fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Tytuł profesora tylko dla moralnych

123RF
Na tytuł profesorski może liczyć osoba o nienagannym życiu. Tyle że liczy się nie tylko zawodowe, ale i prywatne.

O tym, że tytuł profesora zobowiązuje, naukowcy wiedzieli od dawna. Ale nie sądzili, że zanim otrzymają go od prezydenta, ktoś prześwietli nie tylko ich życie zawodowe, ale także prywatne.

Czytaj także: Sędziowie z dożywotnim prawem do pracy na uczelniach 

W uzasadnieniu do rozporządzenia wydanego przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego regulującego sprawę planowanych podwyżek dla kadry naukowej znalazło się wskazanie, że najwyższe uposażenie przysługuje osobie, która posiada „cieszący się unikalnym prestiżem i poważaniem w społeczeństwie" tytuł profesorski.

„Osoba pretendująca do otrzymania tytułu profesora musi się legitymować licznymi i wybitnymi osiągnięciami naukowymi lub artystycznymi, osiągnięciami w kierowaniu zespołami badawczymi oraz wykazywać się istotną aktywnością naukową realizowaną również w otoczeniu międzynarodowym. Niezmiennym elementem specyfikującym i wyróżniającym kadrę profesorską jest również nienaganna postawa moralna, obowiązująca zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym" – wskazano w uzasadnieniu do wspomnianego rozporządzenia.

Szuje i rozwodnicy

To ostatnie sformułowanie zaskoczyło kadrę naukową.

– Oczywiście, że profesor musi się odznaczać nienaganna postawą etyczną. Ale martwi mnie tak duży nacisk położony obecnie na ocenę życia prywatnego. Nigdy wcześniej tak nie było – mówi doktor habilitowany z Uniwersytetu Warszawskiego mający nadzieję na uzyskanie tytułu profesorskiego w najbliższym czasie. – Szują nie jestem, ale nie wiadomo, co tak naprawdę będzie brane pod uwagę. Może rozwody, nieślubne dzieci, popieranie in vitro, przyjaźnie – niepokoi się naukowiec.

Sformułowanie o ingerencji w życie prywatne niepokoi także ekonomistę prof. Adama Nogę z Akademii Leona Koźmińskiego.

– To ewidentnie narzędzie nacisku politycznego – mówi wykładowca. – Oczywiście określona uczelnia, np. katolicka, może stawiać swoje wymagania pracownikom, ale rozciąganie tego na całą populację naukowców to jakiś obłęd – ocenia.

Akademików niepokoi to, na ile głęboko będzie się sięgać w ich przeszłość i czy sprawdzane będą także ich rodziny. A także kto będzie oceniał, czy prowadzili się dobrze czy źle.

Lustracja: tylko kłamcy tracili pracę

Wiadomo już, że szans na zawodowe awanse nie mają ci naukowcy, którzy w latach PRL pracowali w organach bezpieczeństwa państwa bądź współpracowali z nimi. Skierowana właśnie do podpisu prezydenta konstytucja dla nauki wprowadza odkładaną od dawna dezubekizację na uczelni. Osoby współpracujące z dawnymi służbami nie będą miały prawa do uzyskania tytułu profesora – nie tylko belwederskiego, ale także uczelnianego. Nie będą mogły już pełnić funkcji rektorów, dziekanów, kierowników katedr na uczelniach.

Od 2006 r. ustawie lustracyjnej (obowiązkowi składania oświadczeń o współpracy z organami PRL) podlegają osoby pełniące funkcje publiczne w szkolnictwie wyższym – rektora, prorektora, kierownika lub zastępcy kierownika, dziekana albo prodziekana wydziału, a także kanclerza oraz kwestora. Ustawą tą zostali objęci także członkowie Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polskiej Komisji Akredytacyjnej, Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów, kadra kierownicza Polskiej Akademii Nauk i instytutów badawczych.

Jednak ujawnienie współpracy bądź pracy w organach bezpieczeństwa nie wiązało się z zakazem pełnienia funkcji publicznych, a informacja taka w ogóle nie wychodziła na jaw (dane trafiały do IPN). Jedynie zatajenie współpracy i złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego powodowało, że naukowiec tracił stanowisko.

Czekają na duże podwyżki

Nominacja profesorska to ukoronowanie naukowej kariery. Ale z posiadaniem tytułu wiążą się również spore podwyżki. Według rozporządzenia do ustawy 2.0 dotyczącego wynagrodzeń dla kadry naukowej od października 2018 r. minimalna pensja profesorska wyniesie 6410 zł. To o 1000 zł więcej niż obecnie.

Profesor uczelniany będzie zarabiał nie mniej niż 83 proc., a adiunkt 73 proc. tego co profesor.

prof. Marek Chmaj konstytucjonalista

To bardzo ocenne kryteria. Bo jak oceniać profesora po czterech rozwodach? Taki przepis to kuriozum, bo tego typu regulacje odnoszono dotychczas do funkcjonariuszy służb specjalnych, przede wszystkim ABW. Na szczęście na razie o takim sprawdzaniu nie ma mowy, bo nie wpisano go do treści ustawy, lecz zaledwie do uzasadnienia. Gdyby jednak w przyszłości wprowadzono takie przepisy, należy pamiętać, że droga zawodowa funkcjonariusza i profesora to dwie różne kwestie. By zostać profesorem, trzeba spełnić wymogi z ustawy o stopniach i i tytule naukowym, przejść całą drogę naukową. Od funkcjonariusza służb specjalnych możemy wymagać takiej postawy, ale w stosunku do naukowców to chybione podejście.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA