fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Coraz więcej szkół uczy hybrydowo

Wielu rodziców nie zgadza się, aby ich dzieci nosiły maseczki w szkole
Rzeczpospolita/ Marian Zubrzycki
Sanepid zgodę na zmianę trybu kształcenia wydaje tylko w ostateczności.

51 szkół w Polsce kształci na odległość, 100 w systemie hybrydowym – podało w czwartek Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jest to bilans pierwszego tygodnia nauki po powrocie dzieci do szkół.

– Widzimy, że na początku roku szkolnego większość szkół przechodziła całkowicie na tryb nauki na odległość. Teraz jednak szkół, które przeszły na system mieszany, jest więcej niż tych, w których jest wyłącznie nauka na odległość – mówił podczas konferencji prasowej szef MEN Dariusz Piontkowski. – Wydaje się, że jest to dobre rozwiązanie.

A szkół hybrydowych przybywa rzeczywiście lawinowo. W środę placówek uczących online było 45, a hybrydowo – 87. Dzień wcześniej było ich odpowiednio 37 i 58. W poniedziałek 35 i 45. W poprzedni piątek w mieszanym trybie uczyli się uczniowie 22 szkół, a zdalnie – 54.

Minister Piontkowski tłumaczy, że spadek liczby szkół kształcących zdalnie to zasługa sanepidu. – Inspekcja sanitarna nie poddaje się emocjom, prowadzi dochodzenie epidemiologiczne i na podstawie obiektywnych danych decyduje o ewentualnej zmianie trybu kształcenia – mówi minister.

Problem jednak w tym, że taką zgodę od sanepidu bardzo trudno uzyskać. – Dyrektorzy szkół otrzymali pisma, w których kuratoria poinformowały ich, że mogą wnioskować o zmianę trybu pracy na zdalny lub hybrydowy, ale raczej otrzymają decyzję odmowną – mówi Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Tak było m.in. w I LO w Garwolinie, w których dodatnie wyniki testu na zakażenie koronawirusem otrzymało dwoje uczniów. Zwrócono się wówczas do sanepidu o zgodę na nauczanie zdalne. Władze miasta, jak podają lokalne media, spodziewały się, że taka decyzja zostanie wydana. Jednak inspekcja odmówiła. A ostatecznie lekcje online mogą się odbywać wyłącznie w klasach maturalnych. – Na dyrektorów szkół zrzucono odpowiedzialność za zdrowie dzieci, ale nie dano im narzędzi do tego, by mogli zapewnić uczniom bezpieczeństwo – mówi Pleśniar. – Elastyczność i autonomia dyrektorów szkół, o których mówił minister, to fikcja.

Dyrektorom trudno też walczyć z rodzicami, którzy nie chcą, aby ich dzieci nosiły w szkole maseczki czy przyłbice. Nie chcą się też zgodzić na mierzenie temperatury, a także izolację ucznia, gdy ten wykazuje objawy choroby. Rodzice argumentują, że nie ma takich wytycznych dla całego kraju. A utrudnienia dla uczniów to widzimisię dyrektorów. – Jeśli taki zapis znalazł się w regulaminie szkoły, rodzice muszą go respektować – tłumaczy Piontkowski. Jego zdaniem można takie obostrzenia wprowadzać wtedy, gdy w szkole są np. zbyt wąskie korytarze utrudniające utrzymanie dystansu.

Na zbytnie zagęszczenie szkół zwrócił także uwagę rzecznik praw dziecka. „Samorządy, wykorzystując pandemię i luki w przepisach, oszczędzają na szkołach, rozwiązując małe klasy, a uczniów umieszczając w przepełnionych oddziałach” – napisał w piśmie do MEN Mikołaj Pawlak. Zaapelował też do ministerstwa o zmianę przepisów dotyczących liczebności klas, tak by w jednej nie było więcej niż 25 osób.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA