fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2020

Nie ma mocnych na drużynę Roberto Manciniego

Federico Chiesa
Federico Chiesę wybrano na najlepszego gracza półfinału Włochy–Hiszpania
POOL/AFP, Carl Recine
Niepokonani od blisko trzech lat Włosi w niedzielę powalczą na Wembley o swój pierwszy tytuł od 1968 roku.

„Bóg jest Włochem" – głosi „Corriere dello Sport" po wygranym konkursie rzutów karnych z Hiszpanią i awansie Azzurrich do wielkiego finału Euro.

– To był najtrudniejszy mecz, w jakim kiedykolwiek grałem – nie ma wątpliwości Leonardo Bonucci, jeden z włoskich weteranów z ponad 100 spotkaniami w reprezentacji. – Cierpieliśmy, ale dlatego to zwycięstwo jest jeszcze piękniejsze.

Luis Enrique znakomicie rozszyfrował grę Włochów, a jego piłkarze skrupulatnie realizowali plan, nie pozwalając rywalom rozwinąć skrzydeł.

„Hiszpania okazała się wspaniałym przeciwnikiem, ale rzuciliśmy jej wyzwanie i triumfujemy. Jesteśmy drużyną jedenastu lwów" – pisze w felietonie dla „Gazzetta dello Sport" Claudio Ranieri.

Bonucci już przed turniejem przekonywał, że siłą Italii jest zespół. Włosi są dopiero drugą ekipą, dla której przynajmniej dwie bramki na Euro zdobyło aż pięciu zawodników (wcześniej dokonali tego Francuzi, maszerując w 2000 roku po tytuł).

Lepszy od ojca

We wtorek do tej grupy dołączył Federico Chiesa, wybrany na gracza spotkania. – Nie potrafię opisać swoich emocji słowami – przyznał. Zaczynał mistrzostwa jako rezerwowy, ale po meczu na Wembley z Austrią, w którym trafił w dogrywce, wygryzł ze składu Domenico Berardiego.

Teraz goli na Euro ma już więcej niż jego ojciec Enrico, który w 1996 roku, również na angielskich stadionach, pokonał bramkarza Czechów. Włosi przegrali jednak tamto spotkanie w Liverpoolu i nie wyszli z grupy.

Chiesa junior przyszedł na świat dopiero rok później. Urodził się w Genui, piłkarską edukację odebrał we Florencji, a od ubiegłego sezonu jest kolegą Wojciecha Szczęsnego w Juventusie. 14 bramek i 10 asyst w 43 meczach – lepszymi liczbami w Turynie mogli się pochwalić tylko Cristiano Ronaldo i Alvaro Morata, postać tragiczna półfinału na Wembley.

To on podał kroplówkę Hiszpanii, doprowadzając po wejściu z ławki do wyrównania i dogrywki. A potem ją odłączył, marnując rzut karny. Podszedł do piłki, choć wcześniej spudłował w spotkaniu ze Słowacją.

– Zdecydował się na ten krok, mimo że miał problemy z przywodzicielem. To mówi wiele o jego osobowości – broni swojego podopiecznego Luis Enrique.

Morata wziął na siebie ogromną odpowiedzialność, zdając sobie sprawę, że konsekwencje mogą być przykre. Już wcześniej otrzymywał anonimowe groźby, a jego żona Włoszka ujawniła kilka obrzydliwych komentarzy, jakie pojawiły się na jej profilu na Instagramie po tym, jak Alvaro strzelił gola Italii. Przekroczono wszelkie granice. Piłkarzowi i jego rodzinie życzono zachorowania na raka i śmierci.

„Sport powinien jednoczyć, a nie dawać upust frustracji. Mam nadzieję, że wobec tych ludzi zostaną podjęte poważne kroki" – napisała żona napastnika Juventusu Alice Campello.

Moracie wypada współczuć, trzymać kciuki, by się nie załamał i nie przejmował hejtem.

Droga od miłości do nienawiści bywa bardzo krótka. Wczoraj byłeś bohaterem, jutro mogą zmieszać cię z błotem. Powinien o tym pamiętać każdy piłkarz, także Jorginho, który z zimną krwią wykorzystał decydującą jedenastkę, a swoją grą dostarcza argumentów, że zasługuje na Złotą Piłkę. W maju poprowadził Chelsea do triumfu w Lidze Mistrzów.

Radio Jorginho

– Jeśli Włosi sięgną po tytuł, powinien być głównym kandydatem do nagrody. On sprawia, że wszystko wydaje się prostsze – twierdzi trener Maurizio Sarri, który zabrał go ze sobą z Werony najpierw do Neapolu, a później do Londynu.

Odkrył go w Weronie, dokąd Jorginho trafił w wieku 15 lat, opuszczając rodzinny dom w Brazylii. Łatwo nie było. Mieszkał w klasztorze, uczył się języka i marzył o karierze w kraju swoich przodków. Włoskie korzenie ma po pradziadku ze strony ojca, więc mógł wybrać sobie reprezentację. I postawił na Italię. Dziś nie żałuje, choć pierwszoplanową postacią stał się dopiero u Manciniego.

Jorginho rzadko trafia na okładki gazet. Wykonuje niewdzięczną, ale bardzo potrzebną pracę. Koledzy nazywają go „Profesorem" lub „Radio Jorginho" ze względu na to, że w trakcie meczów nie zamykają mu się usta. Cały czas nimi dyryguje i przekazuje im instrukcje.

– Jesteśmy jak rodzina. Wspólnie się bawimy i cierpimy, ale nigdy się nie poddajemy – podkreśla mózg Azzurrich. Włosi zwycięstwo nad Hiszpanią zadedykowali kontuzjowanemu Leonardo Spinazzoli. Obrońca Romy przeszedł już w Finlandii zabieg rekonstrukcji ścięgna Achillesa, półfinał oglądał w telewizji, a w niedzielę ma przyjechać na Wembley. – Postaramy się dla niego wygrać – obiecuje Chiesa.

Włosi szykują się na swój czwarty finał Euro, Hiszpanie z nadzieją czekają na przyszłoroczny mundial w Katarze. „Żegnamy się ze łzami i z honorem" – pisze „Marca", zamieszczając na okładce zdjęcie Luisa Enrique pocieszającego bramkarza Unaia Simona.

– Jestem z tych chłopaków dumny. Dani Olmo rozegrał fantastyczny mecz, a 18-letni Pedri robił takie rzeczy, jakich w jego wieku nie potrafił nawet Iniesta – uważa selekcjoner Hiszpanii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA