fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2020

Stefan Szczepłek: Piątek strzela, Polska wygrywa

AFP
Najpierw grali, żeby nie przegrać. I jedni, i drudzy. Lepiej zaczynać eliminacje z jednym punktem, niż z żadnym. Początkowo takie były kalkulacje.

W pierwszej połowie tylko dwukrotnie bramkarze bronili groźne strzały: Wojciech Szczęsny - Marcela Sabitzera, a Heinz Lindner - Kamila Grosickiego. Poza tym nic ciekawego się nie działo. Sporo walki, niecelnych podań, nawet kartek nie było, bo zawodnicy nie walczyli zbyt ostro.

Czytaj także: Grała polska grupa. Remis w Izraelu. Porażka kolejnego rywala Polaków

Jerzy Brzęczek z kłopotów bogactwa wybrnął w ten sposób, że wystawił Piotra Zielińskiego po lewej stronie, licząc na to, że kiedy Bartosz Bereszyński pójdzie po tej stronie do przodu jak skrzydłowy, to Zieliński będzie mógł wejść do środka. Tam byli już dwaj ludzie od destrukcji: Mateusz Klich i Grzegorz Krychowiak oraz cofnięty za Robertem Lewandowskim Arkadiusz Milik. Stworzyła się siła, którą uzupełniał z prawej strony Kamil Grosicki.

Wszystko to miało sens, sprawdzało się wtedy, kiedy Polacy grali szybko, tyle że nasi piłkarze częściej grali do tyłu, niż do przodu. Austriacy przyjęli podobny styl, nic więc dziwnego, że większość podań kierowanych pod obydwie bramki padała łupem obrońców, którzy wybijali piłkę na ogół byle dalej od pola karnego.

W drugiej połowie obok Lewandowskiego zagrał Zieliński, zastępujący Milika Przemysław Frankowski poszedł na prawe skrzydło, a Grosicki na lewe. I można powiedzieć, że mecz się zaczął. Gdy Zieliński sfaulowany przez Aleksandara Dragovicia w 60. minucie musiał zejść z boiska, polscy kibice dostali to, na co czekali: wszedł Krzysztof Piątek. 

Potrzebował ośmiu minut, żeby strzelić bramkę. Po rzucie rożnym Grosickiego piłka trafiła do Lewandowskiego, potem do Tomasza Kędziory - jego strzał odbił bramkarz, ale Piątek z bliska posłał głową piłkę do siatki. Stało się to po okresie wzrastającej przewagi Polaków. Sześć minut później Piątek miał po podaniu Lewandowskiego znakomitą okazję, ale strzelił tuż obok słupka. 

Austriacy nie stracili wiary, my liczyliśmy minuty, pamiętając co nas tutaj spotkało w 2008 roku, kiedy w doliczonym czasie sędzia Howard Webb przyznał Austriakom rzut karny, który im się nie należał. Kiedy w 88. minucie Marc Janko przestrzelił głową w stuprocentowej sytuacji, los oddał nam tamtą stratę sprzed jedenastu lat. Kiedy Wojciech Szczęsny w 93. minucie obronił potężny strzał Davida Alaby - wszyscy odetchnęliśmy.

To cenne zwycięstwo, bo odniesione na boisku przeciwnika, grającego poprawnie i ambitnie, w dodatku uważanego za najgroźniejszego konkurenta do awansu. Polacy na to zwycięstwo zasłużyli, Lewandowski i Piątek pokazali, że mogą grać obok siebie. To był siódmy mecz Brzęczka jako selekcjonera i pierwsze zwycięstwo, odniesione w najważniejszy momencie. W dodatku bez straty bramki. Może to początek dobrej drogi, na którą drużyna weszła w pierwszym dniu wiosny. 

Tego samego dnia reprezentacja Polski U-20 Jacka Magiery pokonała w Łodzi Japonię 4:1, a drużyna trenera Bartłomieja Zalewskiego wygrała w Elite League U-21 z Anglią na jej boisku 3:1. Oby tak dalej.

Powiedzieli po meczu:
Jerzy Brzęczek: Bardzo się cieszę ze zwycięstwa, bo wiedzieliśmy czego spodziewać się po Austriakach i chociaż postawili nam bardzo trudne warunki, udało się wygrać. To efekt półrocznej pracy, bo można się uczyć nawet przegrywając. Bardzo się cieszę i powiem tak: to dopiero początek.
 
Piotr Zieliński: Bardzo się cieszymy, bo mamy świadomość, że wygraliśmy ważny mecz, ale czeka nas jeszcze wiele innych, bo wszyscy będą się mobilizować przeciw Polsce. Czułem ból po faulu i musiałem zejść z boiska. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Wygraliśmy zasłużenie, bo byliśmy lepsi. 
 
Kamil Glik: Mecz jakich wiele. Trzeba się było namęczyć, bo Austriacy postawili nam ciężkie warunki. Ale nawet kiedy atakowali, kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń i nie czuliśmy się zagrożeni. Dobry początek daje nam kolejne nadzieje. Takie mecze budują drużynę.
 
Tomasz Kędziora: Jestem szczęśliwy, że trener mi zaufał. Chciałem się odwdzięczyć i chyba się udało. Wygraliśmy bardzo ważny mecz, cieszę się, że Krzysiek Piątek strzelił bramkę po moim podaniu. Będziemy wracali szczęśliwi do Polski. O meczu z Łotwą jeszcze nie myślimy. Zaczniemy, jak wylądujemy w Warszawie.
Wysłuchał w Wiedniu s.t.s.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA