fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

"Amok" i dobra osobiste - spór o film przed premierą

Kadr z filmu "Amok"
Kino Świat
Rodzina ofiary chce, by sąd zablokował dystrybucję filmu nawiązującego do zbrodni. Szykuje się ciekawy proces – mówią prawnicy.

W najbliższy piątek, 24 marca, wchodzi na ekrany film „Amok" inspirowany opisem autentycznego, głośnego morderstwa. Rodzina ofiary uważa jednak, że film narusza jej dobra osobiste i wszczęła akcję sądową.

Wyścig pozwu z premierą

Złożenie pozwu i wniosku o sądowe zabezpieczenia na czas trwania procesu potwierdziła adwokat Joanna Lassota, pełnomocnik rodziny. Jak powiedziała „Rzeczpospolitej", nie chce podawać szczegółów postępowania, aby nie wzbudzać zainteresowania filmem. Do naruszonych dóbr należy z pewnością kult pamięci osoby zmarłej, która została ofiarą zbrodni popełnionej przez głównego bohatera.

Pozew skierowany jest przeciwko dystrybutorowi filmu, ale w razie potrzeby przedsięwzięte mają być dodatkowe niezbędne środki prawne. Adwokatka potwierdza, że instytucje rozpowszechniające materiały naruszające dobra osobiste otrzymały informacje o sporze i ewentualnej odpowiedzialności rozpowszechniających.

– Zarówno w filmie, jak i komunikacie go promującym, nie pojawia się imię ani nazwisko prawdziwej ofiary, a ukazana w filmie postać jest oznaczona fikcyjnymi danymi osobowymi, zostały jej też nadane odmienne cechy co do wieku i zawodu. Nie ma tam też żadnych informacji ingerującej w prywatność rodziny ofiary – odpowiada Małgorzata Borychowska z zarządu Kino Świat, dystrybutora filmu.

Okiem praktyków

Prawnicy zajmujący się podobnymi sprawami, nie mają wątpliwości, że szykuje się ciekawy proces.

– Pierwszoplanowym problemem będzie rozstrzygnięcie, czy film fabularny w ogóle może naruszać dobra osobiste. Ta forma wypowiedzi twórczej, inaczej niż np. film dokumentalny, zawsze oparta jest na artystycznej fikcji – mówi adwokat Jerzy Naumann. – Czy zatem fikcja może naruszać dobra osobiste? Odpowiedź twierdząca mogłaby skutkować zakazem wyświetlania takich filmów, jak choćby „Dług", „Człowiek z nadziei" czy „Ostatnia rodzina" opowiadającego wprost o morderstwie Zdzisława Beksińskiego. Dlatego przestrzegałbym przed popadaniem w amok wiodący do utożsamiania wizji artystycznej reżysera z rzeczywistością i odczytywania filmu jakby był dokumentalny.

– Nie chcę komentować tej sprawy, bo jest pewnie bardziej skomplikowana, pojawia się jednak zagadnienie, w sprawie którego sąd będzie musiał wypowiedzieć, tj. na ile w działalności artystycznej, kinie, książce, można czerpać z prawdziwych historii. Moim zdaniem nie ma takiego zakazu, natomiast może się zdarzyć, że przedstawianie prawdziwych zdarzeń dotknie czyjejś prywatności albo dobrego imienia. Dlatego w takich sytuacjach należy bardzo wyraźnie wskazać, czy twórca tylko inspiruje się historiami z życia wziętymi, czy jednak opisuje prawdziwe historie i prawdziwych ludzi. W takim wypadku musi jednak być gotowy na konieczność wykazania, po pierwsze, prawdziwości, a po drugie, nienaruszania prywatności.

Zdaniem mecenasa Macieja Lacha należy przyznać rację rodzinie ofiary. Już raz bowiem zostali skrzywdzeni, a przez producentów filmu muszą przejść przez to wszystko po raz kolejny. Prawo do prywatności ma chronić osoby właśnie w takiej sytuacji. Sam fakt zanonimizowania historii nie jest wystarczającą przesłanką, by uchronić się od odpowiedzialności, jeśli przeciętna osoba może z łatwością dojść do tego, kto rzeczywiście kryje się za wymyślonymi postaciami.

Gdyby sąd uznał, że doszło do naruszenia dóbr osobistych na etapie emisji filmu, pojawi się też pytanie, dlaczego odpowiedzialności nie mieliby ponosić dystrybutorzy czy właściciele kin?

Sygnatura akt: I CSK 440/15

Sprawy sądowe o ingerencję w utwór

- w procesie o książkę „Kapuściński non-fiction" sąd nakazał autorowi przeprosić wdowę po pisarzu, ale spornego rozdziału „O miłości i innych demonach" nie nakazał usunąć.

- w sprawie Weronika Rosati z Andrzejem Żuławskim sąd nakazał przeprosić aktorkę i zapłacić jej 100 tys. zł za możliwość identyfikowania jej z bohaterką książki. Ponieważ wykupiono już cały nakład, nie zakazał jej sprzedawania.

- w zeszłym roku warszawski Sąd Apelacyjny na wniosek rodziny Władysława Szpilmana nakazał usunięcie kilku stron powielających zarzut, jakoby w czasie wojny służył w żydowskiej policji, z ewentualnych kolejnych wydań książki (sprawa w SN).

- niedawno ten sam SA przyznał rację Kazikowi Ratajzerowi (Simcha Rotem, bohater powstania getta warszawskiego), że potrzebna była jego zgoda na wykorzystanie listów do partnerki z lat okupacji w książce „Wybór Ireny" (sprawa w toku).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA