Dyplomacja

USA, Chiny, Rosja. Trzy mocarstwa w światowej grze

Gen. Paul Selva
AFP
W najbliższych latach stosunki międzynarodowe będą zdominowane przez rywalizację USA, Chin i Rosji o globalne wpływy – uważa amerykański generał Paul Selva.

Zastępca szefa Kolegium Połączonych Szefów Sztabów zapewnił jednak, że jeśli nie dojdzie do konfliktu, to „będzie tylko normalny handel", któremu rywalizacja nie zaszkodzi. Ale już w tej chwili punktem zapalnym jest „zagarnięcie przez Rosję dwóch prowincji Gruzji, (...) nielegalna aneksja Krymu i wspieranie rebeliantów we wschodniej Ukrainie, wspieranie reżymu Baszara Asada. (...) Chiny budują sztuczne wyspy i zgłaszają pretensje do wód międzynarodowych".

– Jeśli nie rozumiemy, że siła ma znaczenie w tej rywalizacji, to znaczy, że ignorujemy historię – zauważył filozoficznie.

– Jakiekolwiek starcie zbrojne z Chinami – jeśli do niego dojdzie – będzie w większości walką na morzu i w powietrzu, a piechota morska i armia lądowa będą jedynie elementem wsparcia – tłumaczył gen. Selva.

Starcie z Rosją zaś będzie „walką na ziemi i w powietrzu". – Ale nie można dostać się do Rosji, do Europy, nie przekraczając północnego Atlantyku. To oznacza, że będą walki morskie, by osiągnąć kontynent [europejski], ale główna wojna [w Europie] będzie w powietrzu i na lądzie – dodał.

W obecnych wojskowych dokumentach amerykańskich zagrożenia dla USA nazywane są doktryną „4+1": Chiny, Rosja, Iran, Korea Północna plus terroryzm. Ale generał Selva zauważył, że „Pjongjang jest całkowicie zależny od Pekinu i Moskwy" i dlatego nie stanowi równorzędnego przeciwnika. Z punktu widzenia wojskowych trudniejszym przeciwnikiem jest Iran i „tu będziemy musieli zaangażować niektóre nasze możliwości". Selva nie wytłumaczył, czy chodzi o atomowy potencjał USA.

Ale świat zostanie zdominowany przez rywalizację trzech mocarstw. Amerykańscy wojskowi zakładają, że „stanowią one osobne zagrożenia", nie przewidując, by doszło do sojuszu Pekinu i Moskwy przeciw Waszyngtonowi.

Jednocześnie USA są bardziej zaniepokojone chińskimi wydatkami na zbrojenia, które do 2025 roku będą trzykrotnie wyższe od rosyjskich i będą stanowiły 60 proc. amerykańskich. Przy czym chińskie będą rosły o 5 proc. rocznie, a amerykańskie – jedynie o 1–2 proc.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL