fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Plany ZNP: Nauczyciele wyjdą na ulicę

Fotorzepa
ZNP szuka sposobów na przypomnienie o postulatach nauczycieli. Jednak po niepowodzeniu kwietniowego strajku temat podwyżek nie jest już tak ważny.

Ponad tydzień temu nauczyciele rozpoczęli protest włoski. W jego ramach pedagodzy mają wykonywać tylko te czynności, które są wprost zapisane w Karcie nauczyciela. Czyli nie chcą brać udziału w wycieczkach, zielonych szkołach, radach pedagogicznych po godz. 20 czy w wywiadówkach zaplanowanych na późne popołudnie.

Problem jednak w tym, że protest ten jest niemal niezauważalny. – Jego skalę ocenimy dopiero 12 listopada na spotkaniu z prezesami oddziałów – mówi prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Dodaje jednak, że na spektakularny sukces nie liczą. – Jego wpływ na szkoły i nauczycieli zobaczymy dopiero za rok czy nawet dwa lata – tłumaczy.

ZNP ostatnio bardzo często podkreśla, że ich działania mają na celu poprawę sytuacji w oświacie – zmianę podstaw programowych czy rozszerzenie wsparcia pedagogiczno-psychologicznego. I nieprawdą jest, że nauczycielom chodzi tylko o pieniądze.

Z drugiej jednak strony postulat płacowy był jednym z najważniejszych zgłaszanych przez strajkujących nauczycieli w kwietniu tego roku. „Odwieszenie" tego strajku na początku nowego roku szkolnego miało dać pedagogom nadzieję, że walka o lepsze płace się nie zakończyła.

Problem w tym, że trudno liczyć na sukces działań, z którymi nikt się nie liczy. Włoski protest bagatelizuje MEN, a szef resortu Dariusz Piontkowski podkreśla, że „zawsze w szkole byli nauczyciele, którzy nie chcieli jeździć na wycieczki". Nie zauważają go także rodzice, którzy „mieli zobaczyć", jak dużo pracują nauczyciele i że jeśli będą pracować mniej, to świat się zawali. Okazuje się, że rodzice nawet tego nie zauważyli, a biurokratyczne problemy nauczycieli interesują głównie pracowników szkół.

Oliwy do ognia dolała też wypowiedź w „Sygnałach Dnia" ministra Piontkowskiego o tym, że „nauczyciele dostali ogromne podwyżki" (chodzi o 9,6 proc. od września tego roku), ale także to, że „stawiając postulaty płacowe, powinni oni brać pod uwagę możliwości finansowe państwa". Nauczycieli to nie przekonuje – tym bardziej, że zapowiadany wzrost płacy minimalnej może spowodować, że niektórzy będą zarabiać tak jak pracownicy niewykwalifikowani.

Rozgoryczeni ospałością ostatniej akcji nauczyciele w regionach wpadli na pomysł, by wyjść na ulice. Ósmego dnia każdego miesiąca zorganizują demonstracje. Data wybrana nieprzypadkowo – ma ona przypominać o rozpoczętym 8 kwietnia 2019 r. najdłuższym okresie, kiedy nauczyciele odeszli od tablic.

Pierwsza miesięcznica ma się odbyć w Krakowie, kolejne w Gdańsku i Katowicach. ZNP nie liczy na tłumy, manifestacja ma mieć charakter symboliczny.

Czy protesty coś zmienią? Obecny szef resortu oświaty znany jest z tego, że skutecznie wycisza nastroje kadry pedagogicznej. Nie wiadomo, co miałoby się stać na demonstracjach, by po nich temat płac nauczycieli znów wrócił ze wzmożoną siłą do debaty publicznej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA