fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Broniarz: 500 tys. nauczycieli za strajkiem

Sławomir Broniarz
Sławomir Broniarz
tv.rp.pl
To nie jest protest szalonych działaczy z ZNP, tylko całego środowiska – mówił w #RZECZoPOLITYCE Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Zuzanna Dąbrowska: Dzień dobry, Zuzanna Dąbrowska, #RzeczoPolityce. Moim gościem jest Sławomir Broniarz szef ZNP.

Sławomir Broniarz: Dzień dobry.

Czytaj także:

Jak zachowa się rząd wobec strajku nauczycieli?

Trwa referendum strajkowe do 25 marca i do tego czasu będzie dokładnie wiadomo ilu nauczycieli przystąpi do strajku, ale na pewno macie jakieś wstępne wyliczenia ilu nauczycieli zastrajkuje 8 kwietnia.

25 Marca to jest moment graniczny, aczkolwiek mamy sygnały, że nie wszyscy zdążą do tego dnia, więc ci, którzy później weszli w spór zbiorowy, a przede wszystkim dotyczy to szkół, gdzie nie było ZNP, a które weszły w spór zbiorowy. Dziś możemy powiedzieć, że w około 80% szkół dojdzie do strajku, jest to efekt owego referendum i udział nauczycieli szacujemy mniej więcej na 80% stanu osobowego, czyli to będzie na pewno ponad 500 tysięcy osób, które dzisiaj zadeklarowały gotowość wzięcia udziału w strajku.

Pół miliona osób, to jest bardzo duża grupa.

To są nie tylko nauczyciele, to są także pracownicy nie będący nauczycielami.

To ważne zastrzeżenie, ale ta duża grupa jest w stanie poprzez strajk spowodować, że uczniowie będą mieli bardzo duże kłopoty.

Tak, ale ta duża grupa podjęła decyzję o strajku, data strajku została wyznaczona już 4 marca, wtedy u prezydenta było posiedzenie Rady Dialogu Społecznego. To był pierwszy moment, kiedy można było tym młodym ludziom powiedzieć: nie lękajcie się, ja jako prezydent Rzeczpospolitej spróbuję ten problem rozwiązać, a prezydent nie zająknął się nawet na ten temat. Każdy kolejny dzień oddala nas od porozumienia.

Dlaczego?

Dlatego, że od 4 marca nie wydarzyło się nic, co by wskazywało na to, że strona rządowa ma jakąkolwiek propozycję dla nas, nie pojawiły się żadne racjonalne, czy nawet nieracjonalne propozycje rozwiązania tego konfliktu. Natomiast jesteśmy zasypywani obelgami, inwektywami, przez potężną machinę propagandową, która ma na celu zdewaluowanie ZNP, mojej osoby i intencji tego strajku.

Podczas konferencji pani minister Anny Zalewskiej padło hasło opamiętajcie się. Opamiętacie się?

Sądzę, że pani minister raczej to hasło kieruje do swoich kolegów i koleżanek z rządu, opamiętajcie się nie stawiajcie sprawy na ostrzu noża, bo przeciwko waszej bierności, ministra finansów, premiera itd. - jest potężna grupa nauczycieli i pracowników, przy wsparciu rodziców, przy wsparciu samorządów, którzy mówią wyraźnie: tak dalej być nie może. Nie możemy tolerować sytuacji w której z jednej strony oczekujemy od nauczycieli coraz większego wysiłku i słusznie, a z drugiej strony mówimy - będziecie pracować za 1800zł. Momentem, który był najistotniejszy, albo jednym z bardziej istotnych w tym procesie narastania napięcia, było odrzucenie przez parlament poprawki PO, która zmierzała do zwiększenia budżetu na edukację o 4 miliardy. Za 3 dni pojawia się sobota cudów” i pojawia się nagle 40 miliardów złotych. Skoro jednego dnia parlament, mówi nie stać nas na 4 miliardy, a 2 dni później prezes Kaczyński mówi dajemy 40 miliardów, to jest to sytuacja, która zadecydowała o naszej postawie.

Co się zmieniło w nauczycielach przez ostatnie lata, że dziś są gotowi strajkować i to jeszcze w sposób bardzo kontrowersyjny?

Nauczyciele nie są grupą, która jest skłonna do radykalnego stawiania sprawy, nie jest skłonna do radykalnych form walki o swoje prawa, o prawa edukacji, dlatego, że jesteśmy grupą nad która ciąży trochę takie romantyczne przesłanie o misji, posłannictwie. Z drugiej strony, to jest środowisko silnie sfeminizowane i jeżeli patrzymy na ten radykalizm, to jednak on po stronie mężczyzn jest zdecydowanie bardziej wyrazisty. To jest grupa, w tej chwili licząca prawie 700 tysięcy osób, ale zatomizowana na 30 tysięcy szkół, przedszkoli i innych placówek. Trudno jest ich w sposób radykalny poruszyć, to nie są górnicy, to nie są te zawody silnie męskie, które pierwiastek protestu mają zakodowany. Prawo oświatowe, ale także prawo o sporach zbiorowych mówi, że dla nas pracodawcą jest dyrektor, a w zasadzie szkoła i waży to na tym, że my mówimy: nie będziemy protestować przeciwko swojemu dyrektorowi. Będziemy żądać przecież podwyżek od dyrektora, który nie jest kreatorem budżetu... Ale coraz częściej od 2012 roku widzimy, że spadają nasze płace w relacji do PKB, spadają nasze płace w relacji do płacy minimalnej, jeszcze w roku 2012, wynagrodzenie nauczyciela, wynosiło mniej więcej 150% płacy minimalnej, dziś wynosi to 112-114%,. Ubożejemy. Pani minister mówi, że mamy miliardy, które wydajemy na edukację, tylko, że te miliardy nie przekładają się na wzrost pensji nauczyciela w sposób znaczący.

Ile z tego radykalizmu wynika z łączenia się dwóch elementów, czyli presji płacowej, z reformą edukacji. Czy jedno z drugim ma coś wspólnego?

Moim zdaniem bardzo dużo, dlatego, że ta reforma miała być niezauważalna, bezkosztowa, i miała być elementem, który będzie odpowiadał na potrzeby społeczne - nic bardziej błędnego. Reforma jest kosztowna i mówią o tym samorządy, ona jest dostrzegalna bardzo boleśnie przez uczniów, rodziców, przez samorządy, ale nade wszystko ona uwstecznia system edukacji. Pomija fakt, że mamy XXI wiek, że nauczyciel przestał być jedynym źródłem wiedzy, że mamy potężne narzędzia, i natłok informacji, który lokuje tego nauczyciela na zupełnie innej pozycji. A pani Zalewska mówi, że trzeba się cofnąć do XIX wieku. Są też bardzo kontrowersyjne zapisy ustawy programowej, która powoduje, że tego materiału jest bardzo dużo. Dziecko przebywa czasami dłużej w szkole niż jego rodzic w zakładzie pracy. Powoli odchodzimy od autonomii szkoły, dyrektora, wchodzimy w takie ramy, gdzie jak koń z klapkami mamy tylko realizować cele polityki państwa.

Załóżmy, że jest strajk, który z punktu widzenia związku się udał, czyli 80% nauczycieli przystąpiło do strajku, być może dołączyła się Solidarność. Co dalej, co z tymi którzy nie będą mogli zdawać egzaminów? Co mają robić?

Dla nas strajk będzie udany wtedy, kiedy osiągniemy cele, które są powiązane ze strajkiem, czyli osiągniemy wzrost wynagrodzenia nauczycieli, jako element spójny ze wzrostem nakładów na edukację. Jeżeli osiągniemy tylko i wyłącznie sukces polegający na tym, że nauczyciele dostaną podwyżkę, a nie przełożymy tego na wzrost wydatków subwencyjnych, to ta podwyżka, może się odbywać kosztem samorządów, a widzimy, że są samorządy takie, które nie cierpią na biedę, ale są takie samorządy, które ledwie wiążą koniec z końcem. Nie chcielibyśmy, żeby nauczyciele byli w zakładnikami poziomu zamożności organu prowadzącego. Wydaje nam się, że było na to wystarczająco dużo czasu, abyśmy tego problemu nie przekładali na ostatnią chwilę, żebyśmy nie stawiali sprawy na ostrzu noża i nie mówili dzieciom, że te egzaminy nie odbędą się dlatego, że nauczyciele strajkują. Rząd miał miesiąc, aby na to zareagować.

W poniedziałek spotyka się Rada Dialogu Społecznego, czy wierzy pan, że dogadacie się z panią minister Zalewską - bo to ona będzie uczestniczyć w tych rozmowach, nie będzie tam premiera Morawieckiego.

Mam bardzo sceptyczny stosunek do tego, czy dogadamy się z panią minister, dlatego, że jakby pani minister miała świadomość skali zagrożenia, to pewnie dziś bylibyśmy w zupełnie innym położeniu. Epatowanie opinii publicznej wskaźnikami, że zaledwie 20% szkół weszło w spór zbiorowy, lekceważące odnoszenie się do tego, mówienie, że przecież nauczyciele dostają podwyżki, że wydaliśmy 6 miliardów - takie mniej lub bardziej udane wypowiedzi pani minister doprowadziły tylko i wyłącznie do tego, że dzisiaj nie musimy wiele robić, żeby to środowisko zachęcić do protestu. Jeżeli do protestu zgłaszają się szkoły, w których nauczycielką była pani minister Zalewska, pan minister Kopeć to pokazuje, że to nie jest problem tylko jakiejś grupy szalonych działaczy ZNP, to jest protest całego środowiska.        

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA