albo prezydenci trochę fantazjowali, a naprawdę to nie ma planów budowania baz. Jeśli na konferencji polskiego prezydenta z amerykańskim chyba pierwszy raz w historii omijane jest słowo NATO, a o Unii Europejskiej jest dużo, ale tylko źle, to może znaczyć, że „NATO”, jakie znaliśmy, nie istnieje, a Unia padnie lada dzień. Skupmy się jednak na NATO. Premier Turcji Erdogan politycznie i emocjonalnie wypisał się z paktu. Premier Orbán w czasie waszyngtońskich rozmów prezydenta Dudy komplementował w Moskwie Władimira Putina za słowność w sprawach bezpieczeństwa energetycznego. Kiedy Trójmorze zaczęło się cukrować, Węgry zignorowały spotkanie w Bukareszcie i nie przyłączyły się do wspólnego budżetu. Niemiecki minister Haiko Maas w niedawnym artykule powątpiewał w dalszy sojusz z Ameryką, a prezydent Francji Macron tłumaczył swoim ambasadorom, że Europa musi liczyć na siebie. Może zatem komunikat dla nas z Waszyngtonu jest taki, że NATO nie istnieje, ale nikt tego nie powie głośno, bo winny osłabiania sojuszu będzie ten, który pierwszy to zwerbalizuje.

Na końcu chodzi o to, czy Polsce opłacają się bazy na tych warunkach. Militarnie definitywnie pomagają w odstraszaniu wrogów, chociaż pojawią się też głosy, że prowokują Kreml. Jeśli nie będą ustalone w NATO albo jeśli NATO nie ma już znaczenia – to wszystko osłabia nas politycznie w Europie. Szczególnie że powstaje wrażenie, iż sojusz z USA z politycznego, a może wręcz cywilizacyjnego, przekształca się w zakupy usług ochroniarskich. To jasne, że za bazy koszty ponosi państwo przyjmujące. Zresztą podana przez prezydenta Trumpa kwota, biorąc pod uwagę koszty takiego przedsięwzięcia, może być traktowana po prostu jako zwrot kosztów. Problem w tym, że taka transakcja bez politycznych działań skończy się jak blokowanie przez USA budowy Nord Stream II. Dużo szumu, pogróżek, ale gdy amerykańscy inwestorzy znaleźli inne rozwiązanie (amerykański gaz kupią Niemcy),okazało się, że tematu sankcji dla budowniczych gazociągu już nie ma. Bo w targowaniu się Polska nie jest najlepsza. Zawsze nas ktoś przebije.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL