fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Kolejny strajk nauczycieli może być włoski

Fotorzepa, Roman Bosiacki
Do ZNP trafiają odpowiedzi nauczycieli na ankietę w związku z ewentualnym kolejnym strajkiem. Na podstawie danych z czterech województw można powiedzieć, że strajk włoski jest "rzeczą dominującą" - poinformował w Radiu Zet Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Sławomir Broniarz powiedział, że w kwietniu nauczyciele pokazali, iż są gotowi na "bardzo dramatyczną, bardzo spektakularną, ale także bardzo kosztowną formę protestu". - O tym, jaka będzie forma protestu po wyborach, zdecyduje przede wszystkim wynik sondażu, który robimy - dodał w Radiu Zet szef ZNP.

Sondaż związku miał trwać do końca września. - On zawierał trzy pytania: co sądzimy o polityce, o jakości edukacyjnej działalności w naszym kraju, jaka ewentualnie jest nasza ocena tego systemu, co chcielibyśmy w pierwszej kolejności naprawić i trzecie pytanie dotyczyło form protestu - mówił Broniarz. Jak ujawnił, ocena dwóch pierwszych kwestii wypadła "bardzo negatywnie". Z ankiety wynika, że nauczyciele chcą zmian zasad finansowania edukacji, w tym podwyżek, oraz zmiany podstawy programowej i zwiększenia autonomii w szkole.

Broniarz powiedział, że ZNP ma wyniki sondażu z czterech województw. Wśród nich najczęściej wskazywaną formą protestu jest strajk włoski. - Jeżelibyśmy mieli się opierać na tych czterech województwach, to tam ten strajk włoski, przyjmując jakby umowną formę, jest rzeczą dominującą - zaznaczył.

Na czym może polegać strajk? - Żebyśmy nie wykonywali żadnych czynności dodatkowych, które nie są zapisane w ustawie Karta Nauczyciela, które nie są sformułowane w statutach szkół, a które spadają na barki nauczycieli - dodał.

- Żadne zajęcia dodatkowe, żadne wyjazdy, wycieczki tudzież naprawa sprzętu informatycznego, zaopatrywanie w podręczniki - wymieniał.  Ocenił, że na nauczycieli w Polsce nakłada się "całą masę" zadań, które "de facto ograniczają" kontakt nauczyciela z dzieckiem.

Możliwe są inne niż strajk włoski formy protestu nauczycieli. - Jest także mowa o demonstracjach, o pikietach, o okupacji budynków, to jest cała kolorystyka różnego rodzaju propozycji, które się pojawiają. Przypomnę, że to jest 600 tys. ludzi - zaznaczył szef ZNP.

Broniarz poinformował, że wśród odpowiedzi na sondaż pojawiają się propozycje powrócenia do formy protestu z pierwszej połowy tego roku. - Nie ulega wątpliwości, że trudno byłoby ponownie w takiej skali to zrobić, ale są także i takie środowiska, takie miasta, które mówią wyraźnie: mimo ogromnych wyrzeczeń, ogromnych strat, ogromnych kosztów, jakie ponieśliśmy, nie zawahamy się także w sprawie takiej formy protestu – mówię tutaj o strajku - powiedział.

Decyzja o ewentualnym wznowieniu protestu nauczycieli ma zapaść "najprawdopodobniej" we wtorek i zostać ogłoszona w środę - poinformował Broniarz.

Mniej nauczycieli, wyższe pensje? "Nie godzimy się na to"

Szef ZNP przyznał, że nie wie, ilu nauczycieli w tym roku odeszło z zawodu. Odnosząc się do zapowiadanej na przyszły rok 6-proc. podwyżki dla nauczycieli stwierdził, że podwyżkę zapowiedział minister edukacji, ale "minister finansów ani premier tego nie widzą w budżecie państwa", a w budżecie państwa na rok 2020 "nie ma żadnych środków" na podwyżki.

- Jeżeli to ma być tak, że będziemy więcej pracować, że będą zwolnieni nauczyciele, a wygospodarowana pula pieniędzy zostanie podzielona na tę mniejszą liczbę nauczycieli, to my się na to nie godzimy - zadeklarował Broniarz.

Źródło: Radio ZET
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA