fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Troska o szkoły. Litwini kokietują Polaków

Dzieci z polskiej szkoły w Podbrodziu na Wileńszczyźnie
Marian Paluszkiewicz/Kurier Wileński
Znany z krytykowanej przez litewskich Polaków reformy szkolnictwa były minister oświaty przygotował rezolucję, która ma gwarantować dobre warunki w szkołach mniejszości.

Sejm przyjął w czwartek wieczorem rezolucję, w której jest mowa, że Litwa będzie "w dalszym ciągu" zapewniać mniejszościom warunki do nauki w szkołach, "w których mogą pielęgnować swój język, kulturę i tradycje". Posłowie Akcji Wyborczej Polaków na Litwie jednak dokumentu nie poparli.

Stało się tak między innymi dlatego, że głównym autorem rezolucji jest Gintaras Steponavičius z Ruchu Liberałów, który był w poprzednim centroprawicowym rządzie ministrem oświaty. To za jego kadencji, pięć lat temu, przyjęto kontrowersyjną ustawę oświatową, która ograniczyła zakres nauki w językach mniejszości.

- Po prostu AWPL i jej szef Waldemar Tomaszewski nie lubią liberałów i zwłaszcza Steponavičiusa. W retoryce AWPL Ruch Liberałów występuje jako coś absolutnie negatywnego i antypolskiego – tłumaczy "Rzeczpospolitej" Antoni Radczenko, dziennikarz portalu zw.lt.

Radczenko dodaje, że rezolucja ma też związek ze zbliżającymi wyborami parlamentarnymi. - Rita Tamašunien z AWPL skomentowała to w ten sposób: - Ten, który zyskał tytuł niszczyciela szkół mniejszości narodowych i systemu szkół ogólnokształcących, w obliczu zbliżających się wyborów, wykorzystując sytuację, próbuje stać się „wielkim obrońcą szkół". Nasza frakcja nie weźmie udziału w tym przedwyborczym show.

- Można prognozować, że w zbliżającej się kampanii wyborczej, temat szkolnictwa będzie jednym z podstawowych. I Stepanavicius będzie odgrywał rolę "jednego z największych polakożerców". Moim zdaniem to błąd. Stepanaviciusa z pewnością można krytykować za wiele rzeczy, jak chociażby za nowelizację ustawy o oświacie, jednak intencje i wymowa rezolucji były słuszne – mówi Radczenko.

W rezolucji jest wyjaśnienie, dlaczego została teraz przyjęta. To odpowiedź na publiczne wypowiedzi, "wywołujące antagonizmy w społeczeństwie". Chodzi o zamieszczony na początku grudnia wpis na portalu internetowym generała Gediminasa Griny, byłego szefa Departamentu Bezpieczeństwa Litwy. Domagał się on zamknięcia wszystkich szkół mniejszości narodowych. Powód? "Nie kształcą postawy obywatelskiej", a poza tym są finansowane z zagranicy w celach niezgodnych z interesami Litwy. Generał wspomniał, że ci sponsorzy są "zza wschodniej granicy", czyli zapewne z Rosji (choć dosłownie Litwa nie graniczy od wschodu z Rosją, lecz Białorusią, a z Rosją – obwodem kaliningradzkim - z zachodu). Gdyby zrealizowano pomysł gen. Griny, to wraz ze szkołami rosyjskimi zniknęłyby jednak i polskie.

Były szef Departamentu Bezpieczeństwa zareagował najprawdopodobniej na informacje mediów litewskich o uczniach z rosyjskich szkół na Litwie, którzy biorą udział w szkoleniach wojskowo-wywiadowczych na terenie Federacji Rosyjskiej.

- Ale Grina przesadził. wcześniej z ust litewskich polityków padały wypowiedzi nie przechylne polskiej mniejszości. Jednak wypowiedź byłego szefa Departamentu Bezpieczeństwa była zbyt radykalna – mówi Radczenko.

Pięć lat temu petycję protestacyjną w sprawie nowelizacji ustawy oświatowej podpisało 60 tys. litewskich Polaków (czyli mniej więcej co trzeci przedstawiciel tej społeczności), ale ich głos nie został uwzględniony. Ustawę krytykował też polski rząd. Ówczesny rzecznik ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego podkreślał, że przyjęto ją wbrew samym zainteresowanym. I dodawał, że władze litewskie zachowały się niezgodnie ze standardami europejskimi – z zasadą niepozbawiania mniejszości praw nabytych. Nowelizacja ustawy oświatowej na Litwie pogorszyła wówczas i tak niedobre stosunki między Warszawą a Wilnem.

- Tamta reforma była zbędna, a realizacja fatalna. To później przyznała nawet część liberałów. Jednak sam Stepanavičus uważa, że zrobił coś pozytywnego względem mniejszości narodowych. Jego zdaniem w ten sposób absolwenci polskich lub rosyjskich szkół będą bardziej konkurencyjni względem litewskich kolegów – podkreśla dziennikarz portalu zw.lt.

Radczenko mówi też, że część litewskich partii kokietuje teraz polskich wyborców: - Z pewnością nikt nie wierzy, że uda się na tym polu zwyciężyć AWPL, ale o część polskich głosów można zawalczyć. Na przykład szef Partii Pracy Valentinas Mazuronis wystosował nawet oświadczenie w języku polskim.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA