fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Konrad Kołodziejski: Polacy i Węgrzy, macie siedzieć cicho!

Fotorzepa
Czasem trudno uciec od wrażenia, że demokracja we Wspólnocie Europejskiej skończyła się wraz z przyjęciem do jej grona nowych członków z naszego regionu.

Nie, nie chodzi o to, że państwa europejskie są niedemokratyczne. Chodzi o proces centralizacji Unii Europejskiej, który postępuje już od początków lat 90. i którego rezultatem jest dzisiejszy kryzys polityczny i instytucjonalny.

Oto w „Financial Timesie” pojawia się artykuł relacjonujący spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z premierem Węgier Viktorem Orbánem, do którego doszło podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy. Autor artykułu podziela wprawdzie wyrażoną przez obu polityków troskę o przyszłość Unii, ale jego zrozumienie kończy się w chwili, gdy Kaczyński i Orbán nawołują do przywrócenia w Europie tradycyjnych wartości. Gdyby chodziło tu jeszcze o polemikę z politykami naszego regionu, nie byłoby w tym nic szczególnego. To oczywiste, że przyszłość Unii powinna być rezultatem kompromisu, dyskusji, ścierania się różnych wizji i światopoglądów. Powinniśmy o tym rozmawiać, proponować koncepcje – zarówno tutaj w Europie Środkowo-Wschodniej, jak i na Zachodzie. Jednak nie o dyskusję tu chodzi, lecz o ten szczególny, protekcjonalny ton, który pamiętamy z czasów inwazji na Irak, gdy ówczesny prezydent Francji Jacques Chirac powiedział pod adresem krajów naszego regionu, że „straciły okazję, by siedzieć cicho”.

No właśnie, naszą rolą w Unii jest „siedzieć cicho” i czekać, aż w Paryżu, Brukseli i Berlinie postanowią, co dalej z nami zrobić. Eurokratom z trudem przychodzi do głowy, o ile w ogóle przychodzi, że brutalne forsowanie własnych interesów narodowych skrywane pod maską protekcjonalizmu i troski o spójność kontynentu jest jedną z głównych przyczyn obecnego kryzysu Unii. To przecież nie do pomyślenia, aby jakiś tam Kaczyński, Orbán czy ktokolwiek inny z tej części Europy tworzył koncepcje dla Europy. Nie taka jest rola peryferii.

Europa Zachodnia od dawna broniła się przed „zacofaniem” swoich wschodnich sąsiadów. Z jednej strony promując politycznie poprawną Kulturkampf, z drugiej tak przekształcając struktury Wspólnoty, aby uniemożliwić Wschodowi realny wpływ na proces decyzyjny. Centralizacja władzy w Unii, która stała się zalążkiem obecnego kryzysu, miała m.in. zapobiec „niekontrolowanym” pomysłom płynącym z naszej części Europy. Ostatecznie doprowadziło to do Brexitu, gdy okazało się, że ofiarą takiej centralistycznej polityki stała się również Wielka Brytania.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA