fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Nauczyciele porzucają etaty w przedszkolach

Adobe Stock
Przedszkolanki coraz częściej przechodzą do pracy w szkołach. Powód? Wyższe dodatki za wychowawstwo w klasach i mniej godzin pracy.

Jedno z przedszkoli na warszawskiej Białołęce zwróciło się do rodziców z prośbą o pomoc w znalezieniu pracowników. Aktualnie brakuje dwóch nauczycieli wychowania przedszkolnego i dwóch pedagogów specjalnych. Dyrekcja placówki nie chce komentować, ale nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nauczycielki w ostatniej chwili zdecydowały się podjąć pracę w szkole. – To z uwagi na dodatek za pełnienie funkcji wychowawcy w wysokości 300 zł, który nauczyciele otrzymują od września tego roku – mówi nam osoba znająca sprawę. Dodaje, że na ogłoszenia nikt na razie nie odpowiada.

– Zjawisko migracji nauczycieli z przedszkoli do szkół zauważamy nie tylko na Białołęce. Praktycznie z każdej dzielnicy otrzymujemy sygnały o problemach z zapewnieniem kadry. Najgorzej jest w Wilanowie – mówi Joanna Gospodarczyk, szefowa biura edukacji w stołecznym ratuszu. I dodaje, że w poniedziałek niektóre zatrudnione przez placówki nauczycielki nie stawiły się do pracy.

Większe zainteresowanie pracą w szkole to nie tylko specyfika warszawska. – Docierają do nas sygnały z całego kraju, że nauczyciele ze specjalnością wczesnoszkolną przenoszą się do podstawówek. W oświacie zarabia się niewiele, więc te 300 zł dodatku za wychowawstwo stanowi różnicę – przyznaje Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Ostatnia nowelizacja Karty nauczyciela w czerwcu tego roku ustaliła minimalne stawki dodatku za wychowawstwo w szkołach na poziomie 300 zł. Nauczyciele przedszkoli zostali pominięci, a decyzję o wysokości przysługującego im dodatku podejmują same gminy. Zwykle jest to ok. 100–150 zł.

Znaczenie ma także pensum. W szkole nauczyciel przy tablicy spędza 18 godzin, pensum w przedszkolach to natomiast od 22 godzin (w grupie sześciolatków) do 25 (pozostałe grupy) tygodniowo. Trudno się więc dziwić, że nauczycielki przedszkola wolą pracować mniej godzin za większe pieniądze. Tym bardziej że od wychowawczyń w klasach 1–3 wymaga się takich samych kwalifikacji jak od przedszkolanek.

A miejsc pracy w edukacji wczesnoszkolnej nie brakuje. Przykładowo w województwie dolnośląskim pod koniec sierpnia w szkołach podstawowych brakowało 114 nauczycieli, w przedszkolach – 64. Z kolei w województwie kujawsko-pomorskim w tym samym okresie brakowało kadry w 15 proc. przedszkoli i w co drugiej szkole podstawowej. Z kolei w bazie ofert pracy prowadzonej przez kuratora łódzkiego 27 sierpnia było 340 aktualnych ofert pracy, z czego 129 ze szkół podstawowych i 53 z przedszkoli.

Brak chętnych do pracy w przedszkolach stawia pod znakiem zapytania zwiększenie dostępu do miejsc opieki nad dziećmi. – W jednym z nowych warszawskich przedszkoli od stycznia szukaliśmy pracowników. Osiem miesięcy budynek stał pusty. Dopiero we wrześniu udało nam się w nim uruchomić jeden oddział – mówi Joanna Gospodarczyk. – Co prawda mamy jeszcze wolne miejsca w przedszkolach w centrum miasta, ale nie wszyscy rodzice chcą wozić dziecko daleko od domu – dodaje.

Brak kadry i związane z tym ograniczenia liczby oddziałów oznaczają też inne problemy.

– To z pewnością utrudnia rodzicom, a zwłaszcza matkom, powrót na rynek pracy i zmusza je do zapewnienia opieki dzieciom w domu – podsumowuje Małgorzata Druciarek, kierowniczka Obserwatorium Równości Płci w Instytucie Spraw Publicznych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA