fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Zalewska o pracy w MEN: Sukcesy mogłabym wymieniać bez końca

Fotorzepa/Marian Zubrzycki
Nie żałuję ani jednego dnia w MEN. Mimo trzyletniego, zorganizowanego hejtu. Trzeba było to zrobić, a efekty zobaczymy w najbliższych latach - mówiła w wywiadzie dla Interii Anna Zalewska, była minister edukacji, obecnie europosłanka PiS.

Zalewska przekonywała o powodzeniu reformy edukacji, którą przeprowadzała jako szefowa MEN, a która, jak twierdzi, "nie była jej pomysłem".

Szczególnie dumna jest ze stworzenia czteroletniego liceum, "z bardzo nowoczesnymi podstawami programowymi i z szerokopasmowym internetem" - zapewniała, że do końca roku większość szkół "powinna mieć" takie narzędzia.

Równie zadowolona jest Anna Zalewska z programu "Aktywne tablice", mLegitymacja i eLegitymacja. Przyznaje natomiast, że sporo jest jeszcze do zrobienia, by wyeliminować wykluczenie cyfrowe.

Zalewska mówi, że jej niespełna 4-letnie szefowanie resortowi edukacji to "lata potężnej satysfakcji i ogromnej pracy", mimo "ogromnego hejtu ze strony totalnej opozycji, związków zawodowych i dziennikarzy".

- Jeśli chodzi o sukcesy, to mogłabym bez końca wymieniać. Najważniejsze to sprawa sześciolatków, które ze szkół wróciły do przedszkoli, reforma edukacji przywracająca system 8+4 i szkoły branżowe, oraz rozpoczęcie od podstaw rewolucji cyfrowej na szeroką skalę - mówiła Zalewska.

Przekonywała, że moment, w którym przeprowadzono reformę, a szczególnie likwidację gimnazjum, był jedynym, w którym można to było zrobić.

- Zanim podjęłam decyzję, wszystko wyliczyłam. To była kumulacja dwóch najmniej licznych roczników. Ani rok wcześniej, ani rok później nie dało się tego zrobić - twierdzi była minister.

Anna Zalewska uważa, że sposobem na nauczanie w czasie pandemii koronawirusa byłoby skrócenie lekcji z 45 do 30 minut, bo 30-minutowe lekcje wystarczyłyby do realizacji podstawy programowej.

Europosłanka jest zdziwiona, że ani obecne władze, ani dziennikarze nie proszą jej o rady w tym trudnym czasie. Uważa, że dzieje się tak z powodu pandemii. 

-  Myślę, że pandemia spowodowała, że ograniczyliśmy się w różnego rodzaju kontaktach. To też pewnie kwestia tego, że oficjalnie w PE jestem w komisji środowiska, co jest moją pasją. Od lutego pracuję nad bardzo trudnym i złym w konsekwencjach prawem klimatycznym. Być może takie są właśnie powody - mówi.

Źródło: Interia
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA