fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA Technologie

Amerykanie polecieli w kosmos. Teraz to wyścig miliarderów

AFP
Ziścił się pierwszy załogowy lot w przestrzeń pozaziemską, zorganizowany przez prywatną firmę. Ale plany SpaceX, Blue Origin i Virgin Galactic idą znacznie dalej.

Na naszych oczach dzieje się historia. Start rakiety Falcon 9 ze statkiem Crew Dragon, z dwoma astronautami na pokładzie, to wydarzenie epokowe. W dotychczasowym wyścigu o prymat w kosmosie rywalizowały państwa, a dziś – dzięki zaangażowaniu najbogatszych wizjonerów: Elona Muska, Jeffa Bezosa i Richarda Bransona – na czoło wychodzi prywatny biznes.

Choć oficjalnie Falcon 9 leci w misji NASA, to nie jest tajemnicą, że bez pieniędzy i programu kosmicznego SpaceX, czyli firmy Muska, amerykański plan budowy kosmicznej potęgi byłby jedynie marzeniem. Wciągu ostatniej dekady USA dały się dogonić, a nawet przegonić Chinom, Rosji, ale również Izraelowi, czy choćby Indiom.

Kolonizacja Marsa

Miliarderzy – w kontekście pozaziemskich ambicji – ratują honor Stanom Zjednoczonym. Jednocześnie sami próbują pokazać swą wyższość nad konkurentami. Dziś wydaje się, że na czoło rankingu wspiął się Elon Musk. To właśnie firmowana przez niego misja SpaceX jest na oczach całego świata. Zadanie jakie sobie wyznaczył nie jest proste. Na razie, poza zakończone sukcesem wysłanie Tesli w przestrzeń kosmiczną oraz dostawy cargo Falconem 9 na Międzynarodową Stację Kosmiczną, wciąż przytrafia mu się sporo porażek. Choćby dzień przed startem Falcon 9 z astronautami Douglasem Hurleyem i Robertem Behnkenem ekplodowała inna jego rakieta – Starship. Podczas testów w Teksasie wybuchł silnik statku, który w zamyśle konstruktorów ma być pojazdem wielokrotnego użytku.

To czwarty już prototyp z serii nowej generacji statków kosmicznych SpaceX, który na koncie miał już najwięcej zdanych testów spośród wszystkich poprzednich prototypów. Do tego projektu Musk przywiązuje szczególną wagę. W odróżnieniu od Falcona Starship ma bowiem mieć większy zasięg niż 400 km i przewozić ludzi oraz ładunki na Księżyc, a docelowo – Marsa. Misję na satelitę Ziemii SpaceX zaplanował na 2022 r. Ale szczególnę rolę przypisano największej z projektowanych rakiet – Falcon Heavy. – Jeśli chcemy przetrwać, człowiek musi stać się gatunkiem kosmicznym – twierdzi Elon Musk.

I to właśnie Falcon Heavy, zdolny wynieść 66 ton łądunku, ma stać się maszyną, która pozwoli budować nową cywilizację i zasiedlić np. Czerwoną Planetę. To właśnie budowanie kolonii na Marsie jest największą ambicją Elona Muska. W celu „dostosowania” jego powierzchni do warunków bardziej sprzyjających człowiekowi zaproponował nawet szalony plan zbombardowania planety głowicami jądrowymi.

Nowa era eksploracji kosmosu, która przełamuje sześć dekad monopolu państwa, zapowiada się więc ekscytująco. Tym bardziej, że przestrzeń kosmiczna z czasem ma być dostępna nie tylko dla wąkiej grupy specjalistów. Popularność zdobywać ma bowiem koncepcja prywatnych lotów poza orbitę Ziemii.

Twarde lądowanie

Takie pasażerskie loty w planach ma sir Richard Branson. Twórca koncernu Virgin nie może jednak roku 2020 zaliczyć do specjalnie udanych. Jego kosmiczny biznes (Virgin Galactic) po I kwartale br. wygenerował 60 mln dol. straty, a test lekkiej rakiety LauncherOne (zaprojektowana do przenoszenia satelitów na orbitę okołoziemską), którą 25 maja odpalono spod kadłuba lecącego Boeinga 747, zakończył się porażką.

Przed pandemią Virgin Galactic sugerował, że pierwszy lot z pasażerami mającymi ochotę (i pieniędze), by doświadczyć stanu nieważkości – w tym z samym Richardem Bransonem – odbędzie się latem br. Dziś już wiadomo, że to nierealne, a cały kosmiczny koncept miliardera stanął pod znakiem zapytania. Jego linie lotnicze Virgin Atlantic przez pandemię walczą o przetrwanie, a Branson został zmuszony do ciąć. Ograniczył płace w Virgin Galactic, wstrzymał rekrutacje do firmy i ogłosił sprzedaż 22 proc. akcji spółki (to ma zasilić firmę kwotą ok. 0,5 mld dol.).

Jak widać nie bez kozery dotychczas to rządy angażowały się w loty kosmiczne. To trudny i – jak na razie – raczej ryzykowny biznes. Jednak to nie problem dla najbogatszego człowieka na Ziemii. Jeff Bezos, założyciel Amazona, na poważnie myśli o podboju Księżyca. Na początek. Jego firma Blue Origin wygrała przetarg NASA na dostawę lądowników (maszyna o naziwe Blue Moon), które pozwolą ponownie stanąć człowiekowi na powierzchni Srebrnego Globu. Będzie to trzystopniowa konstrukcja (Integrated Lander Vehicle), składająca się z oddzielnych modułów: transferowego, lądowania i wznoszenia.

Bezos ma plan, by wynosić w kosmos potężne ilości ładunków, w tym ludzi. Stąd buduje największą rakietę w historii – New Glenn. Opracowano już osłonę, która znajduje się na czubku rakiety. Jak twierdzą eksperci to element, który będzie w stanie pomieścić o 50 proc. więcej materiałów lub pasażerów niż jakakolwiek maszyna konkurencji. 95-metrowe monstrum w pierwszy komercyjny lot wyruszy w 2021 r.

Zatem wyścig o przestrzeń kosmiczną został rozpoczęty.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA