fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Nauczyciele będą pracować dłużej za te same pieniądze?

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nauczyciele boją się, że będą musieli pracować dłużej niż dotychczas za te same pieniądze. MEN uspokaja, że konkretnych rozwiązań nie ma, a wyższe pensum to plotki.

Ministerstwo Edukacji Narodowej potwierdza, że rozpoczyna rozmowy na temat pragmatyki zawodowej nauczycieli – w tym także o nauczycielskim pensum. W środę wznawia pracę zespół do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty, podczas którego przewidziana jest także rozmowa o wymiarze czasu pracy.

– Na pierwszym spotkaniu w ramach zespołu prowadzona będzie dyskusja na temat przepisów dotyczących odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli. Na następnych podejmowane będą kolejne zagadnienia z zakresu pragmatyki zawodowej nauczycieli – informuje Anna Ostrowska, rzeczniczka MEN.

Przeczytaj także: Podwyżki dla nauczycieli w 2020 r. wymuszą zwolnienia?

W skład zespołu, oprócz przedstawicieli ministerstwa, wchodzą także nauczycielskie związki zawodowe i samorządowcy.

Obecność podczas prac zespołu przedstawicieli nauczycieli nie uspokaja jednak środowiska nauczycielskiego, które po sygnałach płynących z MEN oraz polityków PiS z sejmowej Komisji Edukacji, obawiają się drastycznego wzrostu pensum.

– Słyszałam od polityka PiS, że będą próby różnicowania nauczycielskiego pensum. Nauczyciele przedmiotów, z których są egzaminy, mają pracować krócej, ok. 22 godzin tygodniowo, a nauczyciele innych przedmiotów dłużej. Podobno pensum nauczycieli wychowania fizycznego ma wzrosnąć do 27 godzin czyli o 50 proc. – mówi przedstawicielka jednej z oddolnych inicjatyw nauczycielskich. – Takie rozwiązanie skłóciłoby środowisko szkolne – dodaje.

– Nie słyszałam o takich wymiarach pensum, choć na posiedzeniu komisji, w którym brał udział minister Piontkowski, pojawiały się sygnały o tym, by zwiększyć wymiar pracy przy tablicy. Pytałam ministra o konkretne liczby, ale ich nie podał – mówi posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Posłanka zwraca też uwagę na to, że nie można mówić o tym, że nauczyciele wychowania fizycznego pracują mniej, bo w zakresie ich obowiązków są np. wyjazdy z uczniami na zawody w weekendy czy dodatkowe zajęcia sportowe.

MEN jednak uspokaja: – Nie ma takich propozycji, pojawiające się w przestrzeni publicznej konkretne rozwiązania są nieprawdziwe – zapewnia Anna Ostrowska i zaznacza, że resort chce przygotować rozwiązania wspólnie ze związkami zawodowymi i samorządowcami najpóźniej do początku 2021 r.

Wszystko jednak wskazuje na to, że pensum nauczycieli pójdzie jednak w górę. Minister edukacji Dariusz Piontkowski tłumaczył już wcześniej, że nie jest zwolennikiem podwyższenia pensum polonistom czy nauczycielom historii, ale już np. w przypadku nauczycieli wuefu sprawa jest dyskusyjna. Sygnały o jego podwyższeniu pojawiają się regularnie od czasu negocjacji w okresie strajku. Ówczesna wicepremier Beata Szydło, która przewodniczyła tym rozmowom, położyła na stole propozycję, by od września 2020 r. pensja nauczyciela dyplomowanego wzrosła o 250 zł brutto przy równoczesnym podwyższeniu pensum. Nauczyciele na to się nie zgodzili, bo ta podwyżka byłaby niemal niezauważalna i niższa od oczekiwanej. A ZNP policzył, że przy takim rozwiązaniu pracę może stracić nawet 80 tys. pedagogów.

– Z drugiej strony w małych szkołach często brakuje godzin dla nauczycieli fizyki czy chemii. Są więc zmuszeni do jeżdżenia po różnych placówkach i łatania etatów. Przy podwyższonym pensum nie będą uczyli w dwóch czy trzech szkołach, ale czterech czy pięciu – mówi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Nauczyciele zwracają także uwagę na to, że rzeczywiście w wielu szkołach jest mniej nauczycieli niż planowanych etatów, ale wynika to z coraz większych trudności ze znalezieniem kadry. Podwyższone pensum oznacza więc dla wielu obniżkę wynagrodzenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA