fbTrack

Felietony

Dlaczego Daesh, a nie IS

Fotorzepa, Robert Gardziński
Islamscy fundamentaliści świetnie rozgrywają wojnę propagandową. Pora zacząć im się przeciwstawiać nie tylko bombami.

Od kilku dni używamy na stronie rp.pl słowa "Daesh" (ewentualnie w polskiej pisowni: Daesz) do określania grupy terrorystycznej okupującej część terytorium Iraku i Syrii. Czytelnicy zastanawiają się dlaczego, spróbuję wyjaśnić.

Po pierwsze, choć nie najważniejsze - z powodu zamieszania. Grupa najpierw nazwała się Państwem Islamskim w Iraku i Syrii, stąd angielski skrót ISIS. Tej nazwy do dziś używa część komentatorów.

Z czasem organizacja zmieniła nazwę skracając już po prostu do Państwa Islamskiego. Stąd skrót IS, używany dziś na równi z ISIS.

Po drugie, obie te nazwy wymyślili sami terroryści, bo są częścią ich propagandy. To oni chcą, by nazywać ich państwem i do tego islamskim, bo chcą uchodzić w oczach muzułmanów za kalifat, a więc za prawowite przedstawicielstwo władzy proroka Mahometa.

Organizacja terrorystyczna nie jest jednak krajem, podobnie jak Al-Kaida nie była krajem, gdy kontrolowała część Afganistanu przed atakami 11 września. Nadanie terrorystom prawa do używania nazwy państwa jest uznaniem ich sukcesów i podporządkowaniem się linii ich propagandy.

Nie należy również używać nazwy "islamski", bo jak słusznie zauważył niedawno premier Wielkiej Brytanii David Cameron, ci terroryści nie reprezentują ani żadnego państwa, ani islamu. Walka o dusze muzułmanów na całym świecie jest integralną częścią walki z ISIS/IS/Daesh, a więc nie leży w naszym interesie, by słowo "islam" kojarzyło się z barbarzyństwem.

Po trzecie, sami terroryści nie lubią słowa "Daesh" i nie chcą, by go używać, co samo w sobie powinno nam wystarczyć. Słowo "daesh" to akronim powstały z arabskiego skrótu nazwy Państwo Islamskie w Iraku i Syrii. Terroryści go nie lubią, bo jest bardzo podobne do arabskiego słowa oznaczającego "siewców nieporządku", co jest radykalnie sprzeczne z propagandą terrorystów przedstawiających się właśnie jako wprowadzających ład i porządek.

Coraz liczniejsze kraje w ramach niedocenianej dotąd wojny propagandowej z islamskim fundamentalizmem oficjalnie przyjmuje zasadę nazywania ISIS/IS słowem Daesh. Tak uczyniła Francja, kilka miesięcy temu zasadę wprowadził rząd australijski, wczoraj zrobiło to Downing Street i tak ma wkrótce uczynić BBC.

Warto tę zasadę podjąć, dlatego uczyniliśmy tak na rp.pl. A jeśli ktoś nie uważa, że należy odpierać propagandę fundamentalistów, to niech mu wystarczy potrzeba uporządkowania imiennego bałaganu.

Bartosz Węglarczyk,
redaktor naczelny rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL