fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Gdzie deweloperzy planują centra handlowe?

Z analiz wynika, że deweloperzy skupią się w najbliższych latach na głównych aglomeracjach i miastach poniżej 100 tys. mieszkańców – mówi Marta Słysz, ekspert Cushman & Wakefield.

- W ośmiu największych aglomeracjach, podobnie jak na mniejszych rynkach, jest jeszcze miejsce na centra handlowe - wskazuje.

Agata Czarnecka, wicedyrektor z CBRE, pytana o galerie w mniejszych miastach, mówi, że pod uwagę trzeba wziąć m.in. gęstość zaludnienia, lokalne zwyczaje zakupowe, sieć dróg i połączenia komunikacyjne z innymi ośrodkami.

– W regionach, gdzie konsumenci mają zasobniejsze portfele, a siła nabywcza jest większa, nasycenie powierzchnią handlową jest ponadprzeciętne – mówi Czarnecka.

Katarzyna Michnikowska z Colliers International przypomina, że centra handlowe mają wiele formatów – to tradycyjne galerie, parki handlowe, centra wyprzedażowe. – Obiekty są dostosowywane do potrzeb konsumenta. Na zakupy odzieżowe chętnie pojedzie on do większego miasta, gdzie w galeriach jest wiele sklepów – opowiada. – Ale ten sam konsument codzienne zakupy zrobi w niewielkim parku handlowym blisko domu. W mniejszych miastach jest miejsce na centra dostosowane formatem i ofertą do potrzeb lokalnego rynku.

Marta Słysz dopowiada, że ok. 40 proc. powstającej dziś powierzchni handlowej przypada na miasta poniżej 100 tys. mieszkańców. – Nowe obiekty znajdziemy m.in. w Mielcu, Jarocinie czy Zakopanem – wskazuje. – Na koniec pierwszej połowy tego roku już ok. 17 proc. centrów handlowych znajdowało się w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców, podczas gdy dziesięć lat temu było to zaledwie 7 proc. Podobną tendencję widać w segmencie parków handlowych – dziś to 25 proc. wobec 9 proc. pięć lat temu.

Marta Słysz podkreśla, że w małych miastach nie buduje się zazwyczaj dużych obiektów. – Dobrze działają tam obiekty o wielkości do 25 tys. mkw. GLA. Klient ma blisko do centrum z pełną ofertą, w którym zrobi codzienne zakupy – mówi. – Duże galerie sprawdzają się w dużych miastach. Pełnią funkcję centrum regionalnego, które ma często szeroką ofertę rozrywkową.

Według Agaty Czarneckiej nie można jednoznacznie stwierdzić, jakie obiekty sprawdzą się w mniejszych, a jakie w większych miastach. – Dobrze skomunikowane miejscowości leżące blisko dużego miasta, np. Warszawy, powinny być analizowane niemalże jako odbrzeżne dzielnice, a nie jako odrębny rynek powierzchni handlowych – wyjaśnia. – Generalnie w mniejszych miastach, ze względu na ograniczoną liczbę potencjalnych klientów oraz utrudniony dojazd z innych miejscowości, nie planuje się wielkich centrów.

Agata Czarnecka zwraca też uwagę na zmieniające się zwyczaje zakupowe Polaków. – Kilka godzin na zakupach w hipermarkecie nie jest już atrakcyjnym sposobem spędzania wolnego czasu w weekend. Czas to pieniądz – podkreśla. – Konsumenci wolą przeznaczyć wolne dni na rozrywkę czy rekreację, a podstawowe zakupy zrobić w supermarkecie niedaleko domu.

Katarzyna Michnikowska dodaje, że w miastach poniżej 50 tys. mieszkańców z pewnością nie ma miejsca na tak duże centra handlowe, jak np. powstające w Warszawie galerie – Północna czy Młociny.

– Oferta handlowa w takich miastach jest zdominowana przez supermarkety i dyskonty spożywcze – mówi przedstawicielka Colliers International. – Popularnością cieszą się też ulice handlowe z niesieciową ofertą sklepów, punktów usługowych i gastronomicznych. W małych miastach powstają też niewielkie galerie i parki handlowe, gdzie można zrobić codzienne zakupy. Obiekty te są często dobudowywane do wolno stojących supermarketów albo dyskontów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA