fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

CYFROWA IT

Nie zostawiajmy dzieci samych w cyfrowym świecie

mat. pras.
Najważniejsze, aby Ogólnopolska Sieć Edukacyjna nie stała się tylko kolejnym internetem do szkoły – mówi Bartłomiej Klinger, zastępca dyrektora NASK.

OSE to program publicznej sieci telekomunikacyjnej, dającej szkołom dostęp do szybkiego, bezpłatnego i bezpiecznego Internetu, zaprojektowany przez Ministerstwo Cyfryzacji we współpracy z MEN. Jesteście operatorem tej sieci. Na jakim etapie jest ten projekt?

Wystartował na poważnie w ubiegłym roku. Do końca 2020 r. do szybkiego internetu światłowodowego mają być podłączone wszystkie szkoły podstawowe i ponadpodstawowe. Nad całą siecią będziemy sprawować opiekę przez kolejnych 9 lat. To długofalowe działanie i wielka cywilizacyjna zmiana jeśli chodzi o szkoły. Mocno przyspieszamy w tym roku i jesteśmy jako NASK zdeterminowani, by przyszłorocznego termin dotrzymać. Na dziś mamy podpisanych blisko 10 tys. umów z poszczególnymi placówkami. Ponad 6 tys. szkół jest już przygotowanych na przyjęcie sygnału od operatorów, w tym ponad 3,2 tys. w pełni korzysta już z usług OSE.

Co dalej? Myślicie już o zwiększaniu prędkości, czy nowych usługach?

Mamy obowiązek dbania o sieć i dostosowywania jej do aktualnej technologii i rozwiązań, które na rynku się pojawią. Dziś gwarantujemy podstawową przepływność 100 MB/s, ale w każdej chwili szkoła będzie mogła to zwiększyć. Na tę chwilę wyższe przepływności są jednak dodatkowo płatne, choć wydaje się, że z czasem ta sytuacja może ewoluować. Najważniejsze, aby OSE nie stała się kolejnym internetem do szkoły, ale wprowadzała nowoczesne cyfrowe narzędzia edukacyjne do procesu kształcenia dzieci i młodzieży.

Jakie OSE przyniosła dotąd korzyści? Jak pomaga kształcić dzieci i młodzież?

Na początku skupiamy się na bezpieczeństwie i to jest nasze podstawowe zadanie. Zaczęliśmy od usług, które zabezpieczają sieć szkolną przed zagrożeniami, a uczniów i nauczycieli od treści, które są niebezpieczne czy szkodliwe.
Jednak już w tym roku wprowadzamy kolejne aktywności, jak OSEHero, która to inicjatywa pozwoli wyławiać spośród nauczycieli i uczniów ciekawe inicjatywy, mocno ich angażując w świecie cyfrowym, ale robiąc to mądrze, a nie pozostawiając wyłącznie w sferze płytkiej rozrywki. Chodzi o lepsze zrozumienie i zdolność wykorzystania tego, co się w tym świecie cyfrowym dzieje.

Jakie koszty wiązały się z inwestycją w OSE?

OSE to program rządowy, na który w 10 lat przeznaczonych jest 1,8 mld zł, w tym blisko 0,5 mld. środków unijnych, wspierających budowę sieci.

Na jakie problemy natrafiliście?

Największą trudnością jest oczywiście brak dostępnej infrastruktury światłowodowej na terenie całej Polski. OSE jest pierwszym krokiem, by wreszcie pozbyć się tego problemu. To był bodziec dla operatorów, by przyspieszyli inwestycje w światłowody. Na dziś procesy inwestycyjne po stronie operatorów są wciąż dla nas największym wyzwaniem.
Drugi problem to niezrozumienie, czym to OSE jest i czym za chwilę będzie. Że to nie tylko światłowód, że w ramach tej sieci chcemy dużo fajnych i mądrych rzeczy dla dzieciaków zrobić.

Czy w wystarczający sposób troszczymy się w Polsce o ich bezpieczeństwo?

Przykładamy do tego w Polsce coraz więcej uwagi. Jako NASK mamy dużo obowiązków nałożonych na nas w kwestii cyberbezpieczeństwa, także na obszarze szkoły. Dzięki OSE zrobiliśmy tu już bardzo dużo. Zabezpieczamy wiele warstw i technocznych, i tych związanych z dostępem do treści nieporządanych, chronimy sieć przed atakami zewnętrznymi. Staramy się też podnosić świadomość i kompetencje dzieci, rodziców i nauczycieli, pomóc im zrozumieć zagrożenia.

W naszym punkcie kontaktowym Dyżurnet.pl można zgłaszać treści niebezpieczne. A on uruchamia odpowiednie służby, by te treści z sieci usunąć lub blokować do nich dostęp. Mamy też aktywności badawcze, prowadzimy badania społeczne w obszarze dostępu dzieci do internetu – także do smartfonów – i zrozumienia tego świata przez rodziców. Staramy się pokazać tę rozbieżność postrzegania świata cyfrowego między dziećmi a rodzicami w kwestii.

Pojawia się coraz więcej zagrożeń, często zaskakujących jak np. deepfejki, czyli możliwość manipulowania przekazem multimedialnym. W ten sposób można dzieciom zrobić wielką krzywdę.

Dokładnie tak jest. Tu rozwój technologii, a zwłaszcza uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja użyta w tym obszarze w bardzo złym celu, stawia nas przed nową rzeczywistością. Dorośli i dzieci muszą bardzo ostrożnie weryfikować oferowane treści, gdyż coraz więcej z nich jest spreparowanych, by manipulować informacją. Tu będziemy musieli wdrażać sztuczną inteligencję, która będzie walczyła z inną sztuczną inteligencją. A więc technologia będzie musiała pracować, by nas zabezpieczyć przed inną technologią. Dużym zagrożeniem społecznym jest to, z czym próbujemy walczyć, czyli pozostawianie naszych dzieci samotnie w sieci. Przecież nie zostawiamy dziecka w ciemnym nieznanym lesie, czy na dworcu o północy. Tak samo nie możemy zostawiać go o dowolnej porze samotnego w sieci.

Rodzice śpią za ścianą, a dziecko…

Nie muszą spać. Wystarczy, że siedzi w drugim pokoju ze smartfonem. Ekran monitora to jeszcze można obserwować, można zajrzeć dziecku przez ramię, ale dużo trudniej sprawdzić, co przegląda na smartfonie. Tym bardziej, że smartfony zaczęły być traktowane przez nastolatków jako bardzo osobiste urządzenie. Rodzic musi więc poświęcić dużo czasu i uwagi na towarzyszenie dziecku w sieci.

Prowadzicie Państwo wiele akcji związanych z bezpieczeństwem w sieci, np. „Nie zagub dziecka w sieci”.

To jest właśnie akcja skierowana w tę stronę. Po pierwsze, zbadaliśmy nastolatków, jak oceniają rzeczywistość smartfonową i internetową, co o niej myślą, czy miały dostęp do treści niebezpiecznych, jak korzystają z telefonu, o jakiej porze, itp. A potem zbadaliśmy rodziców tych samych nastolatków. I rozbieżność w postrzeganiu tego samego zjawiska między dziećmi, a ich rodzicami jest co najmniej zastanawiająca. To powinno nas skłonić do refleksji. Bo nie jest tak, jak my, dorośli myślimy. Dzieci w sieci funkcjonują zupełnie inaczej, inaczej ją traktują, to jest wszystko bardziej spojone z czasem rzeczywistym. Dla nas dorosłych, którzy trochę wolniej wchodziliśmy w świat cyfrowy, nie zawsze tak jest. Celem kampanii „Nie zagub dziecka w sieci” jest przede wszystkim skierowanie komunikatu do dorosłych – rodziców i nauczycieli i uświadomienie im tego, że dzieci także w sieci potrzebują opieki, nie mogą zostać same, by się tam nie zagubiły.

Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA