fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Mniej testów, więcej doświadczeń i czas na nudę. Czy tak powinna wyglądać szkoła przyszłości?

W dyskusji wzięli udział (od lewej): Marek Metrycki, partner zarządzający w Deloitte Polska; Marcin Biernacki, Interaktywne Edukacyjne Muzeum w Paczkowie; Marcin Bruszewski, wiceprezes fundacji Social Wolves, organizator olimpiady Zwolnieni z Teorii; Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie, oraz Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”
Robert Gardziński
Więcej pracy przy projektach, mniejszy nacisk na wiedzę teoretyczną – tak zdaniem ekspertów powinna zmienić się polska szkoła.

Nie da się stworzyć systemu edukacyjnego, który byłby aktualny przez dziesięciolecia. W zależności od tego, jak zmieniać się będzie gospodarka, tak należy reformować szkołę. Jakie zmiany powinna przejść oświata, by odpowiadała na wyzwania gospodarki 4.0 i 5.0, zastanawiali się uczestnicy panelu „System edukacji formalnej od szkoły podstawowej do ukończenia szkoły średniej (liceum): gdzie jesteśmy i co trzeba zmienić, aby szkoła kształtowała młodych ludzi dostosowanych do potrzeb dalszego procesu edukacji i rynku pracy?”.

– Edukacja powinna być absolutnym priorytetem dla polskiego rządu. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w gospodarce dokonuje się zmiana, którą określa się mianem czwartej rewolucji przemysłowej, a lada chwila pojawi się piąta rewolucja. System oświaty musi się do tego dostosować – mówił Marek Metrycki, partner zarządzający w firmie Deloitte Polska.

Jak podkreślał, rząd opracował strategię odpowiedzialnego rozwoju, w której słusznie zdiagnozowano, że w Polsce potrzeba przede wszystkim innowacji. – Ten, kto pierwszy dostosuje system edukacji do możliwości, które stwarza dzisiejszy świat, wygra wyścig. Dlatego tak ważne jest, byśmy świadomie go zmieniali, mając na uwadze to, w którą stronę rozwijać się będzie gospodarka – podkreślał Metrycki.

Zdaniem ekspertów kluczem do sukcesu jest zmiana sposobu nauczania – z teoretycznego na bardziej praktyczny. – 2,5 tys. lat temu Konfucjusz wygłosił słynne zdanie: „Powiedz mi, a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól mi zrobić, a zrozumiem”. Problem jednak w tym, że na razie szkoła nie pozwalała dzieciom na to trzecie. To dlatego, że trzeba było zbudować społeczeństwo, które jest w stanie się nakarmić – zwrócił uwagę Marcin Biernacki, twórca Interaktywnego Edukacyjnego Muzeum w Paczkowie.

Ta forma kształcenia kompletnie jednak nie przystaje do współczesności. – Uczenie procedur nie ma sensu, bo one zmieniają się w błyskawicznym tempie. A schematy ograniczają człowieka. Dzisiaj trzeba zachęcić dzieci do poznawania świata – mówił Biernacki. – Jeśli uczymy je poprzez zabawę, nie ma ono poczucia, że idzie do szkoły jak do pracy. A i efekty tej edukacji są lepsze. Taka forma nauki wyzwala w dzieciach kreatywność – podkreślał twórca muzeum.

Podobnego zdania jest także Marcin Bruszewski, wiceprezes fundacji Social Wolves, organizator olimpiady Zwolnieni z Teorii. Według niego już za kilka lat automatyzacja przejmie coraz więcej obecnych aktywności zawodowych. – W przyszłości coraz mniej będzie pracy w zawodach powtarzalnych, bo łatwiej zadania te przejmą automaty. Z kolei coraz więcej pracy będzie w zarządzaniu, współpracy z drugim człowiekiem, a także pracy eksperckiej. Do tego typu zajęć potrzebna jest umiejętność pracy w zespole – mówi Bruszewski i przypomina, że tzw. umiejętności miękkie można kształtować za pomocą metody nauczania wykorzystującej pracę kilku osób przy wspólnym projekcie. – Jest ona zbyt rzadko wprowadzana. Barierą nie jest jednak legislacja, ale świadomość społeczna. Nauczyciele nie potrafią być mentorami i animatorami. Cały czas stawiają się na pozycji kogoś, kto przekazuje wiedzę. A nie o to tu chodzi – dodaje.

Bruszewski podkreślał także, że jeśli już nauczyciele sięgają po metodę projektową, to jedynie przy drobnych ćwiczeniach. – Chodzi o to, by te projekty stawały się coraz bardziej poważne. Niech młodzi budują gospodarkę 4.0 już w szkole. Niech to będzie miejsce, w którym zaczną podejmować inicjatywy i tworzyć startupy – zachęca ekspert.

Jednak zdaniem Jarosława Pytlaka, dyrektora Zespołu Szkół STO na Bemowie w Warszawie, trudno jest wprowadzić nowoczesne metody nauczania w szkole, która jest zorganizowana niemalże na wzór więzienia. – Jest presja na realizację podstawy programowej, presja egzaminów, do których trzeba się przygotować. Nauczycielom brakuje czasu, żeby wspólnie z uczniami robić projekty – wyjaśnia Pytlak.

Potwierdza to także Marcin Bruszewski. – Jestem organizatorem olimpiady, w której młodzi ludzie robią własne projekty społeczne. Rocznie to około 13 tys. osób. Bardzo często słyszymy, że na pracę przy projektach mają czas między godziną pierwszą a czwartą w nocy. W dzień muszą szykować się do matury. W wielu krajach funkcjonuje model, w którym jest wolny dzień na tego typu aktywność. Może powinniśmy i w Polsce wprowadzić takie rozwiązanie – zaproponował.

Jak podkreślał Bruszewski, praca metodą projektową jest szczególnie ważna z uwagi na kształtowanie umiejętności miękkich. – Może się zdarzyć za kilka lat, że będziemy mieć superśrodowisko dla prowadzenia biznesu, pieniądze, ale nie będzie milionów młodych Polaków, którzy potrafiliby pracować w przemyśle 4.0 – twierdzi Bruszewski.

Ale sama zmiana metody kształcenia to jeszcze nie wszystko. Najważniejsze jest zachęcenie dzieci do nauki. – Najistotniejsze jest, aby człowiek w szkole znalazł pasje. To klucz do sukcesu. Tyle że uczeń przeładowany obowiązkami ma mało czasu na odnajdywanie pasji – mówi Metrycki.

Ekspert podkreśla, że szkoła obecnie funkcjonuje w modelu sprzed stu lat, kiedy jej zadaniem było przygotowanie kadry dla przemysłu. Wówczas potrzebowaliśmy ludzi, którzy są w stanie pewne rzeczy wykonywać w określony sposób. – Jednak przyszłość to indywidualizacja. Potrzebujemy ludzi, którzy wchodzą głęboko w pewne dziedziny i potrafią ze sobą współpracować – mówi Metrycki.

Problem w tym, że szkoła musi dziś nie tylko zmienić sposób nauczania, ale także podejście do dzieci i młodzieży. – Na naszych oczach szkoły zamieniają się w zakłady opieki psychiatrycznej. Obok rewolucji gospodarczej mamy rewolucję społeczną i nie jest ona taka piękna: dzieci nie potrafią wchodzić w relacje, są nadwrażliwe emocjonalnie, znużone życiem, mają zbyt wiele bodźców. Nie da się żyć cały czas na najwyższych obrotach – zwraca uwagę dyrektor Jarosław Pytlak.

Również Marek Metrycki przytoczył amerykańskie badania, które pokazują, że aż co czwarty student w USA korzysta z pomocy psychologicznej i psychiatrycznej. – To specyfika zmieniającego się świata. Nie potrafią sobie z tym poradzić sami – mówi Metrycki.

Z kolei Jarosław Pytlak podkreśla, że obecnie opieki psychologicznej, a czasami nawet psychiatrycznej potrzebują nie tylko dzieci, ale także ich rodzice i nauczyciele. – Mówiąc o zmianie systemu nauczania nie można pominąć aspektu wychowawczego. Dydaktyka to nie wszystko – zaznacza Pytlak.

Do zgłoszonych przed ekspertów postulatów odniosła się minister edukacji Anna Zalewska. – Zmiana w szkole dokonuje się od września tego roku przy totalnej awanturze, że jest za szybko – zaznaczyła. – Rewolucja 4.0 nie puka do drzwi. Tworzy ją tzw. pokolenie Y: innowatorzy, reformatorzy, ale też ci, którzy nie potrafią ze sobą współpracować. I my musimy szybko odpowiedzieć na to wyzwanie – tłumaczyła.

Minister zwróciła także uwagę, że uczniowie są przeciążeni. Zaznaczyła, że nie wynika to z przeładowanego programu. – Faktem jest, że uczniowie muszą mieć czas na nudę, bo wtedy wpadają na genialne pomysły – tłumaczyła minister edukacji.

Szefowa resortu oświaty podkreśliła, że chciałaby, by takie dyskusje jak ta zorganizowana przez „Rzeczpospolitą” kończyły się propozycjami konkretnych rozwiązań.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA