Edukacja

Reforma edukacji. Czego się spodziewać?

Fotorzepa, Roman Bosiacki
Od 1 września znikną gimnazja. Minister edukacji Anna Zalewska zapewnia, że nauczyciele nie mają powodów do obaw. Szef ZNP w rozmowie z rp.pl mówi jednak przede wszystkim o zwolnieniach i „biednych pracujących”. Reforma edukacji właśnie wchodzi do szkół.

Do tej pory było tak: 6-letnia szkoła podstawowa, 3-letnie gimnazjum, 3-letnie liceum ogólnokształcące,  4-letnie technikum, 3-letnia zasadnicza szkoła zawodowa oraz szkoły policealne. Zgodnie z reformą, samorządy miały czas do końca marca na przygotowanie nowego ustroju szkolnego.

Nowego, czyli takiego: 

  • 8-letnia szkoła podstawową
  • 4-letnie liceum ogólnokształcące
  • 5-letnie technikum
  • 3-letnia branżowa szkoła pierwszego stopnia
  • 2-letnia branżowa szkoła drugiego stopnia
  • 3-letnia szkoła specjalna przysposabiająca do pracy
  • szkoła policealna

Wszystko po to, by jak mówiła po wielokroć minister edukacji Anna Zalewska „wyjść naprzeciw oczekiwaniom większości Polaków, którzy chcą szkoły nowoczesnej, a jednocześnie silnie zakorzenionej w naszej tradycji”.

Tyle tylko, że w tej sprawie nie ma zdecydowanej większości po żadnej ze stron.
W maju zapytaliśmy jak Polacy odpowiedzieliby na potencjalne pytanie referendalne: „Czy jest Pani/Pan przeciw reformie edukacji, którą rząd wprowadza od 1 września 2017 r.?”. I z sondażu SW Research dla portalu rp.pl wynikało, że 43 proc. jest przeciwko reformie edukacji, a 41 proc. badanych ją popiera. Zdania w tej sprawie nie miało 16 proc. respondentów.

Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka prasowa Związku Nauczycielstwa Polskiego, komentując wówczas wyniki sondażu stwierdziła, że rodzice obawiają się o przyszłość swoich dzieci, bo widzą, że reformie Anny Zalewskiej towarzyszy chaos. – „A będzie jeszcze gorzej. We wrześniu powstaną wielkie szkoły podstawowe z maluchami i nastolatkami na jednym korytarzu”. Oczywiście, referendum w sprawie reformy edukacji nie było, mimo zebrania ponad 910 tysięcy podpisów pod wnioskiem o jego przeprowadzenie.


Zaczniemy od 2017 roku. Klasa I i VII będzie prowadzona wg nowej podst. programowej #reformaedukacji @_AnnaZalewska pic.twitter.com/8IA2EWsJZa

— Min. Edukacji (@MEN_GOV_PL) 27 czerwca 2016

 

Będą zwalniać, czy zatrudniać?

– W ciągu dwóch lat przekształceń spodziewamy się dodatkowych 10 tysięcy etatów dla nauczycieli – zapewniała Anna Zalewska. Ba, już teraz według minister edukacji, na nauczycieli czeka 8 tysięcy ofert pracy. Tymczasem według samorządowców i Związku Nauczycielstwa Polskiego w wyniku reformy edukacji ponad 31 tysięcy nauczycieli straci pracę, bądź zatrudnienie w pełnym wymiarze.

Szefowa MEN twierdzi, że zarówno pracownicy szkół jak i ci, którzy poszukują zatrudnienia, nie mają powodów do obaw, bo przecież liczba dzieci się nie zmienia. – „Okazało się, że zgodnie z naszymi wyliczeniami pojawi się 850 dodatkowych etatów, jednocześnie do dzisiaj mamy ponad 8 tys. ofert pracy w Polsce; w momentach kulminacyjnych było ich prawie 40 tys.”.

Pod koniec czerwca prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz powołując się na dane w arkuszach organizacyjnych szkół ze wszystkich 16 województw, szacował, że od 1 września w związku z reformą edukacji pracę straci 9,4 tysiąca nauczycieli, a 22 tysiące nie będzie miało pełnego etatu. „Brak kosztów przy wdrażaniu zmian w edukacji, brak zwolnień, akceptacja rodziców, to wszystko kłamstwa, które ZNP zamierza obnażać” – mówił kilka dni temu Sławomir Broniarz w rozmowie z rp.pl. A zapowiedzi minister Anny Zalewskiej, dotyczące zwolnień nauczycieli zdaniem szefa ZNP nie mają związku z rzeczywistością. - One są i to znaczące, podobnie jak praca w niepełnym wymiarze czasu pracy, także poniżej połowy etatu. To przekłada się na niewielkie wynagrodzenia i powiększanie się liczby „biednych pracujących” - podkreślał Broniarz. I zapowiedział, że ZNP wspólnie z rodzicami, organizacjami badającymi edukację i samorządami zamierza „ukazywać rafy i mielizny zmian wprowadzanych przez minister Annę Zalewską, tudzież pokazywać fałsz i kłamstwa towarzyszące jej wdrażaniu, jak brak kosztów przy jej wdrażaniu, brak zwolnień, akceptację rodziców”.

 

Co będzie czytała młodzież?

Zmiana struktury szkół pociąga za sobą również zmianę podstawy programowej. Zgodnie z zapowiedziami ministerstwa, w projekcie podstawy programowej dla liceów i techników wyodrębniono treści, które powinni poznać wszyscy uczniowie, niezależnie od profilu klasy, w której będą się uczyć czy "rozszerzenia". Dlatego w podstawie programowej do języka polskiego znalazła się lista lektur obowiązkowych i uzupełniających dla wszystkich uczniów oraz lista lektur obowiązkowych i uzupełniających dla tych, którzy będą realizować program rozszerzony.

Właściwe konsultacje oraz uzgodnienia poprzedzone były prekonsultacjami. Z zakresu podstawowego lektur obowiązkowych proponowanego w prekonsultacjach usunięto m.in. "Chmury" Arystofenesa, fragmenty "Wyznań" św. Augustyna, fragmenty "Żywotów świętych", fragmenty "Księcia" Niccolo Machiavellego, wybrane wiersze Czesława Miłosza oraz zmniejszono liczbę wierszy Cypriana Kamila Norwida. Dodano za to wybrane wiersze Kazimiery Iłłakowiczówny i Jarosława Marka Rymkiewicza.

W lipcu kontrowersje wzbudziło między innymi to, że we wstępnym projekcie MEN, w wykazie lektur obowiązkowych, nie było m.in. wybranych wierszy Czesława Miłosza.
Na początku sierpnia, minister Zalewska powiedziała jednak, że „MEN nie wyobraża sobie nowej podstawy programowej do szkół ponadpodstawowych bez twórczości Miłosza”. - Czesław Miłosz jako polski poeta i noblista ma zagwarantowane miejsce w podstawie programowej - podkreślała Zalewska. - Jego twórczość zostanie wprowadzona do ostatecznego projektu podstawy programowej dla szkoły ponadpodstawowej w zakresie podstawowym - poinformowało biuro prasowe MEN.

 

 

Nowa podstawa programowa dla szkół ponadpodstawowych ma obowiązywać od roku szkolnego 2019/2020 w I klasie 4-letniego liceum ogólnokształcącego, 5-letniego technikum i 2-letniej branżowej szkoły II stopnia.

Źródło: rp.pl, men.gov.pl, newsweek.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL