fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Przeprosiny dla Giertycha za hejt na portalu fakt.pl

„Myślę, że to moje największe sądowe zwycięstwo w życiu, bo trochę zmieni się środowisko medialne” – chwali się na swoim profilu na Facebooku mecenas Roman Giertych
Fotorzepa, Robert Gardziński
Przeprosiny dla Romana Giertycha za wulgarne komentarze postowiczów na portalu fakt.pl to znak, że obelgi rodzą odpowiedzialność.

To wnioski z precedensowego procesu, istotnego dla języka debaty publicznej i ochrony dóbr osobistych.

Mecenas Roman Giertych nie pozwał postowiczów, co jest możliwe, ale w szerszej skali niewykonalne, ale właściciela portalu, żądając usunięcia hejterskich postów, a były niewątpliwie obelżywe.

Ile wolności

W trwającym już kilka lat procesie zderzyły się dwie racje i dwie regulacje prawne.

Pierwszą wyraża art. 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, który mówi, że portal (usługodawca hostingowy) nie musi sprawdzać wpisów. Ma obowiązek reagować dopiero po otrzymaniu wiadomości o niedopuszczalnym wpisie albo gdy go zauważy. Według tego stanowiska druga racja, czyli przepisy kodeksu cywilnego (art. 24) o ochronie dóbr osobistych, w tym dobrego imienia, jest wyłączona. Trzeba jednak pamiętać, że Sąd Najwyższy przesądził, że w razie sporu to administrator strony internetowej ma dowieść, że nie wiedział o bezprawnych wpisach, a jeśli wiedział – odpowiada.

Fakt.pl miał system antyspamowy odsiewający 1/3 niewłaściwych wpisów oraz kilku moderatorów ręcznie usuwających niedopuszczalne posty. Nie wystarczyło to jednak, by się obronił.

Coś za coś

– By wychwycić wszystkie niedopuszczalne posty, portal musiałby wprowadzić szczelną premoderację wpisów – wskazuje pełnomocnik portalu adwokat Anna Cichońska.

– Jestem przeciwny takiemu rozwiązaniu, gdyż jest niewykonalne, choćby z przyczyn ekonomicznych, a możliwość wyrażenia swobodnej opinii jest bardzo istotną wartością – wskazuje Dariusz Pluta, adwokat. – Prawny obowiązek usuwania takich wpisów powinien być uruchamiany wyłącznie na żądanie osoby zainteresowanej (wydawca może taki wpis usunąć także bez wezwania). Dopiero gdy wydawca (redaktor naczelny) mimo wezwania nie usunie wpisu, winien ponosić odpowiedzialność prawną – dodaje.

- Stanowisko sądów rozumiem tak: jeżeli moderujesz i stosujesz filtry, to wiesz, że masz hejt. A od tej wiedzy uzależniona jest odpowiedzialność portalu – ocenia adwokat Paweł Litwiński. – Innymi słowy, jeżeli portal twierdzi, że nie wiedział o bezprawnych postach, a zatrudniał moderatorów, to zdaniem sądu wiedział. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest rezygnacja z moderacji. W ten sposób unika się domniemania wiedzy. A jeśli chcemy moderacji, to w 100 proc. skutecznej, bo tylko taka zapewni brak odpowiedzialności za cudze komentarze.

Ten nieco przewrotny pogląd adwokat Maciej Ślusarek komentuje tak:

– Duże portale mają moderatorów i dużo hejtu, wniosek: winny mieć monitoring sprawny. Natomiast małe portale, ze sporadycznym hejtem, mogą być spokojne, chyba że ktoś zawiadomi je o bezprawnym wpisie. Wtedy portal powinien go niezwłocznie usunąć. To może być rozsądne rozwiązanie, bo regulacje prawne nie nadążają za rozwojem internetu.

***

Dariusz Pluta, adwokat, specjalizujący się w prawie mediów

Jak sobie radzić z hejtem

Hejt w internecie jest niewątpliwie problemem dla wielu osób. Jak sobie z nim radzić, panie mecenasie?

Dariusz Pluta: Należy oczywiście ścigać hejt i zwalczać, ale moim zdaniem istotne jest to kto ma być pociągany do odpowiedzialności i za co ? Swego rodzaju tradycją polskich portali (serwisów) internetowych są ich części „nieredakcyjne" noszące takie nazwy jak „komentarze" „forum„ ,„opinie czytelników" etc. Istotą tych miejsc jest możliwość skomentowania czy odniesienia się do materiału redakcyjnego (artykułu) bez jakiejkolwiek ingerencji redakcji oraz anonimowo. Jest to zatem miejsce gdzie nie wydawca, nie redaktor naczelny i nie dziennikarz decyduje o zamieszczeniu i treści danego komentarza. Uczynić to może każdy kto ma dostęp do internetu. Co więcej może to uczynić anonimowo.

Internetowy słup ogłoszeniowy?

- Tak, mamy do czynienia ze swoistym elektronicznym słupem ogłoszeniowym i to o tyle specyficznym że na największych portalach może być codziennie dokonywane tysiące takich wpisów zważywszy że mają one bardzo często milionowe rzesze użytkowników. Jest oczywiste że pośród komentarzy internatów będą występować wpisy obrzydliwe i nieakceptowalne. Jednak jest to konsekwencja braku cenzury prewencyjnej oraz faktu że w każdym społeczeństwie występuje i występowała grupa ludzi posługująca się plugawym językiem i obrzydliwymi konotacjami. Dla tej grupy internet jest tylko z jednym z miejsc uprawiania hejtu.

Jak ten stan zmienić?

- Żeby ten stan zmienić należałoby wprowadzić bezwzględny obowiązek „cenzury prewencyjnej" dla każdego wpisu na każdym portalu i ten obowiązek nałożyć na wydawców. Jestem przeciwny takiemu rozwiązaniu bowiem jest ono niewykonalne, także z przyczyn ekonomicznych, i spowoduje jedynie zamknięcie tych części „nieredakcyjnych" portali. Temu jestem zdecydowanie przeciwny. Moim zdaniem możliwość wyrażenia swobodnej opinii jest bardzo istotną wartością i nie powinniśmy się tutaj poddawać dyktaturze „językowych dyktatorów". Prawny obowiązek usuwania takich wpisów powinien mieć miejsce wyłącznie na żądanie osoby zainteresowanej - oczywiście wydawca może taki wpis usunąć także bez wezwania. Dopiero wtedy kiedy wydawca (redaktor naczelny) mimo otrzymania wezwania takiego wpisu bez zbędnej zwłoki nie usunie,winien ponosić odpowiedzialność prawną, a wpis internauty- hejtera winno się traktować jako materiał prasowy.

Jak się ma zatem bronić znieważona, zniesławiona postem, osoba?

- Należy, moim zdaniem,wprowadzić system umożliwiający osobie dotkniętej wpisem internauty prawo domagania się od wydawcy podania wszystkich danych związanych z umieszczeniem takiego wpisu na portalu a co za tym idzie wprowadzenie obowiązku podawania tych danych przez wydawcę. To umożliwi poszkodowanym w dużej części przypadków (ale oczywiście nie zawsze) identyfikację hejtera i podjęcie w stosunku do niego stosownych kroków prawnych. Mam nadzieję że po pogłębionej analizie zysków i strat orzecznictwo odnośnie portali prasowych pójdzie właśnie w tym kierunku. Być może warto rozważyć wprowadzenie stosownych zmian w prawie prasowym.

rozmawiał Marek Domagalski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA