fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Polityczne dyscyplinarki na uniwersytecie

Uniwersytet Warszawski, Brama Główna
Fotorzepa, Magda Starowieyska
Na Uniwersytecie Warszawskim rozgorzała wojna dwóch obozów, za którymi stoją prawnicy: Jan Majchrowski, powołany przez Andrzeja Dudę sędzia Sądu Najwyższego, oraz Wojciech Sadurski, ostro walczący z PiS na Twitterze.

Dr hab. Jan Majchrowski, który pełni obowiązki prezesa Izby Dyscyplinarnej SN, złożył do rektora UW wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności dyscyplinarnej prof. Wojciecha Sadurskiego. Motywuje go uporczywym naruszaniem godności nauczyciela akademickiego oraz zasad etyki. Sadurski miał nazywać prezydenta „Plasteliną”, Jacka Kurskiego – Goebbelsem, a o sędziach Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, którą kieruje Majchrowski, pisać: „nieudacznicy i niedorajdy”.

To kolejna odsłona wojny, jaka od wielu miesięcy toczy się za murami Uniwersytetu Warszawskiego. Prawników wykładających na uczelni podzielił stosunek do zmian w sądownictwie. W tej sprawie były już listy otwarte, polityczne oświadczenia i ataki na kolegów, którzy decydowali się zgłaszać do zmienionych przez PiS instytucji: Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego.

W ostatnich miesiącach z wykładowców UW najmocniej atakowany był właśnie Jan Majchrowski, który zgłosił swoją kandydaturę do nowo powołanej Izby Dyscyplinarnej SN.

 

List otwarty

Spór rozkręcał się od dłuższego czasu. Pod koniec września Jan Majchrowski otrzymał list od prof. Marka Wąsowicza z Wydziału Prawa i Administracji i zarazem dyrektora Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych. Prosił go w nim o przyłączenie się do „Listu otwartego” Marcina Matczaka nawołującego do rezygnacji z kandydowania do Sądu Najwyższego określonych osób z WPiA UW, w właśnie Majchrowskiego. W tej sprawie Majchrowski wydał głośne oświadczenie, w którym dość złośliwie ocenił kompetencje prof. Wąsowicza: „Oczekiwanie, że ktoś podpisze list otwarty kierowany do samego siebie, w którym zaprotestuje wobec swojego własnego zachowania, nie mieści się w zasadach poprawnego myślenia, tak potrzebnego do wykonywania zawodu prawnika”.

Majchrowski uznał przy tym, że „List otwarty” zawiera określenia naruszające jego dobra osobiste, przy czym właściwie jedynym zarzutem wobec niego jest to, że zgłosił swoją kandydaturę do nowo powoływanej Izby Dyscyplinarnej SN „na podstawie obowiązujących i należycie opublikowanych w Dzienniku Ustaw przepisów ustawy oraz opublikowanego w Monitorze Polskim obwieszczenia Prezydenta RP”. I dodał uszczypliwie: „Rozumiem zatem, że sygnatariusze »Listu otwartego« domagają się, by każdy obywatel RP, który zechce skorzystać ze swych obywatelskich praw, musiał odtąd weryfikować swe zamiary u sygnatariuszy tego listu...”.

Oświadczenie to do czerwoności rozgrzało emocje na Wydziału Prawa i Administracji UW. Duża część prawników była oburzona jego sarkastyczną formą. Ale byli też tacy, którzy do tej pory woleli się nie wychylać, a teraz uznali, że wreszcie ktoś celnie wypunktował tych naukowców, „którzy uzurpują sobie funkcje nie tylko Trybunału Konstytucyjnego, ale także najwyższego autorytetu moralno-etycznego w Polsce” – jak pisał Majchrowski. I z uznaniem wypowiadali się o jego odwadze.

Dwa wnioski o dyscyplinarkę

We wtorek 6 listopada media obiegły informacje o wniosku o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec nowego sędziego SN. Majchrowski jako opiekun studenta Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych (MISH) odrzucił plan zajęć, który ten przedłużył mu do akceptacji, oceniając, że prowadzący wybrane przez studenta zajęcia prof. Wojciech Sadurski „nie odpowiada poziomowi”, który on „uważa za właściwy i odpowiedni dla profesora UW”. Prof. Wąsowicz, dyrektor Kolegium MISH, miał uznać ten wpis za oburzający, a Majchrowski miał za karę stracić funkcję tzw. tutora.

– Prof. UW dr hab. J. Majchrowski sprawował opiekę tutorską w ramach Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych tylko nad tym jednym studentem. W związku sytuacją, o której mówimy, student zwrócił się z prośbą do władz Kolegium o zmianę tutora. Ta zmiana się odbyła – wyjaśnia całą sytuację „Rzeczpospolitej” Anna Korzekwa-Józefowicz, rzecznik prasowy UW. I dodaje: – W czwartek do rektora wpłynęła formalna korespondencja w tej sprawie. Dyrektor Kolegium zwraca uwagę, że „adnotacja poczyniona przez profesora na publicznym dokumencie, jakim jest plan studiów studenta, narusza podstawowe standardy akademickie, godzi w etos pracownika Uniwersytetu, a tym samym uwłacza godności nauczyciela akademickiego”.

W piśmie można też przeczytać, że „odmowa zatwierdzenia planu studiów pociąga za sobą poważne konsekwencje dla podopiecznego” (chodzi o niezliczenie etapu studiów), co – zdaniem prof. Wąsowicza – „stanowi dowód nagannego braku odpowiedzialności tutora”. Dyrektor Kolegium wnioskuje też o „egzekwowanie odpowiedzialności dyscyplinarnej”.

Jan Majchrowski w oświadczeniu wydanym w czwartek odpowiada, że wniosek o postępowanie dyscyplinarne „to nie pierwsza akcja organizowana przez Marka Wąsowicza tak na UW, jak i w przestrzeni medialnej, obejmująca nie tylko mnie, ale i inne osoby powołane na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego do nowo powstałych jego Izb”. Twierdzi, że chodzi o to, iż „ośmielił się krytycznie ocenić poziom reprezentowany przez W. Sadurskiego”.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” tłumaczy, że nie była to wcale krytyka publiczna, bo zakwestionowany przez niego plan zajęć to dokument, który miał trafić jedynie do dziekanatu MISH – Zawsze było naturalne, że wewnątrz uniwersytetu dochodzi do wzajemnej krytyki ze strony naukowców. Na radach wydziałowych często padają jeszcze mocniejsze słowa. Problem w tym, że ktoś ten dokument wyciągnął i przesłał do radia RMF FM – mówi „Rz” Jan Majchrowski.

W oświadczeniu podkreśla, że to nie on w całej tej sytuacji jest agresorem: „Rozumiem jednocześnie, że prof. Marek Wąsowicz gotów jest uznać przywołane wypowiedzi Wojciecha Sadurskiego za właściwe, natomiast ich krytykę przeze mnie za zasługującą na surową karę...”. W tym samym oświadczeniu Majchrowski poinformował, że złożył wniosek o dyscyplinarkę dla prof. Wojciecha Sadurskiego, a w rozmowie z „Rz” podkreśla, że zrobił to (z potwierdzeniem przyjęcia) już we wtorek o 10 rano, tłumacząc, że było to z pewnością przed skargą prof. Wąsowicza.

Osobiste przyczyny sporu

Majchrowski zaprzecza, że swój wniosek złożył jedynie z przyczyn osobistych. Jednak konflikt między prawnikami ciągnie się już jakiś czas. Majchrowski snuje domysły, że być może atak na Twitterze to zemsta za krytykę kandydatury Sadurskiego na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, jaką w 2010 r. po katastrofie w Smoleńsku lansował w mediach Ryszard Kalisz z SLD. Majchrowski stwierdził wówczas, że kandydat ten ma zbyt wyraziste lewicowo- liberalne poglądy.

Jednak w swoim oświadczeniu Majchrowski zdaje się przyznawać, że sprawa ma drugie dno. Broniąc się przed zarzutem „ześwinienia”, pisze: „Nigdy też ani ja, ani mój ojciec, ani nikt z mojej rodziny nie »ześwinił się« np. przez bliskie związki z władzą komunistyczną, zasiadanie w marionetkowym Sejmie PRL i czerpanie z tego korzyści i przywilejów, które mogłyby skutkować poczuciem bezkarności...”. Wygląda to na osobisty atak na Wojciecha Sadurskiego, jako że jego ojciec, również prawnik – Franciszek Sadurski, rzeczywiście przez cztery kadencje (w latach 1965–1972 i 1976–1985) był posłem ZSL na Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Pytany o tą uszczypliwość Majchrowski zaprzecza, że odnosi się w ten sposób do rodzinnych korzeni prof. Sadurskiego: – Piszę jedynie o mojej rodzinie i jej historii – mówi „Rzeczpospolitej”. Jego ojcem zaś jest Stefan Majchrowski, pisarz i rotmistrz Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej, po wojnie inwigilowany przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa.

Przeciwnicy zarzucają prof. Sadurskiemu, że tweet, w którym pisał o „ześwinieniu” Majchrowskiego, specjalnie opublikował 1 września, w dzień szczególny dla sędziego SN, jako że jego ojciec walczył w kampanii wrześniowej, po której trafił do niemieckiej niewoli w oflagu w bawarskim Murnau. Pojawiły się też komentarze, że syn działacza ZSL oskarża dziś o współpracę z władzą syna antykomunistycznego pisarza. Czy losy rodzinne obu prawników rzeczywiście mogą wpływać na temperaturę sporu?

Wojna na uszczypliwości

Jak cały ten spór widzi prof. Wojciech Sadurski? – Dr hab Jan Majchrowski broni się przez atak. Ale nie ma żadnej analogii miedzy sprawą dyscyplinarną wszczętą przeciw niemu przez MISH (nie przeze mnie!), a jego zarzutami dyscyplinarnymi przeciwko mnie – komentuje wniosek o pociągnięcie go do odpowiedzialności dyscyplinarnej. – MISH zarzuca mu nieetyczną czynność urzędową, której ofiarą był jego student – czyli oczywiste przewinienie w trakcie wykonywania działań służbowych na uczelni. On z kolei zarzuca mi niewłaściwe, jego zdaniem, wypowiedzi w dyskursie publicznym. Fakt, że nie widzi on, że w dyskursie publicznym, ale już nie w trakcie wykonywania czynności służbowych, realizujemy swoje konstytucyjne uprawnienia wolności słowa, fatalnie świadczy o nim jako prawniku – twierdzi Sadurski.

Zapytany, czy ma sobie coś do zarzucenia w związku z przywoływanymi we wniosku dyscyplinarnym określeniami, jakimi posłużył się na Twitterze, stwierdza: – Nie wycofuje się z żadnych określeń użytych w debacie publicznej i nie zamierzam tłumaczyć się z nich przed dr. Majchrowskim. Jest on oburzony rozmaitymi ostrymi określeniami, których użyłem głównie wobec osób innych niż Majchrowski. Nie wiem, jakie ma on umocowania, by bronić prezydenta lub inne władze przede mnę. Być może robi to z nadgorliwości dworskiego prawnika… – żartuje Sadurski. Po czym dodaje, że nie jest mu jednak do śmiechu: – Taka bufonada byłaby śmieszna, gdyby nie chodziło o osobę stojącą na czele kagańcowego systemu dyscyplinarnego, właśnie zainstalowanego przez min. Ziobro. Dr Majchrowski wysyła sygnał do władz, ze mogą liczyć na jego lojalność w walce z niepokornymi sędziami, a do samych sędziów, korzystających czasem z wolności słowa w domenie publicznej, ze nie maja co liczyć na pobłażliwość – komentuje „Rzeczpospolitej”.

Trudno nie zauważyć, jak po obu stronach kwestie największej wagi przeplatane są zwykłymi złośliwościami. Uszczypliwościom nie ma końca, ale sprawy dyscyplinarne toczą się już na poważnie.

– Teraz oba wnioski – dyrektora Kolegium MiSH w sprawie prof. Majchrowskiego oraz prof. Majchrowskiego w sprawie prof. Sadurskiego – rozpatrzy rzecznik dyscyplinarny UW ds. nauczycieli akademickich – tłumaczy „Rzeczpospolitej” rzecznik prasowy Anna Korzekwa-Józefowicz. I dodaje: – Obawiamy się jednak, że jakiekolwiek rozstrzygnięcia ciał uczelnianych nie zakończą sporu. Bo jest to de facto spór pozauniwersytecki. Animozje o podłożu personalnym (politycznym?) są przenoszone na Uniwersytet Warszawski.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA