fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Na Ukrainie Polska liczy się mniej

Petro Poroszenko postawił na współpracę z prezydentem Francji i kanclerz Niemiec, pomijając przywódców Polski
AFP
Andrzej Duda poleciał do Kijowa, by przekonywać, że stosunki z Ukrainą mają wciąż dla naszego kraju strategiczne znaczenie. To nie będzie łatwe.

Prezydent czekał przeszło cztery miesiące od inauguracji na odwiedzenie wschodniego sąsiada, oficjalnie z powodu trudności w znalezieniu wzajemnie korzystnego terminu. U ukraińskich dyplomatów wywołało to pewne zaniepokojenie.

– Mamy nadzieję, że Polska pozostanie czołowym adwokatem Ukrainy w Brukseli, nadal będzie naszym najważniejszym partnerem – mówi „Rz" Wasyl Zwaryk, radca ukraińskiej ambasady w Warszawie.

W czasie kampanii wyborczej politycy PiS starannie unikali mówienia o Ukrainie. Jarosław Kaczyński zdał sobie sprawę, że jego elektorat niechętnie odnosi się do zbliżenia z nowymi władzami w Kijowie. Jednym z powodów jest pamięć o rzezi wołyńskiej.

Przygotowując wizytę Dudy, prezydencki minister ds. zagranicznych Krzysztof Szczerski próbował przekonać ukraińskie władze do zrezygnowania z niektórych zapisów kwietniowej ustawy przyznającej kombatanckie uprawnienie członkom oddziałów UPA odpowiedzialnym za śmierć nawet 100 tys. Polaków na Wołyniu, jednak bez skutku.

Ale zimny prysznic przyszedł ze strony ukraińskiej znacznie wcześniej. Petro Poroszenko na szczycie przywódców Rosji, Niemiec, Francji i Ukrainy w Berlinie uznał, że nie widzi potrzeby przyłączenia Polski do tzw. formatu normandzkiego, co było głównym postulatem wyborczym nowego polskiego prezydenta.

W samym jednak Kijowie znaczna część polityków i ekspertów miała w ciągu ostatniego roku coraz większe pretensje do swego prezydenta, że szuka wsparcia przede wszystkich dużych państw unijnych, pomijając Polskę. Ponadto Ukraińcy są też zawiedzeni niewielką skalą wsparcia Polski dla prowadzącego wojnę z Rosją sąsiada. Wciąż nie wypłacono ani centa z wartej i tak tylko 100 mln euro linii kredytowej, jaką uruchomił jeszcze rząd Ewy Kopacz na zakup polskich towarów i usług. Ukraina, która znajduje się w dramatycznej sytuacji gospodarczej, potrzebuje jak nigdy wsparcia z zagranicy.

Polska odrzuciła także prośbę Kijowa o sprzedaż broni śmiercionośnej. Sytuacji tej nie zmieniła poprzedzająca prezydencką wizyta ministra obrony Antoniego Macierewicza nad Dnieprem. Zarówno on, jak i jego rozmówca, ukraiński minister Stepan Połtorak (jeden z niewielu generałów szanowanych przez oddziały ochotnicze walczące w Donbasie), podkreślali, że nasze kraje są „strategicznymi partnerami".

– Zależy nam na umacnianiu niepodległości, przywróceniu integralności terytorialnej Ukrainy, bo ma to zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa całej Europy – mówił Macierewicz w Kijowie. Ale w sprawie najważniejszej nie wyszedł jednak poza stwierdzenie, że we współpracy wojskowo-technicznej „widzimy potencjał do rozwoju relacji w tej sferze".

– Nie tracimy nadziei, że mamy w Polsce sojusznika – powiedział „Rz" ukraiński ekspert wojskowy Konstantin Maszowec. Inni kijowscy rozmówcy „Rz" wyrażali nadzieję, że Polska pomoże Ukrainie nawiązać ściślejszą współpracę – również wojskową – z Grupą Wyszehradzką.

Na razie obaj ministrowie obrony zainaugurują jedynie działanie polsko-ukraińsko-litewskiej brygady, której powołanie uzgodniono jeszcze w lutym.

Jednak prawdziwym testem współdziałania obu krajów będzie zniesienie unijnych wiz dla Ukraińców.

– Niemal na pewno rekomendacja Komisji Europejskiej będzie w tej sprawie pozytywna – przyznał kilka dni temu komisarz ds. polityki sąsiedztwa Johannes Hahn.

Ale ostateczną decyzję musi podjąć jednomyślnie Rada UE, a tu wiele państw, w tym Niemcy, zgłasza zastrzeżenia, obawiając się, że po zniesieniu wiz z Ukrainy ruszy kolejny strumień nielegalnych imigrantów zarobkowych do Europy.

– Liczymy, że Polska przekona inne kraje Unii do zniesienia wiz. Z tego punktu widzenia wzrost napięcia między Brukselą a Warszawą nie jest dla nas korzystny, bo oznacza, że Polacy mają mniejsze wpływy w Unii – mówi „Rz" źródło rządowe w Kijowie.

Dla Poroszenki sprawa zniesienia wiz jest kluczowa, bo to potencjalnie jedyna, namacalna korzyść z integracji z Unią. Jednak jej wykonanie napotyka ogromną przeszkodę formalną: Ukraina nie kontroluje całej swojej granicy państwowej. Część jej granicy z Rosją w Donbasie obsadzona jest przez separatystów, a Moskwa skutecznie torpeduje wykonanie porozumień mińskich nakazujących powrót tam ukraińskiej Straży Granicznej. Kijów nie panuje nad przepływem ludzi do i z Donbasu, co oznacza, że po zniesieniu wiz tam znalazłyby się tylne drzwi do UE.

Ukraińcy mniej potrzebują natomiast Polski, gdy idzie o utrzymanie sankcji wobec Rosji. Główne kraje Unii, w tym Niemcy i Francja, chcą i tak ich utrzymania, dopóki porozumienie z Mińska nie zostanie w pełni wprowadzone w życie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA