fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Nauczyciele chcą walczyć od początku kadencji nowego Sejmu

Fotorzepa/Jakub Mikulski
ZNP i „S" liczą na to, że w tej kadencji Sejmu uda się wywalczyć lepsze pieniądze dla nauczycieli. Chcą o tym mówić od pierwszych dni.

Nowe polityczne rozdanie będą chciały wykorzystać także nauczycielskie związki zawodowe. Zarówno Związek Nauczycielstwa Polskiego, jak i oświatowa Solidarność w tym tygodniu rozpoczynają działania zmierzające do powrotu tematu szkolnictwa w publicznej debacie.

Od wtorku, 15 października w szkołach oficjalnie rozpoczyna się bezterminowy protest włoski. Nauczyciele będą wykonywać tylko te obowiązki, które są bezpośrednio wskazane w Karcie nauczyciela. – Przez tydzień, do 22 października, będziemy prowadzić akcję informacyjną skierowaną do nauczycieli. Postaramy się im pokazać, jakie mają prawa i obowiązki – mówi „Rzeczpospolitej" prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Ale chodzi też o to, że dopiero 22 października zbierze się Zarząd Główny ZNP, który podejmie uchwałę w sprawie protestu. – Jej brak może rodzić podejrzenia, że protest jest nielegalny. Chodzi też o to, by nieprzychylni strajkowi dyrektorzy nie mogli zarzucić nauczycielom, że uchylają się od pracy i na tej podstawie odbierać im prawa do dodatków motywacyjnych – wyjaśnia Broniarz.

ZNP w specjalnie wydanym komunikacie podkreśla, że do obowiązków nauczycieli nie należy m.in. bezpłatne prowadzenie kół zainteresowań, sobotnie wyjazdy na konkursy z uczniami, sporządzanie sprawozdań z pracy dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej, dokonywanie wewnętrznej ewaluacji szkoły, pisanie i koordynowanie „projektów unijnych" czy sporządzanie inwentaryzacyjnego spisu z natury.

Z drugiej strony NSZZ Solidarność pracowników oświaty w poniedziałek ruszyła z wysyłką kart pocztowych do ministra edukacji narodowej. Chcą, by z okazji Dnia Edukacji Narodowej na jego biurko trafiło 200 tys. pocztówek. – Chcemy w ten sposób przypomnieć o naszych postulatach zawartych w porozumieniu z 7 kwietnia i do tej pory niezrealizowanych – mówi Ryszard Proksa, szef nauczycielskiej S. – Chodzi oczywiście o nowy system wynagradzania nauczycieli, który miał ruszyć już od stycznia 2020 r. Liczymy się z tym, że może być poślizg, ale chcemy, by ruszyły wreszcie prace nad tymi zmianami.

Minister Edukacji Dariusz Piontkowski poinformował kilka tygodni temu związki, że rozmowy na ten temat zostały odłożone na okres po wyborach. – Szef MEN powiedział nam też, że nie będzie niczego obiecywał, bo nie wiadomo, kto będzie szefem resortu w nowej kadencji – tłumaczy Proksa.

Członkowie obu związków mówią nieoficjalnie, że w zaplanowanej właśnie teraz akcji protestacyjnej chodzi też o to, by od początku kadencji zacząć naciskać na rząd w sprawie poprawy sytuacji w oświacie. Chodzi im głównie o obiecaną zmianę systemu wynagradzania nauczycieli i powiązania pensji w oświacie ze średnią krajową. Dlatego też ZNP równocześnie z uchwałą o strajku włoskim podejmie uchwałę o przygotowywaniu obywatelskiego projektu ustawy w sprawie pensji w oświacie. Miałaby być ona powiązana ze średnią krajową. – Czekamy teraz na wybór marszałka i rozpoczynamy prace – mówi Broniarz.

Czy to pomoże nauczycielom? – ZNP ma problem z dobrym określeniem terminu swoich akcji. Obecny jest równie nietrafiony jak strajk przed egzaminami – mówi prof. Rafał Chwedoruk politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem znacznie lepiej byłoby, gdyby nauczyciele ruszyli z walką o swoje postulaty tuż przed kampanią prezydencką. I to, nie zamykając się na żadnego z kandydatów. – W pewnym momencie w grze pozostanie dwóch kandydatów. Nauczycielskie związki powinny skoncentrować się na tym, by jednego z nich przekonać do swoich racji – tłumaczy ekspert. Jak dodaje, teraz ich postulaty i działania zginą w zgiełku politycznych wydarzeń. – Trzeba poczekać aż pojawią się nowe okoliczności i dopiero wtedy rozpocząć kolejne działania – podsumowuje Chwedoruk.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA