fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Plagiaty nie do wychwycenia

Fotorzepa, Rafał Guz
Przepisywania cudzych prac nie da się uniknąć – twierdzą eksperci. Nic się nie zmieni, nawet gdy powstanie centralne archiwum prac dyplomowych.

Zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym od przyszłego roku wszystkie prace obronione na uczelniach od 2009 r. muszą trafić do Ogólnopolskiego Repozytorium Prac Dyplomowych (ORPD). Po to, by wszystkie kolejne prace składane na uczelniach można było do nich porównywać. To ma zapobiec plagiatom, których, jak przyznają sami naukowcy, jest coraz więcej.

Tyle że raczej nic się nie zmieni. Wszystko dlatego, że do sprawdzania, czy ktoś nie popełnił oszustwa, wykorzystywane będą dostępne obecnie na rynku programy antyplagiatowe.

Tymczasem z raportu przygotowanego przez prof. Tadeusza Grabińskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, do którego dotarła „Rzeczpospolita", wynika, że są one zbyt słabe. Naukowiec „przepuścił" fragment pracy, która już jest dostępna w wersji elektronicznej, przez popularne systemy antyplagiatowe. Zauważyły plagiat tylko w minimalnym stopniu, a tymczasem przekopiowany był cały sprawdzany fragment. Dlaczego? Jeśli autor pracy wprowadzi do tekstu dodatkowe znaki, zastąpi niektóre słowa ich synonimami lub zmieni ich szyk, to program nie potraktuje już takiego tekstu jako zapożyczenia.

– Programy antyplagiatowe opierają się na bardzo prostym algorytmie. To oznacza, że wychwycą zapożyczenia tylko wtedy, gdy są dosłowne. Na świecie dostępne są już lepsze programy antyplagiatowe, ale nasze uczelnie z nich nie korzystają – wyjaśnia prof. Grabiński.

Tłumaczy, że wystarczy tylko godzina „zabawy" ze słowami, aby współczynnik podobieństwa tekstu obniżyć o 3–5 proc. To dużo, biorąc pod uwagę, że z reguły dopuszcza się wielkość zapożyczeń w składanej pracy dyplomowej na poziomie 15–20 proc. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że wysoki współczynnik zapożyczeń w pracy wcale nie musi oznaczać, że został popełniony plagiat. Może się okazać, że są to cytaty z różnych źródeł, na których opierała się osoba pisząca pracę. Zupełnie czym innym są zapożyczenia z jednej pracy, a czym innym ta sama skala zapożyczeń z 20 różnych źródeł – zwraca uwagę prof. Grabiński.

Podobnego zdania jest także Olga Basik z biura prasowego Uniwersytetu Warszawskiego. – Systemy antyplagiatowe należy traktować jako narzędzie pomocnicze. Najważniejsza jest praca promotora ze studentem. W momencie gdy promotor otrzymuje raport z systemu informujący, że zapożyczenia zajmują powyżej 5 proc., powinien uważnie się im przyjrzeć – tłumaczy Basik. – Ale może się okazać, że są to po prostu źle oznaczone cytaty. Uczelnia od kilku lat korzysta z systemu Plagiat.pl. Dodatkowo prowadzone są testy Otwartego Systemu Antyplagiatowego (OSA).

– Plagiat.pl ma na razie dużo szerszą bazę porównawczą, a OSA porównuje, przynajmniej na razie, jedynie prace pisane na uczelni, które są wprowadzone do Archiwum Prac Dyplomowych – mówi Basik. – Plagiat.pl sprawdza m.in. bazy internetowe, w których mogą się też znaleźć wcześniejsze prace dyplomowe, jeśli autor je udostępnił, literaturę, również obcojęzyczną.

Prof. Grabiński zwraca uwagę, że źle się stało, iż 100 mln zł z unijnego programu uczelnie mogą wydawać na zakup programów dostępnych na rynku. Jego zdaniem środki te powinny zostać wydane na utworzenie nowego, dobrego programu antyplagiatowego.

Tymczasem wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Włodzisław Duch, odpowiedzialny w poprzednim rządzie m.in. za systemy antyplagiatowe, zwraca uwagę, że oprogramowanie ma jedynie wspomagać promotorów, ale nie zastąpi konieczności dokładnego sprawdzania pracy.

– W naukach doświadczalnych czy ścisłych plagiaty to zjawisko marginalne. Student pracuje regularnie z promotorem, musi wykonywać eksperymenty lub rozwijać własne programy komputerowe. A na koniec liczą się konkretne rezultaty – tłumaczy prof. Duch. Jego zdaniem problem plagiatów pojawia się tam, gdzie masowe kształcenie doprowadziło do zbytniego obciążenia promotorów opieką nad dużą liczbą studentów. Powstające w ten sposób prace trudno było dokładnie kontrolować oraz nie było realnej groźby kary za oszustwo.

Teraz jest inaczej. Nowelizacja prawa o szkolnictwie wyższym pozwala na cofnięcie nadanego stopnia licencjata czy magistra w dowolnym czasie, a to jest poważna groźba wisząca nad głową każdego plagiatora. Jego zdaniem sama groźba odebrania tytułu powinna działać odstraszająco.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA