fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

ENERGIA Sieci przesyłowe

Już wiemy, ile wyniósł rekord poboru energii

Krajowa Dyspozycja Mocy PSE
Mijający powoli tydzień bije na głowę dotychczasowe polskie rekordy, jeżeli chodzi o zapotrzebowanie na moc elektryczną.

Już we wtorek w godzinach rannego szczytu obciążenia okresu letniego padł tegoroczny rekord: zapotrzebowanie sięgnęło poziomu 23 718 MW.

Rekord nie utrzymał się długo. Jak informują w czwartkowym komunikacie Polskie Sieci Energetyczne S.A., w środę o godzinie 13.15 zapotrzebowanie na energię elektryczną sięgnęło pułapu 24 096 MW.

Można się spodziewać, że to jeszcze nie koniec. Gdy spojrzy się na wykresy przedstawiane przez PSE, widzimy, że codzienny letni szczyt zapotrzebowania wypada codziennie koło południa.

Od mniej więcej godziny 14 zapotrzebowanie stopniowo spada, a proces nabiera tempa po zachodzie słońca, po godzinie 21. Innymi słowy, nie ma wątpliwości, że szczyty poboru są związane z włączaniem urządzeń chłodzących na olbrzymią skalę. A przecież tegoroczne upały jeszcze przed nami.

Jak przekonują eksperci, choć padł rekord poboru energii, sytuacja wciąż nie jest najgorsza. Temperatura wody w rzekach wciąż jest stosunkowo niska, znacznie gorzej będzie w lipcu, kiedy może przebić poziom 25-27 stopni.

W okresach wysokich temperatur woda jest dla energetyki surowcem bezcennym. Przekraczające 30 stopni upały skłaniają nas do włączania kolejnych urządzeń chłodzących, co zwiększa pobór prądu. System energetyczny pracuje więc pełną parą, a chłodzenie w polskich elektrowniach opiera się na poborze wody z rzek. W momencie, kiedy woda pobierana ma taką samą temperaturę, jak woda spuszczana po całej operacji – proces chłodzenia staje się, powiedzmy, symboliczny.

Jak przekonuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” była wiceminister środowiska oraz ekspertka ds. gospodarki wodnej, Joanna Maćkowiak-Pandera, najgorzej będzie w kolejnych miesiącach. Mogą spiętrzyć się problemy związane z niskim stanem wód, ich wysoką temperaturą oraz dosyć dużą ilością prowadzonych właśnie remontów infrastruktury energetycznej. Elektrociepłownie nie pracują, co przekłada się na niski poziom rezerw. – W takiej sytuacji wystarczałoby, żeby z systemu wypadł 1 GW energii, żeby Polska miała problem – podkreśla ekspertka.

Deficyty wody przekładają się też na biznes. – W okresach upałów przedsiębiorstwa (szczególnie małe) mają chwilowe problemy z bieżącym zaopatrzeniem w wodę, stąd pojawiające się wiadomości o chwilowych brakach lub obostrzeniach w zużyciu (np. zakaz podlewania w określonych godzinach) – uzupełnia w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Adam Gołębiewski, główny specjalista ds. technicznych Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie”. – Wiąże się to głównie z bardzo oszczędnym inwestowaniem w małych ośrodkach (przedsiębiorstwa przygotowane są na zaspokojenie potrzeb bytowych) oraz ostatnią zmianą prawa – dodaje.

Jak wyjaśnia, nowe Prawo Wodne wprowadziło opłatę stałą zależną od wielkości pozwolenia wodno-prawnego – i przedsiębiorstwa, nie chcąc płacić dużych pieniędzy, występowały o zmniejszenie pozwoleń. Gdyby teraz przekroczyły limity z pozwoleń, wiązałoby się to z karą finansową, która de facto obciążyłaby finalnie mieszkańców. – I tu dochodzimy do sedna problemu – można zbudować większe ujęcia i produkować chwilowo dużo większe ilości wody, ale wpłynie to na wzrost ceny jednostkowej – podsumowuje.

Źródło: energia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA