fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Eurodotacje 2016

Program „Infrastruktura i środowisko 2014–2020". Największy program w Unii

Program „Infrastruktura i środowisko 2014–2020” odpowiada na nowe wyzwania związane m.in. z transportem kolejowym, gospodarką niskoemisyjną i adaptacją do zmian klimatu.
Fotorzepa/Robert
Inwestycje finansowane z programu „Infrastruktura i środowisko 2014–2020" mają dać impuls gospodarce.

O znaczeniu programu operacyjnego „Infrastruktura i środowisko 2014–2020" dla rozwoju kraju dyskutowali uczestnicy debaty zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą". Jak przypomniał Witold Słowik, wiceminister rozwoju, „Infrastruktura i środowisko 2014–2020" to największy program operacyjny realizowany w bieżącej perspektywie w całej Unii Europejskiej.

– Z 82,5 mld euro, które przyznano Polsce z polityki spójności na lata 2014–2020, aż 27,4 mld euro trafi do nas poprzez ten program. Dodając do tego wkład krajowy, jego budżet wynosi aż 32 mld euro. To gigantyczne pieniądze, które spożytkujemy w sześciu obszarach. Są nimi: gospodarka niskoemisyjna, ochrona środowiska i adaptacja do zmian klimatu, transport, bezpieczeństwo energetyczne, dziedzictwo kulturowe i infrastruktura ochrony zdrowia – wskazał Słowik. Największe znaczenie ma ponownie transport, na który wraz z udziałem krajowym trafi 23,3 mld euro. To głównie pieniądze na rozwój transportu drogowego i kolejowego.

Kolej priorytetem

– W okresie 2007–2013 zdecydowanie więcej pieniędzy wykorzystaliśmy na drogi. Teraz większą pomoc otrzyma kolej, gdyż zmieniły się priorytety, a program musi odpowiadać politykom unijnym, w szczególności polityce klimatycznej i ograniczenia emisji. Stąd prymat rozwoju transportu kolejowego i pula 5 mld euro na inwestycje kolejowe. I to tylko w tym programie. Środki na kolej są też dostępne w instrumencie „Łącząc Europę" – 3,6 mld euro, w programach regionalnych i programie „Polska Wschodnia". Łącznie to ponad 10 mld euro – wyliczał wiceminister. Przyznał, że wykorzystanie tej kwoty to olbrzymie wyzwanie dla PKP, w szczególności dla PKP PLK. – Spółki kolejowe muszą się zdobyć na prawdziwą mobilizację instytucjonalną – zaznaczył.

Drogi bez obaw

Zdecydowanie łatwiej ma być z inwestycjami drogowymi. – Zakładamy sprawne wydanie środków unijnych. Mamy dobry zespół, w który wiele zainwestowaliśmy. Jako beneficjent jesteśmy uprzywilejowani w stosunku do innych korzystających z funduszy UE, bo na drogi krajowe, którymi zarządza GDDKiA, przeznaczono bez konkursów prawie 10 mld euro – mówiła Monika Milwicz, wicedyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. – Jest o tyle prościej, że jako GDDKiA nie startujemy w konkursach, ale biorąc pod uwagę fakt, że 95 proc. realizowanych przez nas inwestycji to tzw. projekty duże, wymagające akceptacji Komisji Europejskiej, to poprzeczka się dla nas nie obniżyła. Nie zelżały też niestety wymagania środowiskowe – dodała Milwicz.

Jak zgodnie przyznali pozostali uczestnicy debaty, postęp w budowie dróg jest widoczny. – Z każdym rokiem dróg krajowych i autostrad przybywa i to we wszystkich kierunkach – mówił Łukasz Pupek, partner w firmie doradczej SAS Advisors. – Pod względem długości autostrad doganiamy już Wielką Brytanię – wtórował Maciej Fijałkowski, dyrektor Biura Funduszy Europejskich i Polityki Rozwoju w Urzędzie m.st. Warszawy, przypominając jednak, że przed GDDKiA i stolicą jest jeszcze dokończenie południowej obwodnicy Warszawy.

– Nasze projekty transportowe są w tzw. wykazie projektów zidentyfikowanych. Planujemy, że łączna wartość warszawskich projektów finansowanych ze wszystkich sektorów programu „Infrastruktura i środowisko 2014–2020" osiągnie wartość 10–12 mld zł – mówił Fijałkowski.

– Skupiamy się na domykaniu ciągów komunikacyjnych. W okresie 2014–2020 chcemy skończyć podstawową sieć dróg i autostrad – tłumaczyła Milwicz. Zdaniem wiceministra Słowika w przypadku budowy dróg jako kraj jesteśmy w połowie realizacji stanu docelowego, licząc okres inwestycji od dnia wstąpienia Polski do UE. – Wyzwań jest dużo. Program Budowy Dróg Krajowych jest wart prawie 200 mld zł. Zapewnione już finansowanie to 107 mld zł i są to pieniądze w dużej mierze właśnie ze środków UE. Poszukujemy innych źródeł finansowania budowy dróg. Mogą one pochodzić z tzw. planu Junckera lub od sektora prywatnego w formule partnerstwa publiczno-prywatnego – mówił wiceminister. Milwicz potwierdziła, że potrzeby w skali kraju są większe niż możliwości finansowe. – 10 mld euro w dyspozycji GDDKiA to bardzo dużo, ale wciąż za mało, aby skończyć program budowy dróg krajowych – przyznała przedstawicielka GDDKiA.

Nowe wyzwania

Uczestnicy debaty rozmawiali też o sektorach ochrony środowiska i energetyki. – W przypadku gospodarki wodno-ściekowej mamy do czynienia z finalizacją działań, które mają nas doprowadzić do wyegzekwowania w Polsce unijnych dyrektyw: wodnej i ściekowej. To musi być zrobione. Tym bardziej że jakość naszych wód pozostawia wiele do życzenia – mówił prof. Janusz Mikuła z Politechniki Krakowskiej, były wiceminister rozwoju regionalnego. Jak stwierdził, zrealizowane dotychczas dotowane inwestycje nie w pełni przełożyły się na poprawę jakości wód w rzekach, bo w pewnym momencie ze względu na wygórowane ambicje samorządów lokalnych popełniono błędy związane z wielkością aglomeracji. – Przełożyły się one na wielkość oczyszczalni i jakość ścieków. Trzeba to teraz skorygować, poprawiając przepustowość części oczyszczalni i zmniejszając ich energochłonność – tłumaczył prof. Mikuła. Słowik i Mikuła zgodzili się jednak, że jako kraj w gospodarce wodno-ściekowej zrobiliśmy od 2004 r. duży postęp.

– Problem ścieków został w dużej mierze rozwiązany, czego przykładem może być choćby stolica, w której oczyszczanych jest teraz prawie 100 proc. ścieków, a jeszcze kilkanaście lat temu było to zaledwie kilkanaście procent. Dlatego też w okresie 2014–2020 pula pieniędzy w programie na ochronę środowiska jest niższa niż w latach 2007–2013, gdyż i potrzeby są mniejsze – tłumaczył wiceminister. Potwierdził to Fijałkowski. – Dzięki zrealizowanym już inwestycjom bardzo poprawiła się jakość wody w stolicy. Można ją pić wprost z kranu, a jej jakość często jest lepsza od wody butelkowanej – tłumaczył przedstawiciel stołecznego ratusza, wskazując, że nowa perspektywa finansowana UE niesie z sobą pieniądze na nowe wyzwania, jak np. zagospodarowanie wód opadowych. – To bardzo ważne w dobie coraz częściej występujących opadów nawalnych oraz w sytuacji, kiedy coraz więcej powierzchni w mieście jest utwardzonych. W wielu miejscach woda nie ma gdzie odpływać w sposób naturalny, co może powodować gigantyczne spiętrzenia, takie jak zalanie Trasy Toruńskiej w stolicy przed kilku laty. Teraz przygotowujemy się do powstania dużych, podziemnych zbiorników retencyjnych – tłumaczył Fijałkowski.

– To plus, że w programie zarezerwowano pieniądze na zwiększenie odporności na klęski żywiołowe i adaptację do zmian klimatu, gdyż problemy związane z niedostosowaniem do jego zmian będą się nasilać, szczególnie w dużych aglomeracjach – mówił prof. Mikuła. – To pozytywne, że pieniądze na inwestycje wodno-kanalizacyjne są nadal dostępne, ale mniejsze gminy borykają się z zapewnieniem wkładu własnego. Dlatego kierują się w stronę partnerów prywatnych. Tyle że współpraca w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (ppp) nastręcza im wielu problemów natury proceduralno-legalnej przy wyborze partnera, a następnie pojawia się problem pomocy publicznej – mówił Łukasz Pupek. Jednak jak przypomniał Słowik, cześć samorządów, np. podwarszawska gmina Konstancin, poradziła sobie i to w oparciu o obecne zasady ppp, a przecież trwają prace nad nową polityką rządu w zakresie partnerstwa publiczno-prywatnego, która ma się przełożyć na rozwój tej formy finansowania inwestycji publicznych.

Szansa dla firm

Ekspert SAS Advisors analizował też wsparcie dla sektora energetyki. – Potrzeby są gigantyczne. Nieco ponad 6 proc. budżetu w programie przeznaczono na zmniejszenie emisyjności gospodarki. Niełatwo jednak sięgnąć po tę pomoc ze względu na krajowe otoczenie regulacyjne w postaci ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE) i ustawy o efektywności energetycznej – tłumaczył Pupek. Efekt to niepewność panująca wśród firm, bo przedsiębiorcy nie wiedzą, kiedy i na jakich zasadach ta pomoc będzie udzielana. – Co do zasady projekty związane ze wzrostem efektywności energetycznej są rozumiane bardzo szeroko, bo pojawiają się np. kompleksowe przebudowy linii produkcyjnych na bardziej efektywne energetycznie czy budowa nowych źródeł energii w oparciu o OZE. To pozytywne. Jest też, szczególnie ważne dla przedsiębiorstw ciepłowniczych, wsparcie kogeneracji i modernizacji oraz rozbudowy sieci ciepłowniczych – wyliczał Pupek, podkreślając, ze problemem są warunki wsparcia i przepisy krajowe. Jego zdaniem obecny system pomocy jest bardziej skomplikowany niż w okresie 2007–2013. – To pochodna przepisów wspólnotowych, wykluczenia energetyki ze wsparcia z pomocy regionalnej. Będą to więc środki trudne do wydania, choć z drugiej strony zainteresowanie jest ogromne, bo energetyka to główny obszar w ramach programu, po pieniądze z którego mogą sięgnąć przedsiębiorcy – podkreślał ekspert SAS Advisors.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA