fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro U-21

Polska młodzieżówka: Podróż w czasie

Karol Linetty (z prawej) i Anglik James Ward-Prowse. Polacy przegrali w Kielcach 0:3 i odpadli z turnieju.
PAP, Piotr Polak
Polska młodzieżówka miała walczyć o złoto, a wypadła fatalnie. Ale nie można powiedzieć, że żaden z tych piłkarzy nie ma przyszłości w reprezentacji.

Grę o najwyższy cel zapowiadali piłkarze (np. Karol Linetty) i eksperci. Chociaż trzeba też jasno powiedzieć, że optymistyczny ton osłabł, gdy okazało się, że zgody na występ w turnieju nie dostali zawodnicy Napoli Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik.

Z perspektywy czasu może to zresztą i lepiej, że klub postawił na swoim, a i oni niespecjalnie starali się na taką decyzję szefostwa wpłynąć, nie stawali na barykadzie, nie zrobili wszystkiego, by do zespołu Marcina Dorny dołączyć. Po tym jak to Euro przegraliśmy, smutny wniosek, który się nasuwa, jest taki: może szkoda, że Linetty też nie wybrał odpoczynku, tylko dał się wplątać w taki bałagan.

Jeszcze kilka miesięcy temu prezes PZPN Zbigniew Boniek obwieszczał, że Zieliński z Milikiem zagrają na małym Euro, a klub nie będzie miał nic do powiedzenia, gdyż UEFA zmusi pracodawców piłkarzy, by ich na mistrzostwa puścili. Okazało się, że Boniek nie miał pojęcia o zasadach. W odróżnieniu od meczów dorosłych reprezentacji czy turniejów seniorskich UEFA nie ma tu bowiem nic do gadania, co dziwi tym bardziej, że jest organizatorem Euro U-21. Boniek mógł sobie machać szabelką, ale gdy przyszło co do czego – Napoli było bezkompromisowe. Nie można się zresztą temu dziwić: trzeci klub Serie A za chwilę rozpoczyna przygotowania do sezonu, a piłkarze będą walczyć o Ligę Mistrzów.

Dorna nie był jedynym selekcjonerem, który musiał się zmagać z niechęcią klubów do puszczania młodych gwiazd. Wyliczanka wszystkich, którzy mogliby w turnieju wziąć udział, a jednak zostali w domach (czy też raczej – wyjechali na wakacje), zajęłaby dużo czasu i miejsca w gazecie. Anglicy nie wzięli gwiazd Premier League i dorosłej kadry, Niemcy też najlepszych oszczędzili, właściwie tylko w składzie Hiszpanii znalazły się nazwiska, które nawet niedzielnemu kibicowi coś mówią.

W nazwie turnieju widnieje liczba „21", tymczasem w kadrze Dorny było sześciu piłkarzy, którzy już skończyli 23 lata, i ośmiu zawodników z rocznika 1995. Przepisy mówią, że poniżej 21 lat zawodnik musi mieć w momencie, gdy startują eliminacje do turnieju. Kwalifikacje do polskiej imprezy ruszyły 26 marca 2015 roku i limit wiekowy właśnie wtedy miał zastosowanie.

Cała ta wyliczanka ma służyć temu, by podkreślić, jak dziwnym tworem są mistrzostwa Europy U-21. Można by łatwo przejść nad katastrofalnym występem Polaków do porządku dziennego, twierdząc, że nic się nie stało, bo to niepoważny turniej. I chociaż to kuszące i być może po myśli PZPN, zrobić tak nie wypada.

Marcin Dorna miał ponad dwa lata, by przygotować drużynę. I chociaż po turnieju stwierdził, że „zrobił wszystko, co mógł", nie sposób nie odnieść wrażenia, że było inaczej. Polacy byli jedną z najgorszych drużyn w turnieju, razili przede wszystkim brakiem organizacji i pomysłu. Inaczej – plan mieli nakreślony: mieli wpuszczać przeciwnika dość głęboko na swoją połowę, odbierać piłkę i wyprowadzać błyskawiczne ataki – ale źle go wykonywali. Zbyt wolno, zbyt schematycznie i nieporadnie.

O tym, jak ważna jest organizacja gry, pokazali młodym Polakom chociażby Słowacy, którzy wygrali z nami na inaugurację 2:1. A nauczkę, ile może kosztować zamroczenie i zaniechanie realizowania planu, dali nam Szwedzi w drugim spotkaniu. W końcówce meczu zapomnieli o wszelkich założeniach taktycznych, cofnęli się zbyt głęboko, a Polakom udało się w ostatniej minucie wyszarpać gola i remis 2:2. Był to jedyny punkt zdobyty przez zespół Dorny.

Młodzi Polacy wypadli jeszcze gorzej na turnieju u siebie niż dorosła reprezentacja w 2012 roku, gdy prowadził ją Franciszek Smuda. Tam przynajmniej do ostatniego meczu awans zależał wyłącznie od biało-czerwonych. Tutaj trzeba było liczyć na zbyt wiele zbiegów okoliczności, a wszystkie wyliczenia i tak wzięły w łeb po porażce 0:3 z Anglią w ostatnim spotkaniu.

Turniej był dla kibiców podróżą w czasie, nie tylko jeśli chodzi o sposób gry reprezentacji, ale także atmosferę wokół kadry. Krystian Bielik już po pierwszym meczu skrytykował selekcjonera, obrazili się na niego koledzy z zespołu, w treningowych gierkach traktowali go obcesowo, a on sam musiał pisać oświadczenie, w którym przepraszał za swoje zachowanie. Inna sprawa, że koniec końców wyszło na jego – Dorna zawiódł.

Nie można jednak też z czystym sumieniem powiedzieć, że przyszłość polskiej piłki rysuje się w ciemnych barwach, po tym co widzieliśmy na małym Euro. Kilku z tych piłkarzy w innym otoczeniu (czytaj w dorosłej, dobrze zorganizowanej, drużynie Adama Nawałki) z pewnością by sobie poradziło i pokazałoby się z lepszej strony. Najlepszym przykładem jest oczywiście Linetty, który w trzech z rzędu ostatnich meczach dorosłej kadry wychodził w podstawowym składzie.

Bartosz Kapustka – o ile oczywiście znajdzie nowy klub i zacznie regularnie grać – Dawid Kownacki i Jan Bednarek mają przyszłość w drużynie Nawałki. Chociaż wieść niesie, że akurat sztab selekcjonera był raczej rozczarowany występami stopera Lecha Poznań, który ma niedługo trafić do Anglii, do Southampton. Drugi ze stoperów Jarosław Jach powinien też zacząć myśleć o rozwoju i wyjeździe. Być może najlepszym polskim zawodnikiem był Tomasz Kędziora, ale on także musi ustabilizować formę.

Po turnieju młodzieżowym aż prosi się, by wyciągnąć wnioski o szkoleniu. Problem w tym, że ci piłkarze zaczynali wchodzić w ramy systemu szkolenia w okolicach lat 2004–2005.

Czyli jeszcze zanim tak naprawdę w Polsce cokolwiek w tej sprawie drgnęło, zanim kluby zrozumiały powagę sytuacji i zaczęły inwestować w akademie – przynajmniej kilka z nich, bo wciąż zdecydowanie zbyt mała to liczba. Zanim PZPN powołał do życia – opracowany zresztą przez Dornę – Narodowy Model Gry.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA