fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

ENERGIA Gaz

Ukraina gotowa na gazową wojnę z Rosją

Bloomberg
Ukraińskie magazyny są pełne gazu; Unia wspiera Kijów, a Nord Steram-2 nie został jeszcze zbudowany. To asy Ukrainy w rozgrywce z Rosją o nowy kontrakt tranzytowy.

O gotowości kraju na możliwą nową wojnę gazową z Rosją, poinformował premier Hennadij Honczaruk.

„Jesteśmy na to całkowicie gotowi: nasze magazyny gazu są pełne, nasze argumenty podziela Unia i wyrok arbitrażu w Sztokholmie (zasądził 2,56 mld dol. od Gazpromu dla Naftogazu -red.), a gazociąg Nord Stream-2 nie jest zbudowany. Potrzebujemy długoletniego kontraktu. Podkreśliliśmy, że długów nie podarujemy. Jeden z wariantów, który rozważamy, to zamiana długu (na dziś to już 3 mld dol.-red) na rosyjski gaz” – napisał premier na portalu społecznościowym.

W rzeczywistości ukraińskie magazyny gazu są zapełnione w 65 proc. Ale ponieważ ukraińskie magazyny są największe w Europie – jest w nich 20,25 mld m3 gazu – o 30 proc. więcej aniżeli rok temu. W całym 2018 r. Ukraina zużyła 30,6 mld m3 gazu. Wydobycia własne wyniosło 19,9 mld m3 więc zawartość magazynów zapewnia bezpieczeństwo gazowe Ukrainy przez ponad rok.

Gazprom ma tego świadomość, ale nie chce długoterminowego kontraktu. Prezes Aleksiej Miller wyjaśnił, że ceny za tranzyt jakich w nowej umowie żąda Ukrainą są za wysokie, więc nie do przyjęcia.

Ukraina proponuje Rosji przy kontrakcie na lata 2020-2024 i tranzycie 60 mld m3 rocznie Rosjanie zapłacą 3,21 dol za 1000 m3 przez 100 km. Natomiast jeżeli Rosjanie zdecydują się na tranzyt na obecnym poziomie – 90 mld m3 to cena spadnie do 2,56 dol. To mniej niż obowiązująca w tym roku stawka – 2,61 dol.

W 2016 r. prezes Gazpromu zapowiedział, że opłata za tranzyt rosyjskiego gazu rurociągiem Nord Steram-2 wyniesie zaledwie 2,1 dol.. Dziś jednak nie wiadomo ile będzie to w rzeczywistości. Inwestycja jest opóźniona o pół roku.

Przypomnijmy, że pierwsza „wojna gazowa” zaczęła się na początku 2009 r. i trwała dwa tygodnie. Ówczesna premier Julia Timoszenko domagała się usunięcia z handlu gazem pośredników, szczególnie RosUkrEnergo (Gazprom i Dmytro Firtasz) zanim podpisze nowy kontrakt tranzytowy.

W odpowiedzi nocą z 6 na 7 stycznia Gazprom zakręcił kurek na wejściu gazu na Ukrainę. Większość państw zupełnie nie było na taką sytuację przygotowanych. Zgromadzone w podziemnych zbiornikach zapasy szybko się wyczerpały.

Najsilniej uderzyło to w Bułgarię, która kupowała wtedy 100 proc. gazu w Rosji, a jedyna droga dostaw wiodła ukraińskimi magistralami. Bułgarska gospodarka stanęła na dwa tygodnie, nie działały szkoły, urzędy, szpitale. Potem Gazprom zapłacił Sofii odszkodowanie i obniżył cenę gazu.

Słowacja ogłosiła stan wyjątkowy w gospodarce, bo i na ten rynek przestał w ogóle docierać rosyjski gaz. Podobnie było w Grecji, Węgrzech, Serbii, Chorwacji. Słowenia i Włochy dostawały 10 proc. zamówionego w Rosji gazu. Czechy i Rumuni – 25 proc., a Francja, Turcja i Polska – 30 procent zamówionego surowca. Kto mógł, to pomagał, po warunkiem, że miał czym. Na przykład Węgrzy wspomagali swoimi zapasami Serbów.

Z tamtej sytuacji Bruksela wyciągnęła wnioski. Kraje zaczęły gromadzić więcej gazu, budować gazociągi łączące systemy gazowe sąsiadów. Komisja Europejska zmieniła prawo energetyczne wprowadzając m.in. rozdzielenie dostawcy gazu od właściciela gazociągu; nie dopuściła też do budowy kolejnej rosyjskiej gazrurki – Gazociągu Południowego.

Mimo to Gazprom zbudował dwa nowe połączenia – Turecki Potok i Nord Stream-2 (gotowy na 80 proc.) omijające Ukrainę.

Źródło: energia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA