fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Protest nauczycieli: W budżecie nie ma pieniędzy

Związkowcy czekają na ruch rządu. Na zdjęciu prezes ZNP Sławomir Broniarz (w środku) i wiceprezes Krzysztof Baszczyński (z lewej)
PAP
Rząd nie jest w stanie spełnić oczekiwań nauczycielskich związków. Boi się też buntu innych grup.

– Czas na ostateczne decyzje. Istnieją dwa rozwiązania – protokół rozbieżności albo porozumienie. Apeluję do obydwu stron o końcowe propozycje – powiedziała podczas pierwszej tury środowych rozmów rządu z nauczycielami przewodnicząca Rady Dialogu Społecznego Dorota Gardias.

Mimo prowadzonych rozmów i nadziei na przełom w negocjacjach z ZNP politycy PiS nieoficjalnie przyznają, że szykują się i są gotowi na to, że egzaminy rozpoczną się w warunkach strajku. Jak słyszymy, rząd ma w zanadrzu jeszcze jedną niewielką propozycję, która może przybliżyć do zmiany sytuacji. Ale nie jest to nic związanego z realizacją podwyżek na dużą skalę.

Rząd przyznaje, że nie ma pieniędzy. Zarówno oficjalnie, jak i nieoficjalnie powtarzają to politycy PiS. Pewne napięcia wywołała już – o czym pisała „Rzeczpospolita" i inne media – sama propozycja „piątki Kaczyńskiego". – Strajk jest pewny na blisko 100 proc. – to najczęściej powtarzana opinia w kręgach rządowych.

Każdy sobie

Widać też, że wola osiągnięcia porozumienia słabnie. – Mówimy stale o tym samym. Związki przedstawiają swoją propozycję, strona rządowa mówi o swoich uwarunkowaniach, nie odnosząc się do propozycji związków – mówił po pierwszej turze rozmów prezes ZNP Sławomir Broniarz.

W ostatnich dniach związki zawodowe obniżyły nieco swoje oczekiwania strajkowe. Już nie mówią o podwyżce w wysokości 1000 zł netto, ale o waloryzacji na poziomie 30 proc. To w przypadku nauczycieli stażystów dałoby 730 zł podwyżki, a nauczycieli dyplomowanych 990 zł. I byłoby tańsze o 2 mld zł w stosunku do pierwotnych żądań.

Związki domagają się także zniesienia limitu 20-procentowego dodatku stażowego. Obecnie nauczycielom po przepracowaniu trzech lat zaczyna się naliczać dodatek stażowy w wysokości 1 proc. za każdy rok pracy. Maksymalnie może to być 20 proc.

Z kolei strona rządowa proponuje podwyżki w wysokości 9,9 proc. Środki miałyby pochodzić „ze zmiany sposobu rozdysponowania dodatków", co może oznaczać, że zostaną one włączone do pensji. Do wspólnej puli miałyby trafić wszystkie poza dodatkiem dla wychowawców klas. Ten miałby być ustanowiony na poziomie min. 300 zł.

Kolejka po podwyżki

Sytuację negocjacyjną dodatkowo utrudniła poranna wypowiedź wicepremiera Jarosława Gowina, który w Radiu TOK FM podkreślał, że rząd nie może ustąpić nauczycielom. Inaczej w kolejce po podwyżki ustawią się kolejne grupy zawodowe. – W tej sytuacji przekaz, że chętnie byśmy wam dali podwyżki, ale nie mamy na to pieniędzy, nie brzmi dobrze – mówi Sławomir Wittkowicz z FZZ.

RDS nie zajęła się w środę propozycją prezydenta, by objąć nauczycieli 50-procentowymi kosztami uzyskania przychodu. Jak słyszymy w kręgach rządowych, politycy PiS nie byli zachwyceni ani inicjatywą Andrzeja Dudy, ani tym, co zaproponował. Z rządowych analiz wynika, że to zbyt kosztowna propozycja.

Obie strony sporu – zarówno związkowcy z ZNP i FZZ, jak i przedstawiciele rządu – zgodziły się, że negocjacje muszą zmierzać ku końcowi. Do podpisania porozumienia gotowa jest NSZZ Solidarność, która „osiągnęła swoje minimum negocjacyjne". W środę wieczorem wicepremier Beata Szydło ogłosiła zawieszenie rozmów z nauczycielami do piątku i zapowiedziała przedstawienie nowych propozycji przez rząd.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA