fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2020

Polska - Izrael: Pewne zwycięstwo

AFP
Zwycięstwo nad Izraelem w Jerozolimie 2:1 zapewniło Polsce pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej mistrzostw Europy. We wtorek na PGE Narodowym czeka nas jeszcze mecz ze Słowenią, kończący eliminacje.

Rzadko ogląda się mecze reprezentacji ze spokojem. Zwykle trzeba się denerwować, bo gra bywa daleka od oczekiwań, a nawet kiedy prowadzimy, zdarza się nam stracić przewagę.

Czytaj także: Mecz Polska-Izrael bez zakłóceń

Tym razem nerwowo było tylko przez kilka ostatnich minut, po zdobyciu dość przypadkowej bramki przez Izrael i w związku z przerwą w grze po wbiegnięciu na boisko kibica. Takie przerwy czasami zmieniają obraz gry. Na szczęście trwało to krótko i zakończyło się dobrze. Niewiele brakowało, a Robert Lewandowski w ostatniej minucie zdobyłby nawet trzecią bramkę.

- Powinniśmy strzelić trzy, a nawet cztery bramki - powiedział w wywiadzie dla TVP zdobywca pierwszego gola Grzegorz Krychowiak. Miał rację. Ta bramka padła już w czwartej minucie, po rzucie rożnym i od tej pory Polacy wybijali gospodarzom piłkę z głowy. Nie można tylko napisać, że robili to skutecznie. W pierwszej połowie mieli ogromną przewagę i oddali na bramkę aż dziewięć celnych strzałów.

Izraelczycy nie zrewanżowali się żadnym. Nie mieli pomysłu, nie wiedzieli w jaki sposób przedostać się pod naszą bramkę, więc ich ataki były nieprzygotowane. Kopali piłkę do przodu, z nadzieją, że może trafi Eran Zahavi, zdobywca aż jedenastu bramek w eliminacjach. Zahavi pokonywał bramkarzy wszystkich reprezentacji, z wyjątkiem polskiej. Nie miał najmniejszych szans w starciach z naszymi obrońcami. Pierwszy raz kopnął w kierunku bramki Wojciecha Szczęsnego dopiero w 68. minucie, a i to niecelnie.

Dobrze natomiast strzelali Polacy, tyle że trzy razy po uderzeniach Piotra Zielińskiego (i raz w drugiej połowie) piłkę odbijał bramkarz lub blokowali ją obrońcy. Podobnie zakończyła się próba Przemysława Frankowskiego a Sebastian Szymański minimalnie chybił.

Wszystko to wynikało z bardzo dobrej gry Polaków w pierwszej połowie. Dobrze bronili, Grzegorz Krychowiak, Krystian Bielik i Piotr Zieliński opanowali środek boiska i tylko Krzysztof Piątek z przodu był tak samo widoczny jak Zahavi po drugiej stronie boiska, czyli średnio.

Ten mecz to dobry przykład zestawienia drużyny i jej funkcjonowania w nowych warunkach. W porównaniu z czerwcowym meczem z Izraelem, wygranym w Warszawie 4:0, w pierwszej jedenastce nie zobaczyliśmy aż pięciu zawodników: Łukasza Fabiańskiego, Bartosza Bereszyńskiego, Mateusza Klicha, Kamila Grosickiego i Roberta Lewandowskiego, co zdarzyło się pierwszy raz od roku 2013.

Inaczej mówiąc drużyna w połowie zmieniona, bez swojego charyzmatycznego lidera wychodzi na boisko trudnego przeciwnika i gra bardzo dobrze. Piątek wciąż szuka formy sprzed roku, ale jest tam gdzie powinien być napastnik i zaraz po przerwie strzela bramkę na 2:0. Pełny spokój. Jerzy Brzęczek wpuszcza na boisko Roberta Lewandowskiego i Mateusza Klicha. Powinno być lepiej, a coś się psuje. Przecież „Lewy” nie paraliżuje kolegów swoją obecnością. Przemysław Frankowski ma pięć podań z rzędu niecelnych, a przecież w poprzednim spotkaniu, z Macedonią Północną to jego bramka, zdobyta tuż po wejściu na boisko dała Polsce prowadzenie.

Tak bywa. Wygraliśmy, Krystian Bielik, Arkadiusz Reca i Sebastian Szymański szybko stają się pierwszym wyborem trenera i odpłacają mu się dobrą grą. Widać, że budowana cały czas w trakcie eliminacji drużyna czuje się ze sobą coraz lepiej. Oby jej kolejni przeciwnicy też to odczuli.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA