fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2016

Trzeba ożywić atak

Łukasz Piszczek i Kuba Błaszczykowski – dwaj przyjaciele z Dortmundu
PAP/EPA
Zespół Adama Nawałki nie stracił gola w trzech meczach. Tylko Niemcy są równie mocni w obronie.

Relacja z La Baule

Najskuteczniejszy atak – 33 bramki, w tym aż 13 zdobytych przez króla strzelców kwalifikacji Roberta Lewandowskiego. W reprezentacji Polski grał też zawodnik, który miał najwięcej asyst – Arkadiusz Milik. Jego podania koledzy siedmiokrotnie zamieniali na bramki. Drużyna Adama Nawałki na Euro awansowała dzięki dobrej grze w ataku i właśnie jako zespół bardzo ofensywny była postrzegana. Tymczasem do rundy pucharowej Euro przedostała się w dużej mierze dzięki świetnej defensywie.

Polacy jako jedyni oprócz Niemców nie stracili w turnieju bramki – ostatnią drużyną, która na Euro wyszła z grupy bez straty gola, byli Niemcy w 1996 roku (zdobyli wtedy mistrzostwo). A przecież to właśnie postawy linii obrony najbardziej się przed mistrzostwami obawialiśmy. „Szukanie partnera dla Kamila Glika" to fraza przypominająca refren piosenki, której nikt specjalnie nie lubi, ale wszyscy ją, niestety, doskonale znają. Wystarczy przypomnieć, że w pierwszym spotkaniu pod wodzą Nawałki parą środkowych obrońców byli Artur Jędrzejczyk (dziś lewy defensor kadry) oraz Marcin Kamiński.

Eliminacje jako partner Glika zaczynał Łukasz Szukała, ale po transferze do Turcji nie potrafił się przebić w średniaku tamtejszej ligi Osmanlisporze (12. miejsce w tabeli na koniec sezonu) i Nawałka przestał go zapraszać na zgrupowania. Wybór Michała Pazdana jako drugiego środkowego obrońcy od początku traktowany był jako zło konieczne.

Mówiono, że stoper Legii ma zbyt małe międzynarodowe doświadczenie, że jest zbyt niski, że zbyt często przytrafiają mu się głupie błędy. Jednym słowem, że brakuje mu po prostu umiejętności. Tymczasem Pazdan zagrał mecz życia z Niemcami, gdy doprowadzał do frustracji napastników rywala. Przeciwko Ukrainie popełnił jeden błąd, po którym przeciwnicy wyprowadzili groźną kontrę, ale i w tym meczu przechwytywał piłkę i blokował strzały.

– Po Kamilu Gliku widać, że przejął włoski sznyt gry w obronie – mówi były reprezentant Polski, przez dekadę występujący w Serie A, Marek Koźmiński. – Do poświęcenia dołożył cwaniactwo i inteligencję. To samo widać po Michale Pazdanie, który już jest na tym samym poziomie co Glik.

Oczywiście gra obronna nie zależy tylko od stoperów, nawet nie tylko od linii defensywnej, ale od całego zespołu. I widać, że nad tym elementem Nawałka bardzo dużo pracował. Przykładem niech będzie występ Jakuba Błaszczykowskiego przeciwko Niemcom. Zawodnik, który zdobył serca kibiców odważnymi szarżami na skrzydle, dryblingami i efektownymi golami, jak ten przeciwko Ukrainie, w spotkaniu z mistrzami świata miał statystyki na poziomie dobrym nawet dla bocznego obrońcy.

Błaszczykowski miał sześć odbiorów piłki na dziesięć wykonanych prób. Tyle samo miał defensywny pomocnik Grzegorz Krychowiak. To jego pracy w obronie zabrakło z kolei w jedynym słabszym meczu tych mistrzostw – z Ukrainą.

Polacy dobrze stosują pressing, chociaż ze względu na intensywny sezon aż tak ważniej roli jak w piłce klubowej on nie odgrywa. Tym, który daje sygnał do zamknięcia przeciwnika na jego połowie i próbie jak najszybszego przechwytu piłki, jest Robert Lewandowski.

Ostatnia instancja defensywy to bramkarz. Po kontuzji Wojciecha Szczęsnego w dwóch kolejnych meczach – bez straty gola – grał Łukasz Fabiański. Przed spotkaniem z Niemcami można było mieć wątpliwości, czy zawodnik Swansea na pewno jest gotowy mentalnie na ten turniej. Chwilę wcześniej stracił pozycję bramkarza numer jeden w kadrze Nawałki. Wydawał się rozgoryczony i niepogodzony z tą decyzją selekcjonera. Gdy jednak już przyszło do meczów, nikt nie ma wątpliwości, że Fabiański poradził sobie doskonale także z psychiką.

Tak naprawdę to on był cichym bohaterem spotkania z Ukrainą. Jedynego meczu, w którym gra obronna reprezentacji nie wyglądała tak, jak wymyślił to sobie selekcjoner.

Tyle że widząc nastawienie Szwajcarów w tym turnieju, Nawałka będzie musiał w te kilka dni ożywić atak. Zrobić tak, by w końcu Robert Lewandowski, wychodząc po meczu do dziennikarzy, nie musiał się tłumaczyć z bijącego licznika minut bez gola. O defensywę raczej można być spokojnym. Szczególnie że Grzegorzowi Krychowiakowi już tak słabe 45 minut jak pierwsza połowa z Ukrainą nie ma prawa się przytrafić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA