fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Projekt ustawy reformującej szkolnictwo wyższe - co się zmieniło po konsultacjach

Fotolia.com
To uczelnia zadecyduje, czy na naukę na studiach zaocznych trzeba poświęcić więcej czasu – mówi wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Piotr Müller.

Rz: W przyszłym tygodniu premier Jarosław Gowin upubliczni projekt ustawy reformującej szkolnictwo wyższe po konsultacjach. Co się zmieniło? Czy ministerstwo zrezygnowało z wydłużenia studiów niestacjonarnych?

Piotr Müller: Wycofaliśmy się z tego rozwiązania pod wpływem uwag, które otrzymaliśmy ze środowiska akademickiego. Ustawa oczywiście będzie przewidywała, że studia niestacjonarne, nazywane kiedyś też zaocznymi, mogą być dłuższe. Ale wydłużenie to nie będzie obowiązkowe. Teraz funkcjonuje podobne rozwiązanie. Uczelnia powinna decydować, czy jakość kształcenia wymaga, wydłużenia nauki na tym konkretnym kierunku. Pojawiały się argumenty, że gdy kształcenie odbywa się w ciągu tygodnia, liczba godzin zajęć jest zbliżona do liczby godzin na studiach dziennych. Wzięliśmy też pod uwagę, że osoby, które chcą uzupełnić swoje wykształcenie, musiałyby poświęcić na to dłuższy czas. A są to często ludzie z doświadczeniem zawodowym, pracujące.

O jakość kształcenia zadbamy jednak inaczej. Chcemy, by działania Polskiej Komisji Akredytacyjnej były skuteczniejsze. Będziemy bacznie przyglądać się szkołom wyższym, które prowadzą wyłącznie studia niestacjonarne. Chcemy sprawdzać, czy kształcenie na nich odbywa się na wystarczająco wysokim poziomie.

Doszliśmy też do wniosku, że wydłużenie studiów niestacjonarnych niekoniecznie mogłoby wpłynąć na ich jakość. Sposobów na ominięcie projektowanego przepisu byłoby wiele, np. zjazdy mogłyby się odbywać rzadziej niż dotychczas, nie przybyłoby godzin zajęć. Być może zmiana rzeczywiście doprowadziłaby do podniesienia kosztów kształcenia. Te argumenty przeważyły.

Czy ministerstwo planuje wprowadzenie minimalnej liczby godzin zajęć na studiach?

Nie, ponieważ zmienia się sposób kształcenia. Wiele materiałów można uzyskać samodzielnie. Niekoniecznie trzeba być fizycznie na wykładach, by zdobyć wiedzę. Przybywa też form kształcenia w postaci krótkich cykli. Nie możemy tego ignorować.

Z drugiej jednak strony nie możemy zamykać oczu na to, że część uczelni bardzo zaniża wymagania.

Kontrowersje dotyczyły także wprowadzenia egzaminów wstępnych.

Uczelnie będą mogły wprowadzić egzaminy wstępne, ale nie będą musiały. Chcemy zaproponować, by szkoły wyższe mogły weryfikować umiejętności kandydatów na studia. Ale – co wymaga podkreślenia – wyniki z matury wpłyną na co najmniej 50 proc. punktów podczas postępowania rekrutacyjnego. Egzamin dojrzałości będzie miał wciąż kluczowe znaczenie. Z wyjątkiem uczelni artystycznych czy sportowych, które będą mogły przyjmować tylko na podstawie egzaminów wstępnych. Ale tak jest i obecnie.

Na kierunkach sportowych i artystycznych wyniki z matury nie będą miały żadnego znaczenia?

Jeżeli tak zadecyduje uczelnia, to nie, tak jak obecnie. Trzeba będzie po prostu zdać egzamin dojrzałości i podejść do egzaminu. Warto podkreślić, że większość rektorów deklaruje, że nie wprowadzi egzaminów wstępnych na kierunki, na których obecnie wystarcza matura. Uważają, że na większości kierunków matura wystarczająco weryfikuje wiedzę kandydatów.

Uwagi zgłaszane podczas konsultacji dotyczyły też nowego organu – rady uczelni. Został w projekcie?

Podtrzymujemy stanowisko, że jest on potrzebny. Nieco zmodyfikujemy jego kompetencje, szanując istniejącą w Polsce tradycję akademicką. Rada uczelni nie będzie pełniła funkcji rady nadzorczej. Zresztą nigdy nie chcieliśmy, żeby miała takie kompetencje. Ma po prostu pomóc w zarządzaniu uczelnią. Tak jak od początku zakładaliśmy – ma być wybierana przez wspólnotę akademicką. Szczegóły tych zmian poda w poniedziałek premier Jarosław Gowin.

Ale skład pozostanie ten sam? Czy w radzie będą zasiadać między innymi osoby spoza uczelni?

Na tym etapie projekt zakłada, że ponad połowę jej składu będą stanowić osoby spoza uczelni, ale wybrane przez senat uczelni.

Zmienią się kompetencje rektora?

Dokonaliśmy pewnych korekt, ale rektor nadal będzie miał mocne kompetencje, gdyż jest wybierany przez wspólnotę akademicką. Senat uczelni będzie mógł złożyć wniosek o jego odwołanie. Rektor powinien mieć permanentne zaufanie społeczności akademickiej.

PiS krytykowało projektowane rozwiązania, m.in. ze względu na to, że rektor miał decydować o obsadzie wszystkich ważnych stanowisk.

Ale jednocześnie będzie poddany podwójnej kontroli – senatu oraz rady uczelni. Większe kompetencje to też większa weryfikacja decyzji rektora.

Czy są zmiany dotyczące habilitacji?

Mogę zdradzić, że habilitacja nie będzie obowiązkowa – tak jak w pierwotnym projekcie. Nie rezygnujemy też ze zniesienia minimów kadrowych. Nie chcemy, by od liczby doktorów czy doktorów habilitowanych zależały uprawnienia. Nacisk będziemy kłaść na jakość badań naukowych. To od nich będzie zależało, czy uczelnia może nadawać stopnie naukowe.

Na wniosek związków zawodowych doprecyzowaliśmy, że nie będzie możliwości, by na podstawie wewnętrznych regulacji wprowadzać obowiązek habilitacji. Nadal też zachowujemy trzy ścieżki kariery: dydaktyczną, badawczo-dydaktyczną i badawczą. Na stanowisku profesora dydaktycznego nadal będzie można zatrudniać doktorów bez habilitacji. Tak samo w przypadku ścieżki badawczo-dydaktycznej.

Przedstawiciele uczelni regionalnych obawiali się marginalizacji. Ministerstwo temu zaradzi?

Już w pierwotnym projekcie przewidziany był pakiet dla uczelni regionalnych, tzw. regionalna inicjatywa doskonałości. Przebudowaliśmy ją. Zadbaliśmy o to, by każdy region miał zagwarantowaną pulę środków na rozwój szkolnictwa wyższego i nauki.

Mniejsze, ale zarazem słabsze uczelnie obawiały się, że nie będą mogły nadawać tytułu doktora.

Stopień doktora będą mogły nadawać tylko uczelnie, które mają co najmniej ocenę B+ w danej dyscyplinie. Ale zmiana została przesunięta w czasie. W pierwotnej wersji projektu gorzej oceniane uczelnie miały utracić uprawnienia do doktoryzowania już od października. Zadecydowaliśmy, by mogły utrzymać te uprawnienia aż do 2021 r., kiedy zostanie przeprowadzona ewaluacja na nowych zasadach. Wyjątkiem są te uczelnie, które mają kategorię C i uprawnienia habilitacyjne. Utracą one prawo do habilitowania wraz z wejściem w życie ustawy.

Czy zmiany zostały wprowadzone pod wpływem partnerów społecznych, czy raczej koalicjanta?

Wszystkie głosy są brane pod uwagę. Ja sam jestem związany z Prawem i Sprawiedliwością. Pamiętajmy, że to Sejm będzie głosował nad projektem. Posłowie powinni być więc przekonani, że rozwiązania są dobre. Cieszą nas konstruktywne uwagi posłów – w ten sposób nasz projekt będzie o wiele lepszy.

Czy przewidują państwo kolejne zmiany?

Projekt jest przedmiotem wielu dyskusji i z chęcią dokonujemy zmian, które są w stanie poprawić jego wartość.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA