fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Politycy przed wyborami obiecują i czystą energię, i węgiel

Bloomberg
Energetyka stała się w kampanii tematem niewygodnym. Najlepiej obiecać tak zachowanie węgla, jak i rozwój źródeł alternatywnych.

Najbardziej jaskrawe różnice w programach głównych sił politycznych można zauważyć w podejściu do atomu. Według polityków PiS pierwszy reaktor o mocy 1–1,5 GW miałby zostać uruchomiony w 2033 r., kolejnych pięć w dwuletnich odstępach, a ostatni – w 2043 r. – Polska wybrała ten kierunek, ponieważ elektrownie jądrowe zapewniają stabilność wytwarzania energii przy praktycznie zerowej emisji zanieczyszczeń powietrza i gazów cieplarnianych – podkreślał na Konferencji Generalnej Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej na początku tego tygodnia Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Czytaj także: Na co mogą liczyć niepełnosprawni wyborcy

W zdecydowanej kontrze wobec PiS jest w tej sprawie Koalicja Obywatelska. – PO już nie popiera atomu. Takie mamy zapewnienie ze strony władz PO – kwitował w niedawnym wywiadzie lider wchodzących w skład KO Zielonych Marek Kossakowski.

Zresztą, nuklearne ambicje PiS również sprowadzają się na razie do raczej mglistych zapowiedzi. W niedawnej rozmowie z „Rzeczpospolitą" Piotr Naimski potwierdził zamiar budowy takiego potencjału, jednak w tej chwili rządzącym trudno wskazać określonego partnera w tym przedsięwzięciu, tym bardziej że chodzi o podmiot, który zaangażowałby się na co najmniej kilkanaście lat – budując instalacje, wnosząc know-how i inwestując w polski program nuklearny. Nic nie zapowiada, by taki partner szybko się znalazł.

Czytaj także: Polacy mają zarabiać więcej

KO w rozkroku

– W tej chwili problematyka energetyczna nie jest politycznie rozgrywana. I nie sądzę, żeby w tej kampanii stała się jednym z wiodących tematów – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Paweł Ruszkowski, socjolog gospodarki z Collegium Civitas i koordynator Seminarium Energetycznego. – Nawet jeżeli pojawił się wcześniej problem potencjalnych podwyżek cen energii, to z analiz socjologicznych nie wynika, by przebił się on do wyborców. Polacy zaczną się serio martwić cenami energii, jak dostaną wyższe rachunki – dodaje.

– Programy polityczne partii nie są oderwane od ich generalnej linii politycznej. Dlatego można je umownie podzielić na te, które są za węglem, i te, które są przeciwko – podkreśla prof. Ruszkowski. – Nie jest więc zaskoczeniem plan PiS, by opierać się na węglu, ale i Koalicja – która obiecuje wcześniejsze odejście od węgla – jednocześnie w poświęconej Śląskowi części programu obiecuje utrzymanie wydobycia, dopóki się tylko da – kwituje.

Czytaj także: Co partie polityczne obiecują przed wyborami

Zaiste, Koalicja stanęła w prawdziwym rozkroku. Formalnie Grzegorz Schetyna i jego partyjni koledzy kilkakrotnie powtarzali, że węgiel zniknie z sektora ogrzewania do 2030 r., a z sektora energetycznego – do 2040 r. Ale na konwencjach wybrzmiało już co innego. – Nie będziemy zamykać kopalni, dopóki będzie w nich węgiel, a koszty wydobycia pozwolą na utrzymanie godnego życia górników i ich rodzin – usłyszeli ich uczestnicy od Schetyny. Szkopuł w tym, że wielokrotnie słyszeliśmy już od naszych rozmówców, że wydobycie w polskich kopalniach jest nierentowne, nawet mimo to, że ceny surowca na polskim rynku są wyjątkowo wysokie w stosunku do cen na rynkach międzynarodowych.

Podobnie zresztą stało się z najradykalniejszym chyba na polskiej scenie politycznej postulatem Wiosny, by węgla pozbyć się całkowicie już do 2035 r. Lewica, w składzie której znalazła się Wiosna, obiecuje jedynie przekształcenie Śląska w oazę zielonej, ekologicznej gospodarki oraz powołanie agencji ochrony przyrody. I to by było na tyle.

Czytaj także: Wybory 2019: Porównanie programów partii politycznych

Procenty abstrakcji

Zamiast mówić o wychodzeniu z węgla, politycy wolą zapowiadać gwałtowny rozwój OZE. Ten pozostaje dosyć iluzoryczny. – Rozwija się właściwie tylko fotowoltaika. Żeby odblokować produkcję energii z OZE, należałoby przede wszystkim torować drogę lądowym instalacjom wiatrowym: są najtańsze i ciągle jest wiele koncepcji projektów tego typu, w tej chwili „zamrożonych" ze względu na brak odpowiedniego środowiska prawnego – podkreślał w rozmowie z „Rz" Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. – Na razie nie tyle zapalono zielone światło dla OZE, ile poprawiono atmosferę wokół nich – dodawał.

W obszarze instalacji wiatrowych o konkrety jednak trudno. Co innego fotowoltaika: minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz zapowiedziała niedawno szereg konkretnych propozycji. To choćby wprowadzenie w życie koncepcji „wirtualnego prosumenta" – co oznacza umożliwienie wspólnotom i spółdzielniom mieszkaniowym wytwarzanie energii w modelu prosumenckim czy zwolnienie dotacji do instalacji PV, pochodzących z programu „Mój prąd", z podatku dochodowego od osób fizycznych.

Pozostałe partie posługują się przede wszystkim procentami. – 14 proc. udziału energetyki rozproszonej przy produkcji energii w Polsce – zapowiadał Andrzej Czerwiński z KO jeszcze w lipcu. A do tego 7 GW nowych mocy w systemie za sprawą kogeneracji i 50 TWh z instalacji kogeneracyjnych. Od PSL – przynajmniej do momentu powstania Koalicji Polskiej – można było usłyszeć deklarację, że udział OZE w miksie energetycznym ma wynosić 50 proc. już w 2030 r. Ale na półmetku kampanii nawet o tak ogólne deklaracje coraz trudniej, nie mówiąc o konkretach.

Czytaj także: Analiza programów: Jak partie dostrajają się do wyborców

Nowe technologie szansą dla górnictwa

„Przyszłość węgla rysuje się w czarnych barwach. Światowe trendy w zakresie polityki energetyczno-klimatycznej wymuszają odchodzenie od tego surowca" – piszą autorzy przygotowanej przez Instytut Jagielloński analizy „Czy węgiel ma przyszłość?" Andrzej Laskowski i Piotr Stępiński. Ale branżę dałoby się uratować – dodają. Polskie górnictwo konsekwentnie się zwija. „W przypadku utrzymania się niskich cen węgla kamiennego na rynkach światowych wkrótce nastąpi druga fala kryzysu tego sektora w Polsce" – czytamy w opracowaniu. Autorzy raportu, który będzie prezentowany na Kongresie Energetycznym we Wrocławiu, rekomendują wdrażanie nowych technologii o ograniczonym wpływie na środowisko naturalne, obróbkę termiczną i mechaniczną odpadów węglowych, wytwarzanie produktów niskoemisyjnych („dostępne technologie są w stanie tak zmodyfikować parametry węgla, że otrzymany produkt będzie odznaczał się niską emisyjnością"), maksymalne pozyskanie i wykorzystanie metanu. W raporcie znalazły się przykłady konkretnych rozwiązań, od metody chodnikowej z użyciem posadzki hydraulicznej po gazyfikację węgla. „Nowe kopalnie mogą być traktowane jako parki technologiczne, które zajmowałyby się zgazowaniem węgla, upłynnieniem tj. uzyskaniem paliw płynnych, syntezą węglowodorów poprzez produkcję paliw syntetycznych, uzyskiwaniem produktów ze smoły węglowej czy zagospodarowaniem metanu występującego w pokładach węgla" – przekonują autorzy. Nadzieją branży pozostają też nowi – prywatni – inwestorzy, którzy zaszczepiliby bardziej efektywną organizację pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA