fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Debaty ekonomiczne

Płać CIT tam, gdzie zarabiasz

Uczestnicy debaty (od lewej): Michał Grzybowski z EY, Maciej Żukowski z Ministerstwa Finansów, prowadzący debatę Marcin Piasecki z „Rz”, Rafał Ciołek z KPMG, Jakub Bińkowski z ZPP. Sławomir Strycharz z firmy Wojas uczestniczył w dyskusji zdalnie.
Rzeczpospolita/Robert Gardziński
Wysokość podatków wpływa na atrakcyjność Polski dla zagranicznych firm. Zasady gry muszą być jednak takie same dla wszystkich przedsiębiorców.

Przedsiębiorcy powinni konkurować jakością i ceną, a nie sprawnością w optymalizowaniu podatków. Taką tezą Ministerstwo Finansów uzasadnia przygotowany przez siebie projekt nowelizacji ustaw o podatkach dochodowych.

Elementem dyskusji nad projektem była debata „Rzeczpospolitej": „Zmiany w CIT i PIT – mniej optymalizacji, więcej konkurencji".

Zmiana klimatu

– Przez dziesięć lat nie robiono nic, albo robiono niewiele, w celu uszczelnienia podatków dochodowych w Polsce – przekonywał Maciej Żukowski, dyrektor Departamentu Podatków Dochodowych w Ministerstwie Finansów. – Co prawda zdecydowano się na wprowadzenie klauzuli unikania opodatkowania, ale można ją stosować dopiero w momencie postawienia konkretnego zarzutu. Natomiast my chcemy stosować prewencję, by zablokować obserwowaną przez nas na rynku działalność optymalizacji podatków – tłumaczył.

Dodał, że nie jest to nic dziwnego w obecnej sytuacji światowej, bo to Europejska dyrektywa ATAD i światowa inicjatywa BEPS wyznaczają kierunek zmian (ATAD – Anti Tax Avoidance Directive, dyrektywa UE przeciwdziałająca unikaniu opodatkowania, BEPS – Base Erosion and Profit Shifting – inicjatywa Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju przeciw zmniejszaniu podstawy opodatkowania przez transfery zysków). – Nie ma jeszcze zmian prawnych, ale jest klimat, który stawia tamę optymalizacji podatkowej i samo to wpływa na lepszą ściągalność CIT w Polsce – podkreślił Żukowski.

Gra o inwestycje

Rafał Ciołek, doradca podatkowy i partner w KPMG, zwrócił uwagę, że oprócz zamykania istniejących luk w przepisach, przez które budżet tracił wpływy, i przystosowania polskich regulacji do wymogów narzucanych z zewnątrz projekt zmierza też do zwiększenia obciążeń podatkowych ponad to, co wynikałoby tylko z ochrony przed agresywnym planowaniem podatkowym korporacji.

– Można postawić tezę, że jest w tej nowelizacji jakiś element dokręcania śruby, zwiększenia bazy podatkowej mimo utrzymania tych samych stawek podatków– mówił Rafał Ciołek.

Michał Grzybowski, doradca podatkowy, partner w EY, podkreślił, że zrozumiałe skądinąd zmiany, mające doprowadzić do opodatkowania dochodu w kraju, w którym powstaje, należy rozpatrywać też w kategoriach atrakcyjności systemu podatkowego poszczególnych państw. – Kluczowe jest to, żeby zmiany nie poszły za daleko. Może się okazać, że system podatkowy kraju sąsiedniego, który zdecydował się wdrożyć dyrektywę i zalecenia BEPS w mniejszym stopniu, będzie bardziej atrakcyjny od polskich regulacji. Zagraniczni inwestorzy zwracają na to uwagę – podkreślał Michał Grzybowski.

– Na pewno będzie to element konkurencji między systemami podatkowymi. Jedną z niewielu cech polskiej gospodarki, jakimi możemy konkurować z gospodarkami rozwiniętymi, może być prawo podatkowe – powiedział Jakub Bińkowski, sekretarz departamentu prawa i legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Związek pozytywnie ocenia tę propozycję resortu finansów, choć nie bez zastrzeżeń. – Małe i średnie przedsiębiorstwa, a przede wszystkim takie są zrzeszone w ZPP, nie mają takich możliwości optymalizacyjnych jak duże międzynarodowe podmioty i jest to z pewnością duża przewaga konkurencyjna korporacji – mówił. Dlatego wyrównanie szans jest postulatem, który ZPP mocno popiera.

Niepokojący podatek

Sławomir Strycharz, dyrektor finansowy i główny księgowy producenta i sprzedawcy obuwia, firmy Wojas SA, zwrócił uwagę na to, że choć w zamierzeniu zmiany mają dotknąć duże podmioty, które transferują dochody za granicę, to dotkną też polskich firm średniej wielkości, takich jak Wojas. – Dla nas najważniejsze są równe warunki konkurencji, bez względu na pochodzenie kapitału czy siedzibę przedsiębiorstwa – podkreślił Strycharz.

Dodał, że przedsiębiorcy oczekują atrakcyjnego opodatkowania dochodu tam, gdzie on powstaje oraz ulg bądź zachęt do działalności rozwojowej. Zaznaczył, że proponowane zmiany spowodują, że obciążenia w pewnych miejscach wzrosną. Przykładem regulacji, która do tego doprowadzi, jest wprowadzenie minimalnego podatku od nieruchomości komercyjnych. Wyjaśnił, że właściciele galerii handlowych na pewno będą starali się przerzucić go na najemców. Może się to odbyć nawet bez zmian umów najmu, bo z reguły umożliwiają one obciążanie najemców czynszem i kosztami wspólnymi. Choć czynsz pozostanie stały, kwota podatku może się znaleźć w tej drugiej pozycji.

– Nie da się stworzyć idealnych przepisów, które dotkną tyko przedsiębiorstw stosujących agresywną optymalizację podatkową– ripostował dyrektor Żukowski z MF. Zaznaczył, że według wszelkich analiz inwestycje w nieruchomości komercyjne powinny przynosić minimum 5 proc. zysku rocznie od zainwestowanego kapitału. Tymczasem wielu właścicieli ogromnych galerii handlowych, obecnych w Polsce od lat, nie zapłaciło ani grosza podatku.

Jakub Bińkowski ostrzegł, że ciężar tego podatku ostatecznie spadnie na konsumentów, czyli ogół społeczeństwa. – Centrum handlowe przerzuci podatek na najemców, a najemcy uwzględnią jego wysokość w cenach – tłumaczył.

Sławomir Strycharz podkreślał z kolei, że odczują go firmy sprzedające towary w centrach handlowych, tymczasem sklepy internetowe handlujące tym samym towarem nie będą nim obciążone.

Nie mniej emocji niż wprowadzenie minimalnego podatku od właścicieli nieruchomości komercyjnych wzbudza ograniczenie możliwości rozliczania w podatkowych kosztach usług niematerialnych, w tym doradczych.

Szybsza amortyzacja

Z pochwałami spotkała się otwartość Ministerstwa Finansów, które bardzo szybko po upublicznieniu projektu przyznało, że proponowane ograniczenia były zbyt drastyczne, i zapowiedziało wyłączenie z limitu usług nabywanych od podmiotów niepowiązanych.

Michał Grzybowski, chwaląc złagodzenie projektu, zaznaczył, że samo wprowadzenie limitu zmierza w kierunku przeciwnym do trendów gospodarczych. – Dziś tym, za co płaci się szczególną cenę, jest coraz częściej własność intelektualna i usługi niematerialne. Również na rynku pracy coraz trudniej znaleźć pracownika na pełen etat. Świat idzie raczej w kierunku świadczenia usług – mówił.

Rafał Ciołek z kolei przypomniał, że organy podatkowe od lat zwracały uwagę na brak płatności za usługi niematerialne, np. za korzystanie z logo zagranicznej centrali. Nakazywały w takich sytuacjach zapłatę CIT od nieodpłatnych świadczeń. Podatnicy się więc dostosowali i, ku uciesze zagranicznych centrali, zaczęli za te usługi płacić. Dziś fiskus natomiast ogranicza możliwości rozliczenia w kosztach takich płatności.

Uczestnicy debaty z zadowoleniem przyjęli zapowiedzi ministerstwa o zwiększeniu limitu jednorazowej amortyzacji do 10 tys. zł. Zważywszy, że dziś wynosi on 3,5 tys. zł, a resort początkowo planował zwiększenie go do 5 tys. zł, jest to skokowy wzrost.

Do przedstawiciela resortu finansów kierowali postulat o przedłużenie vacatio legis, przynajmniej niektórych przepisów, do 2019 r. i prosili, by dbać o konkurencyjność polskiego systemu podatkowego na tle sąsiadów. Nie musimy wdrażać narzucanych przepisów jako pierwsi, nie musimy też być nadgorliwi w ograniczeniach – przekonywali.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA