fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Ekonomiści: potrzebujemy inflacji

Adobe Stock
Na obecnym poziomie rozwoju gospodarczego inflacja w Polsce może być wyższa niż w zachodniej Europie – uważa większość uczestników naszego panelu ekonomistów. Niemal żaden nie chciałby, aby NBP utrzymywał stały poziom cen.

W marcu br. inflacja w Polsce podskoczyła do 3,2 proc. rocznie, z 2,4 proc. miesiąc wcześniej. Na tym niemal na pewno się nie skończy. W najbliższych miesiącach, jak przewidują zgodnie ekonomiści, inflacja przekroczy 4 proc. Średnio w tym roku prawdopodobnie będzie mniej więcej taka, jak w 2020 r., gdy wyniosła 3,4 proc., najwięcej od 2012 r. W oczach wielu Polaków taki poziom inflacji jest za wysoki. Świadczą o tym unijne badania opinii publicznej, tzw. Eurobarometr. Polacy regularnie są w czołówce nacji, które uważają inflację za niepokojąco wysoką. Nawet w 2017 r., po dwóch latach spadków poziomu cen, inflacja była najczęściej wskazywana jako główny problem trapiący Polskę. Także latem ub.r., gdy w większości państw UE za największy problem uchodziła sytuacja zdrowotna, nad Wisłą była nim inflacja.

Jednocześnie nawet takie tempo wzrostu poziomu cen, jakie wskazują dziś prognozy, będzie zgodne z misją Narodowego Banku Polskiego. Głównym zadaniem tej instytucji jest utrzymywanie stabilnego poziomu cen, ale stabilność nie jest rozumiana dosłownie. Zadanie to jest spełnione, jeśli inflacja – mierzona wskaźnikiem cen konsumpcyjnych (CPI) – utrzymuje się w okolicy 2,5 proc. rocznie. Ta okolica to w praktyce przedział 1,5–3,5 proc.

Czytaj także: Inflacja znów zaczyna szaleć. Największy skok od ponad roku

Większość ekonomistów uważa, że nawet jeśli przejściowo inflacja znajdzie się wyżej, to w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej będzie zgodna z celem NBP. To, a także trwająca wciąż epidemia Covid-19, która paraliżuje sporą część gospodarki, przemawia za kontynuacją łagodnej polityki pieniężnej. Tym bardziej że wzrost cen jest w sporym stopniu napędzany przez czynniki, na które te polityka nie ma w zasadzie wpływu, np. sytuację na globalnym rynku surowców.

To jeszcze nie Zachód

Ale przyjętą przez NBP definicję stabilności cen można kwestionować. Obecna obowiązuje już od 2004 r., choć w tym czasie polska gospodarka zmieniła się nie do poznania. Czy cel inflacyjny sprzed niemal dwóch dekad jest wciąż właściwy? Wątpliwości co do tego zgłaszają też członkowie RPP. Na wrześniowym jej posiedzeniu Kamil Zubelewicz zaproponował, aby cel inflacyjny obniżyć do 2 proc., czyli poziomu obowiązującego w strefie euro, ale też np. w Czechach. Propozycja nie zyskała przychylności większości członków Rady. Czy słusznie? Zapytaliśmy o to kilkudziesięciu wybitnych ekonomistów, uczestników panelu eksperckiego „Rzeczpospolitej".

Z tezą, że „cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego (2,5 proc.) jest zbyt wysoki, a NBP powinien dążyć do utrzymania inflacji w okolicy 2 proc., tak jak Europejski Bank Centralny", zgodziło się 12 naukowców (31,6 proc.). Przeciwnego zdania było 18 uczestników sondy (47,4 proc.).

Argumentem przeciwników zmian celu jest to, że poziom rozwoju gospodarczego Polski jest wciąż niższy niż większości państw strefy euro. To pozwala oczekiwać, że tempo wzrostu gospodarczego będzie wyższe niż tam, co uzasadnia nieco wyższą inflację.

– Cel inflacyjny NBP jest ustalony właściwie, bo uwzględnia efekt doganiania obecny w polskiej gospodarce. Dobrze, że jest wyższy niż cel EBC i takim może pozostać do czasu przyjęcia w Polsce euro – tłumaczy dr hab. Cezary Wójcik, profesor Szkoły Głównej Handlowej.

– Proces konwergencji Polski i strefy euro nie został zakończony, a w jego trakcie inflacja może być nieco wyższa w gospodarce szybciej rosnącej z uwagi na efekt Balassy-Samuelsona, który sam w sobie jest przejawem zdrowych procesów gospodarczych, tj. szybkiego wzrostu produktywności w niektórych sektorach – uzupełnia dr hab. Marek Dąbrowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Wspomniany przez niego efekt to wzrost cen towarów i usług, które nie podlegają wymianie zagranicznej, pod wpływem wzrostu płac. Ten z kolei napędzany jest wzrostem produktywności i w rezultacie wynagrodzeń w tych sektorach gospodarki, które muszą konkurować na rynkach międzynarodowych.

Cel musi być jasny

Zwolennicy obniżenia celu inflacyjnego argumentują z kolei, że na obecnym poziomie pozwala on RPP na prowadzenie zbyt łagodnej polityki pieniężnej. Niektórzy z nich uważają nawet, że także w strefie euro cel ten jest zbyt wysoki. – Cel inflacyjny powinien być nawet niżej niż 2 proc. Aprecjacja realnego kursu walutowego powinna odbywać się przez aprecjację nominalną. Przyzwyczajanie gospodarki do słabej waluty krajowej jest ślepą uliczką o poważnych konsekwencjach dla długotrwałej konkurencyjności. Obawy przed niską inflacją lub deflacją są przesadzone – tłumaczy dr Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa.

Pomysł, aby bank centralny rozumiał stabilność cen dosłownie, czyli jako brak inflacji, poparło tylko czworo (10,5) proc. uczestników naszego panelu. Wśród 28 przeciwników (73,7 proc.) dążenia przez banki centralne do zerowej inflacji powszechny jest argument, że w takich okolicznościach – ze względu na trudności w precyzyjnym pomiarze inflacji – gospodarka okresowo zmagałaby się z deflacją. To zaś uchodzi za zjawisko hamujące rozwój gospodarczy.

Większość ankietowanych przez nas ekonomistów (81,6 proc.) jest też przeciwna rozszerzeniu przedziału dopuszczalnych wahań inflacji wokół celu NBP o dodatkowy 1 pkt proc. w każdą stronę, czyli do 0,5–4,5 proc. Teoretycznie taka modyfikacja celu mogłaby ułatwić RPP przeczekanie okresu podwyższonej inflacji bez narażania się na utratę wiarygodności. Rada nie musiałaby się tłumaczyć z tego, że toleruje wzrost cen powyżej limitu, który sama ustaliła. Skąd więc tak silny sprzeciw wobec tego pomysłu, który na wspomnianym wrześniowym posiedzeniu RPP zgłosił członek tego gremium Eryk Łon?

– Rozszerzenie pasma dopuszczalnych odchyleń od celu RPP oddziaływałoby w kierunku zwiększenia zmienności inflacji i premii za ryzyko inflacyjne zawartej w długoterminowych stopach procentowych. Szersze pasmo dopuszczalnych odchyleń miałoby również niekorzystny wpływ na wiarygodność celu inflacyjnego RPP, co utrudniłoby zakotwiczenie oczekiwań inflacyjnych na poziomie zbliżonym do celu – tłumaczy dr Jakub Borowski z SGH.

ekonomia bez dogmatów

Wbrew pozorom w ekonomii niewiele pytań ma jednoznaczne odpowiedzi. Celem panelu ekonomistów „Rz", który zainaugurowaliśmy w lipcu 2020 r., jest pokazanie pełnego spektrum opinii na tematy ważne dla rozwoju polskiej gospodarki. Do udziału w tym przedsięwzięciu zaprosiliśmy ponad 50 wybitnych polskich ekonomistów o różnorodnych zainteresowaniach naukowych, z różnych pokoleń oraz ośrodków akademickich. Tę grupę ekspertów, która się powiększa, prosimy o opinie dotyczące zagadnień z zakresu szeroko rozumianej polityki gospodarczej. Takie badania opinii cenionych ekonomistów pozwalają na recenzowanie bez uprzedzeń wszelkich pomysłów, które pojawiają się w debacie publicznej, i wysuwanie nowych.

Opinie dla „rz"

Prof. Witold Orłowski, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Na obecnym poziomie rozwoju polska gospodarka potrzebuje większego marginesu swobody, a więc wyższego celu inflacyjnego niż strefa euro. Jeśli liczymy na wyraźnie szybszy wzrost PKB niż w strefie euro, musimy też liczyć się z występowaniem efektu Balassy-Samuelsona. Oczywiście mówimy o sytuacji, gdy do gospodarki światowej powróci wzrost. Nie zgadzam się natomiast z tym, że przedział dopuszczalnych wahań wokół celu powinien być szerszy. Ten przedział nie może być fikcją. Jeśli NBP uzna, że właściwy cel inflacyjny jest niższy lub wyższy od obecnego, może go zmienić Ale „rozmiękczanie" polityki przez rozszerzanie przedziału dopuszczalnych wahań inflacji byłoby działaniem niewłaściwym.

Prof. Witold Kwaśnicki, Uniwersytet Wrocławski

Cel inflacyjny NBP powinien być znacznie niższy niż 2 proc., jak w strefie euro. Myślę, że nawet powinien być na poziomie 0 proc. Ustalenie jakiegokolwiek wyższego celu inflacyjnego jest kradzieżą ludzkich oszczędności. Między bajki należy włożyć argumenty ekonomistów ortodoksyjnych, że inflacja w okolicy 2–3 proc. działa, jak „smar dla gospodarki", oraz że konieczność utrzymywania jej na tym poziomie jest podyktowana tym, że przy zerowym celu inflacyjnym istniałoby zagrożenie deflacją, która w głównym nurcie ekonomii z definicji jest zła. Tej tezie przeczą zarówno doświadczenia historyczne, jak i argumenty teoretyczne.

prof. Beata Javorcik, główna ekonomistka Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju

Stabilność cen nie powinna być rozumiana dosłownie jako brak inflacji. Niski, ale nie zerowy poziom inflacji, ma pewne dobre strony, np. pozwala na obniżenie płac realnych bez obniżenia płac nominalnych, jak też ułatwia prowadzenie polityki monetarnej. Nie jestem też przekonana, że umiemy precyzyjnie mierzyć inflację w dobie ogromnych zmian technologicznych. Każda zmiana celu inflacyjnego może podważyć zaufanie społeczne do banku centralnego. Dlatego takich zmian należy dokonywać bardzo rzadko. Poszerzanie pasma dopuszczalnych wahań inflacji wokół celu wiąże się z ryzykiem podważenia wiarygodności tego celu. Takie decyzje powinny być podejmowane tylko wyjątkowo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA